Rocznik Biblioteki Naukowej PAU i PAN w Krakowie
Rok XLVIII (2003)
PL ISSN 0079-3140
Przedruk  z oryginału za zgodą Wydawcy

1
[Kraków, ok. 21 I 1907]

Droga Marynio,

Winien bardzo jestem przed tobą i w ogóle przed całą twą rodziną, że teraz tylko siadam do listu. Wszak ja już trzy miesiące jak jestem w Galicji, teraz mianowicie w Krakowie. Po długich peregrynacjach siedzę tu nie powiem, żeby z ogromnej ku temu chęci.

Zaraz po przyjeździe chciałem skomunikować się z Wami, ale nie mogłem dostać adresu; przysłał mi go na koniec brat
[1] z Petersburga, ale muszę wyznać, że prawie miesiąc temu. Na usprawiedliwienie mogę chyba powiedzieć, że czułem się niezdrów, miałem od samych Świąt coś w rodzaju influency i oprócz kaszlu, słabości, byłem zupełnie przygnębionym. Może być nie mogę już znosić zbyt dużo wrażeń, które się wyniosło jakoś dość gęsto ostatni miesiąc. A zapewno oddziaływa dziwnie skomplikowane i [nie]-zbyt wesołe położenie, w którem się znalazłem, bez pewności, że nadejdzie na pewno lepsza dola.

Na Świętach była u mnie siostra Ludka [2], którą teraz tylko poznałem. Oszukała nawet mię, bo zjawiła się niby jakaś studentka, przysłana od mego przyjaciela z[e] Szwajcarii i minut 10 z nią rozmawiałem, przyjmując za czystą monetę to, co mi mówiła. Została jeszcze Ciocia Stefka [3], która jednak wybiera się już na powrót do Wilenka. Co dzień spędzam z Ciocią pół dnia, bo ranek poświęcam pracy. Dziś cały wieczór mówiłem z nią o Was, opowiadałem o czasach petersburskich, które zostaną najdroższemi dla mnie na zawsze. Przypomniałem wszystko, co razem kiedyś z wami przeżywaliśmy.

Wróciłem do domu, marząc jeszcze w drodze o mojej pierwszej szczerej miłości dla Zosi* i o serdecznej przyjaźni dla was i... Nie mogę się powstrzymać, by dziś nie zważając na późną noc (już po pierwszej) nie napisać do Ciebie. Marynio
[5], a razem do Zosi, Zeni [6], Mamy twojej.

Gdy wspomnę owe błogie czasy, zamykam oczy i mam przed sobą Zosieczkę z jasną wesołą twarzą, uśmiech której przenika mi do głębi serca, krnąbrną siostrzyczkę jej Marynię, na którą my żadnej uwagi nie zwracamy i garbatego „cerbera" (waszą niańkę, tak ją nazywaliśmy) odprowadzającego swe panienki do domu. Potem po powrocie już Zosi z Petersburga te lato, co mieszkaliśmy na Antokolu. Znalazłszy chwilkę wolną od łóżka chorej matki [7], spieszyłem do domku, gdzie na brzegu Wilii mieszkaliście u Brzozowskich. Pod wrotami traciłem pewność siebie, wstydziłem się, wahałem się i tylko z ogromnym wysiłkiem woli otwierałem drzwiczki, po czem już ucieczka była niemożebna. Był to czas, gdy starałem się i główkę mej przyjaciółki dzieciństwa napełnić ekonomiami politycznemi, spoiecznemi naukami i temi ideami, które kiełkowały i w moim umyśle.

Zima następna z czytaniami u Cioci Hołowniny
[8], a potem moje lekcje u Zosi muzyki. Najdroższe dla nas chwile, gdy zostajemy sam na sam w saloniku za małym pianino. Bezwiednie, by przedłużyć je, i wykorzystać je dla rozmowy we dwoje już po przegraniu wszystkiego, brząkamy coś po klawiszach, upewniając tem znajdującą się w drugim pokoju drogą mamę, że jeszcze lekcja się odbywa [9].

