Z Petersburga (1)[1]

30 marca[2] 1887 r. Twierdza[3]

Sprawdzone przez Sz (?) C (?)[4]

 

Drogi Ojcze!

Kiedy byłeś u mnie tydzień temu, byłem tak nieprzygotowany na twoje przyjście, że nie mogłem opowiedzieć Ci o tym, co leżało mi na sercu, a ciebie najbardziej ze wszystkiego interesowało. Wstyd nie pozwalał mi także, przy dwóch świadkach, zupełnie obcych, przyznać się do swojej wielkiej winy, tym bardziej, że jak dobrze wiesz, trudno mi wyrażać to, co czuję. Ale z drugiej strony nie podzielić się tym z kimś, kto by mnie wysłuchał i zrozumiał, nie wypowiedzieć się szczerze, nigdy nie mogłem, a tym bardziej w tym trudnym położeniu, w którym się teraz znajduję. Postanowiłem napisać do Ciebie, szczerze przyznając się do winy i stanąć przed Twoim, tak jak już wkrótce stanę przed sądem prawa. Sam siebie dawno już osądziłem i dawno już powinienem był osądzić swoje sumienie, bo czuję się winny wobec siebie i was wszystkich, którzy byliście mi drodzy i których kochać nigdy nie przestanę.

Jeśli bym cierpiał i został ukarany za to, że widząc, jak ciężko żyć ludziom na świecie, jak bogactwa natury i dobra kultury wszędzie są rozdzielone niesprawiedliwie (bardzo często niezależnie od osobistych zasług człowieka), widząc, że luksus, wszystkie duchowe uciechy i wykształcenie dostępne są tylko zamożnej mniejszości, kiedy większość pogrążona jest w nędzy, mroku i ciemnocie, widząc to wszystko i nie chcąc się z tym godzić, wybrałem sobie za cel ideał lepszego życia, który chciałem wprowadzić w czyn poprzez naukę; ideał, który, według mnie, na pewno kiedyś w przyszłości urzeczywistni się; jeśli bym za to tylko siedział tu w twierdzy, to wy wszyscy powiedzielibyście: żal człowieka, który nie zaznawszy ciężkiego życia mógł swobodnie myśleć i budować ideały na przyszłość, żal go dlatego, że w sumie był uczciwy i mógł przynosić korzyści rodzinie i społeczeństwu. Jeśli bym nawet zaczął ideał swój rozpowszechniać wśród ludzi i za to ponosił teraz karę, to i wtedy byście mnie tak do końca nie potępiali, a powiedzielibyście, że człowiek, chcący polepszyć sytuację klasy robotniczej powinien pracować, a nie mówić, czy pisać o rzeczach niewykonalnych w dzisiejszych czasach. Ale w tej sytuacji na waszą wyrozumiałość liczyć nie mogę. Ty dobrze wiesz, że jestem oskarżony o przestępstwo innego rodzaju. Jestem zamieszany w sprawę, w którą zaangażowałem się nie z powodu jakichś szlachetnych pobudek. Wpadłem w to przez swoją nierozwagę, głupotę i słaby charakter. Tak! Tylko że nierozwaga powinna mieć swoje granice. Można wybaczyć nierozważnemu dziecku, ale nie dwudziestoletniemu mężczyźnie. Można wybaczyć każdemu, kto postępował lekkomyślnie jeśli chodziło o błahostki, ale nie wtedy, gdy sprawa dotyczyła życia ludzi. Ja nie umiałem rozgraniczyć, gdzie kończy się teoria, a zaczyna praktyka. Nie uznając w teorii tego rodzaju spraw, zacząłem wprowadzać je w życie. Chociaż stale mówiłem, że póki nie wykształcę ostatecznie swoich przekonań, póki nie stanę się w pełni zdecydowanym człowiekiem, póty w nic się nie będę angażował, żeby nie żałować później tego, co już się dokonało, jednakże odstąpiłem od tej zasady. Taka niekonsekwencja łatwo może być wybaczona Józiowi[5] który jest taki lekkomyślny, skłonny do uniesień i pełen zapału. Ale mnie tego wybaczyć nie można, bo zawsze uważaliście mnie za człowieka umiarkowanego i rozważnego, który zdawał sobie sprawę z tego, co robi, który, szczególnie przy pomocy dziennika, tak dużo pracował nad swoim charakterem. W tym przypadku moja rozwaga nie całkiem mnie opuściła. Po pierwszych nierozważnych krokach opamiętałem się, postanowiłem nie pomagać ludziom postępującym niezgodnie z moimi przekonaniami, ale nie wytrwałem w swoim postanowieniu, i tu, zdaje mi się, leży główna moja wina. Wy wszyscy uważaliście, że jestem dobry i uczynny. Ale wydaje mi się, że ta dobroć wypływała u mnie głównie ze słabości i miękkiego charakteru. A to jest bardzo zła cecha człowieka. Tak na przykład pedagog, nie umiejący rozgraniczyć dobroci i słabości, zepsuje tylko swoich wychowanków. Tak człowiek słabego charakteru, często bez złych intencji, może zrobić coś podłego. Ty sam podałeś przykład takiego człowieka, opowiadając mi na spotkaniu o nieszczęsnym postępku naszego krewnego, uważanego do tej pory za dobrego i uczciwego człowieka. Tak jak on poddał się wpływowi swojej niegodziwej żony, tak i ja nie oparłem się mojej głupiej chciwości xxxxxxxxxxxxxxxxxx na którą jest narażonych tak wielu młodych. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx wykreślone przez cenzora xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

