Z Rykowa (2) [1]

 

19 stycznia 1888 r. [2] wieś Rykowo

 

Droga Zosiu[3]!

Twój list bardzo mnie ucieszył. Ponieważ nie miałem zbyt wielkiej nadziei, że otrzymam list od Ciebie – tym bardziej dziękuję, że pamiętałaś o mnie i proszę pisz częściej. Wiedzieć najważniejsze rzeczy o Was wszystkich jest jedną z moich potrzeb, a znać najdrobniejsze szczegóły Waszego życia byłoby dla mnie największą radością.

Pamiętasz, przecież jeszcze równo rok temu byłem z Wami. Jak wieloma sprawami byłem wtedy zajęty, ileż to nadziei żywiłem w swym sercu. A potem, zanim upłynęły dwa miesiące zdążyło runąć i zniknąć wszystko to, co obecnie stanowi już tylko moje wspomnienia. O przewrotny losie! Głupia, nierozważna naturo młodego człowieka, a moja w szczególności. Ale jakkolwiek nieszczęśliwe nie byłyby zbiegi okoliczności, jakie nie byłoby znaczenie tego wszystkiego _____ osiągniętego ____ warunków –przede wszystkim ja sam jestem najbardziej winien. Świadomość i rozum są po to, by unikać zła, odsuwać je od siebie, a nie mu ulegać. Trzeba było jednak przeprowadzić doświadczenie, będące moim celem, a może nawet życiem. Jakże dziwne jest nasze życie! Idziesz beztrosko jedną drogą, nie oglądając się, dążąc do jednego celu, widocznego w dali, jednak jeśli zboczysz z tej drogi, to wrócić już na nią nie możesz. Gdy mogłem wiedzieć, to nie wiedziałem, a gdy już wiem – nie mogę. Ale wystarczy już tych rozważań; zgadzam się z Tobą Zosiu, że źle zrobiłem, ale cofnąć tego nie mogę, więc nie warto już o tym mówić.

Jestem teraz dla was jak półmartwy; pomówmy lepiej o żywych. Jak e zdolności, właściwie to Marynia, bo Janek jest jeszcze zbyt mały, by można było przyjemnie jest słyszeć, że moi krewni chowają się zdrowo i rokują nadzieje na dużcokolwiek o nim powiedzieć. Dlaczego daliście mu takie imię? Kim byli rodzice chrzestni? Niestety nie udało mi się zdobyć dla Ciebie Freblowskich gier. Mimo, że próbowałaś naszkicować mi swoje życie, niewiele mogłem dowiedzieć się z Twoich listów; pisz proszę bardziej szczegółowo. Jeśli pisanie po rosyjsku sprawia Ci dużą trudność, to pisz po polsku. Przyślij mi jak najszybciej Wasze fotografie, tak bardzo chciałbym zachować w pamięci obrazy Waszych drogich mi twarzy. Pamięć moja albo w ogóle jest słaba, albo dopiero teraz zaczęła się pogarszać. Czasami, gdy wspominam znajomych, okazuje się, że nie pamiętam ich imion, a nawet nazwisk i w żaden sposób nie mogę sobie ich przypomnieć. Teraz wypisałem sobie na karteczce wszystkich krewnych, bliskich i znajomych i często ją czytam, wspominając wszystkich po kolei. Chociaż nie ma dnia, aby myśli o was same przychodziły mi do

głowy, nocą miewam sny, gdzie pojawiają się zawsze Ci , dla których chowam w moim sercu najgorętsze uczucia. Dziwisz się, Zosiu mojej energii przy pracy nad własnym charakterem; ale zawstydzasz minie tym tylko, dając niezasłużone pochwały. Postanowiłem energicznie wziąć się do pracy nad nim, ponieważ same warunki mnie do tego zmusiły. Zostało mi tylko jedno wyjście – poprawić to, co nie jednokrotnie wiele mi psuło, a ostatnio zniszczyło całe życie. Jednak gdybyś wiedziała w jaki sposób przebiega powzięta praca, wówczas zmieniałabyś zdanie o mojej energii. Zaczynam energicznie, ale szybko popadam w apatię. Na potwierdzenie tego posiadam setki drobnych faktów, zaczerpniętych z tutejszego życia. Posłuchaj, jestem słaby i ospały, więc wszystko za co bym się nie wziął nosi tego ślady. To prawda, że jeśli nawet nie odznaczam się cierpliwością, to dzięki silnej woli znajduję w sobie wiele pobudzających sił, które nie pozwalają zupełnie usnąć mojej energii. Nie będę Ci teraz opisywał mojej walki z samym sobą, poczekam z tym do czasu, gdy zbierze się więcej faktów i rezultatów. Jak dotąd, bardzo mało zrobiłem w tym kierunku, choć czas był ku temu sprzyjający; czasu jest wiele, a na zajęcia umysłowe nie ma środków. Przedtem, gdy było tyle różnorodnych zajęć, tyle wrażeń i przyjemności, nie było czasu na rozmyślania i naprawę wad, nie było to też konieczne. Dlatego, nie myśl, że jest to zasługą, iż pod wpływem warunków, w których się znalazłem, poważnie zacząłem myśleć o tym, by się zmienić; stać się dla Was kimś bez wad, które kiedyś tak silnie dały się odczuć.

Rzeczywiście, myślałem o tym, żeby bardziej gruntownie zająć się naukami przyrodniczymi. Jednak szczegółowe studiowanie ich tutaj jest niemożliwe. Według mnie, potrzeba do tego i wskazówek, i pomocy naukowych. Przy czym do specjalistycznych studiów nie czuję aż tak silnego pociągu.

Przejdę teraz do owego ważnego problemu, który poruszyłaś w swoim liście, mam na myśli Ludkę. Ciocia już wcześniej pisała mi o tym, dlatego mogłem dokładnie wszystko przemyśleć. Dla mnie, szczególnie w obecnej sytuacji, prawdziwym szczęściem było dowiedzieć się o miłości Ludki i o jej pragnieniu ofiarowania wszystkiego mnie jednemu. Tak silne przywiązanie skłoniłoby mnie do zastanowienia, nawet gdyby nie chodziło o Ludkę, którą cenie i kocham o wiele bardziej niż innych. Jednak, mimo iż z całego serca gotów byłbym przyjąć jej oświadczyny, zmuszony jestem postąpić inaczej. Po pierwsze, według prawa katorżnik może się żenić dopiero po upływie okresu próbnego i roku w wolnych oddziałach, co w moim przypadku będzie trwało prawie trzy lata. Po drugie, jakby nie było, do życia potrzebne są środki materialne i należałoby obmyślić źródła ich zdobywania. Tutaj, ja sam ledwie mogę przeżyć za otrzymywaną rację. Dla kobiety niewiele jest tu zajęć, ich liczba ogranicza się do akuszerstwa, felczerstwa lub nauczania dzieci. W obecnej, tak niepewnej sytuacji nie mógłbym ani dużo zarabiać, ani zrobić cokolwiek, by to zmienić. Po trzecie, co najważniejsze, jestem świadom tego, że w takim stanie zdrowia nie mógłbym się ożenić i z czystym sumieniem zostać ojcem rodziny. Porozmawiaj z Bolesławem, on opowie Tobie i Ludce o tej fatalnej chorobie, która teraz znów się u mnie odezwała. Oczywiście, można by wyobrazić sobie idealną miłość, na określony czas, ale czy wówczas pozwoliłyby na to dwie wcześniej przedstawione przyczyny. Widzisz więc, że przyjęcie oświadczyn Ludki jest obecnie rzeczą niemożliwą, jakkolwiek nie byłyby one pożądane. Uważałem za swój obowiązek wyznać to wszystko, a następnie pozostawić decyzję Ludce. Mogę tylko udzielić rady na wypadek, gdyby Ludka, bez względu na nowe okoliczności, pozostała przy swoim zamiarze i życzeniu; mianowicie, by pojechała na kursy felczerskie lub akuszerskie. Nie zapomnij przekazać jej, by nie krępowała się swoich oświadczyn, jeśli przyjdzie jej się we mnie odkochać. Ma do tego pełne prawo. Z pewnością spotka w swoim życiu ludzi o wiele bardziej zasługujących na miłość, niż ja; ma prawo pokochać innego oddawszy mu przede mną pierwszeństwo. Nie chcę jej wiązać i już teraz oświadczam, że może, tak jak do tej pory, swobodnie kierować sowim życiem. Zawsze będę w stanie wyrzec się tego, co mogłoby być dla mnie szczęściem. Moje niedługie życie nie jest jedynie szczęściem i nie tylko do szczęścia przywykłem. Zawsze będzie mnie cieszyć myśl, że Ludka wybrała kogoś nieporównanie lepszego ode mnie, kto uczyni ją szczęśliwszą.