zakazy i kuszą wszystkich niedoświadczonych, pełnych zapału młodych. Ale młodym można to wybaczyć, a ja sobie wybaczyć nie mogę; to dlatego, że doskonale zauważałem te błędy u innych, że często robiłem wyrzuty kolegom za podobne postępowanie, aż w końcu sam na jakiś czas zaraziłem się tą głupią chorobą. Zachwyciłem się, opamiętałem, ale już było za późno i powinienem ponieść karę. Oto moja wina, która silnie, wydaje mi się, jest związana z drugą winą. Tą winą jest całe moje postępowanie przez ostatnie półrocze. Wybrałem wydział prawniczy. Ale dlaczego to zrobiłem, skoro wiedziałem, że chcąc zostać w swoim kraju mogę być tylko adwokatem. Na adwokata zaś, jak mi zawsze mówiliście, zupełnie się nie nadaję. Mówią, że nie tylko nie posiadam bystrości, zdolności analizowania faktów i śmiałości – cech, których wymaga od adwokata praktyka, a wręcz przeciwnie, nieśmiałość moja powoduje, że bardzo często nie mogę się wysłowić. I jeszcze wielu innych rzeczy nie potrafię, tak jak ty sam mówiłeś mi, nie posiadam cech, którymi powinien być obdarzony człowiek, żeby być jako takim obrońcą. Nie wstąpiłem na akademię medyczną czy wydział przyrodniczy, wymawiając się tym, że nie pociągają mnie te nauki, a do matematyki wręcz czuję wstręt. Nie wstąpiłem na akademię astronomiczną, tak jak mi radziłeś, wymawiając się tym samym. Ale w gruncie rzeczy, szczerze się przyznaję, że tak jak sobie teraz przypominam, nie chciałem uczyć się tam, gdzie wymagano dużo pracy; tak, zapomniałem o nakazie, którym powinienem był się kierować przy wyborze specjalności, zapomniałem, że mam obowiązki, że jesteś już stary i potrzebujesz mojej pomocy, że ja, jako starszy będę zobowiązany zajmować się młodszym rodzeństwem. Skoro nie zostałem w domu, by pomóc Ci wyplątać się z trudnej sytuacji, to, mając to wszystko na uwadze, powinienem był ciężko pracować i, co najważniejsze, uczyć się. A ja przecież nie zrobiłem przez pół roku nic, lub też bardzo mało. Niewiele nawet posunąłem się w samorozwoju, o czym stale marzyłem. Ten pracowity chłopiec, jakiego znaliście, zmienił się w człowieka leniwego i bezczynnego. Oczywiście jedno zło pociąga za sobą drugie. Oto pół roku minęło jak zawiniłem drugi raz. Czy uda mi się naprawić swoje błędy, jeśli tak, to kiedy – nie wiem. Ale niech to doświadczenie, z którego być może nie skorzystam, będzie dobrą nauką dla wielu moich towarzyszy, dla wielu młodych. Ty im powiedz, że nie za “prawdę” i “wolność” siedzę, jak wielu może sobie wyobrażać, ale za “nieprawdę”, że będę ukarany nie za to, że szedłem uczciwie, choć po kłamliwej drodze, a za to, że postąpiłem nieuczciwie. Powiedz im, żeby się uczyli i rozwijali, nie zapominając o swoich obowiązkach wobec rodziny i całego społeczeństwa, niech zdają sobie sprawę z każdego swojego kroku; kiedy zostaną już ludźmi stanowczymi, niech postępują tak, jak nakazuje sumienie. W młodości niech nie wychodzą poza granice teorii. W przeciwnym razie przyjdzie im pożałować i znaleźć się w tej godnej pożałowania sytuacji, w jakiej ja się znajduję, kiedy to nie można przyznać się do winy, jak to bywało w gimnazjum, nie wciągając w to innych. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Wiem, że zmartwiłem was wszystkich, którzy mnie kochaliście. Zapomnijcie o mnie. Pomyślcie sobie, że nie byłem was wart i może będzie wam lżej.

Wasz Bronisław

 

  1. Ten list przechowywany jest w archiwum Biblioteki Litewskiej Akademii Nauk w Wilnie jako <Pilsudskis seimos rankrasciai, III.Bronislovas Pilsudskis> zbiór 161-49: 3-6.
  2. Ta data odpowiada 11 kwietnia 1887.
  3. Twierdza Pietropawłowska w Petersburgu, gdzie . B. Pilsudski przebywał po aresztowaniu 2 (14) IV 1887 r.
  4. Przypisy cenzora, którego imię i nazwisko są nieczytelne, a także dalsze wykreślone fragmenty tekstu zaznaczone są kursywą.
  5. Młodszy o rok brat Bronisława – Józef Piłsudski

 

 

Tłumaczenie – Agnieszka Mokosa