Moja sytuacja mogłaby się w dużym stopniu poprawić, jeśli projekt, jak go nazywasz, zostałby zrealizowany. Szczególnie poprawiłby się mój stan moralny. Nie można jednak postąpić inaczej. Teraz prowadzę życie, jakie wcześniej wydawało mi się niemożliwe. Nie jesteśmy tu więzieni; wszyscy katorżnicy mieszkają w koszarach, które nie są nawet ogrodzone. W więzieniu aleksandrowskim dookoła koszar jest płot, a po wieczornej kontroli bramy są zamykane. Tutaj, jak dotąd, niczego takiego nie ma. Na szczęście nie mieszkam we wspólnej celi z aresztantami, ale w małym pokoiku, gdzie wszyscy przysłani tu razem, mieszkamy wspólnie. Kupiłem sobie w miarę dobrą odzież, która nie jest tak odrażająca jak więzienna. Jedzenie jest dobre, mam też wolny czas i wszystko byłoby względnie dobrze, gdyby nie moje zdrowie. Tutejszy klimat ma rzeczywiście zły wpływ na moją chorobę. Nie tracę nadziei na powrót do zdrowia, choć tak niewiele zależy ode mnie samego. Czasami, ogarnia mnie przerażenie na myśl, że mógłbym pozostać tu na wieki , z dala od Was wszystkich, moi kochani; że moje dopiero co zaczynające nabierać barw życie będzie musiało odejść, zniknąć; że z całego materiału, z którego mógłbym stać się człowiekiem w pełnym słowa tego znaczeniu, pozostanie tylko pustka, nicość. Staram się panować na sobą i walczę z takimi myślami i być może uda mi się zwyciężyć. Dlatego nie chcę was już martwić; był to tylko mój chwilowy nastrój.

Twoje dwa listy otrzymałem 16 stycznia. Telegrafowałem na Twój adres dwa razy, ponieważ nie znałem wileńskiego adresu ojca. Jestem Ci wdzięczny za przysłanie mi adresu Józka. Chociaż piszesz, że wysłałaś mu mój adres, do tej pory nie otrzymałem od niego żadnego listu. Piszę teraz do niego kilka słów, gdyż chcę, by odjeżdżająca jutro styczniowa poczta zdążyła zabrać moje listy. Dlatego kończę i ten list, postaram się napisać następny, bardziej szczegółowy.

Bądź zdrowa i szczęśliwa, ucałuj ode mnie Bolesława, Marynię, Janka, Ludkę i Ludeczkę i wszystkich moich znajomych. Ach! Moi kochani, jakże mi ciężko na duszy! Żegnajcie – Twój szczerze kochający Cię brat Bronek.

___________________________________________________________________________

[1]List ten przechowywany jest w archiwum Biblioteki Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie jako <Pilsudskiu seimos rankrasciai, III Bronislovas Pildudskis> zbiór 161-49: 26-28.

[2]Data ta odpowiada 31 stycznia 1888 roku według nowego kalendarza.

[3] Imię starszej o rok siostry, Zofii.

Tłumaczenie: Justyna Kamionowska