Po ciężkiem rozstaniu zdawało się na zawsze może. znowu spotkanie w Petersburgu. Ileż to uciechy, ile wiary w jasną przyszłość! A wszystko to tak niedługo... Wkrótce coś z...[10]
l Data: list bez daty i miejsca. W prawym rogu u góry notatka inną ręką: „koniec 1906 lub początek 1907 r."


[
1]
Kazimierz Pilsudski (1871-1941) - syn Józefa Wincentego i Marii z Billewiczów, przed l wojną światową związany z Petersburgiem, w Polsce Odrodzonej pracował w bankowości, później w Najwyższej Izbie Kontroli w Warszawie, był żonaty z Julią Louvar. Po napaści Armii Czerwonej na Polskę aresztowany w Wilnie (1939), wraz z bratem Janem przeszedł przez więzienia sowieckie, m.in. Łubiankę i Butyrki w Moskwie; znękany przejściami w Rosji zmarł w Bucharze 19 XII 1941.
[2] Ludwika (Luda) z Piłsudskich Majewska (1879-1924) — córka Józefa Wincentego i Marii z Billewiczów, korespondowała z bratem Bronisławem, jesienią 1903 r. zamierzała odwiedzić go na Sachalinie, konflikt rosyjsko-japoński przekreślił te plany; z końcem stycznia 1908 r. poślubiła w Wilnie Leona Majewskiego, pochowana na wileńskiej Rossie.
[3] Stefania Lipmanówna (1838-1910) — działaczka społeczna, skoligacona z Piłsudskimi, najmocniej była związana z Bronislawem i Józefem. Pochowana na cmentarzu Rossa w Wilnie. Żyła tylko jedną myślą: Piłsudskimi, ich działalnością konspiracyjną, ich troskami i nadziejami oraz wiarą w wyzwolenie Polski" (T. KatelbachPołąga [w:] „Lithuanica". Materiały dotyczące spraw litewskich, s. 21-22. Zbiory Instytutu im. Józefa Piisudskiego w Nowym Jorku).
[4] Zofia   Baniewiczówna   (ur.  ok.  1868) - córka Michała i Heleny Baniewiczów, pierwsza miłość Bronisława Piłsudskiego, po opuszczeniu Wilna zamieszkała na stałe w Petersburgu; wyszła za mąż (nie znamy nazwiska jej męża), miała dwie córki, młodszą Aldonę oraz starszą, uczęszczającą wówczas do szkoły, którą autor listów określał mianem: „Kota".
[5] Maria z Baniewiczów   Żarnowska   (ok.   1869-1911) — córka Michała i  Heleny Baniewiczów, siostra Zofii, Juliana i Leona; po zesłaniu Bronisława Piłsudskiego na katorgę sachalińską, w 1889 r. poślubiła Jana Nepomucena Żarnowskiego. Dotknięta nieuleczalną chorobą (rak piersi), w maju 1911 r. zmarła w Petersburgu, spoczywa na cmentarzu na Rossie w Wilnie.
[6] Zenona Piotrowska — siostrzenica Heleny Baniewiczowej, mieszkała razem z ciotką i jej córkami Marią i Zofią w Wilnie i w Petersburgu, uzdolniona muzycznie kształciła się w petersburskim konserwatorium, utrzymywała się z pracy biurowej.
[7] Maria z Billewiczów Piłsudska (l 842-1884) — córka Antoniego Billewicza i Heleny Michałowskiej, od 1863 r. żona Józefa Wincentego Piłsudskiego; miała dwanaścioro dzieci, w tym Bronisława i Józefa. Zmarła l IX 1884 w Wilnie, pochowana w Sugintach; w czerwcu 1935 zwłoki jej przewieziono z Sugint do Wilna i tymczasowo złożono w kaplicy kościoła Św. Teresy; 12 V 1936 trumnę umieszczono w krypcie na cmentarzu Rossa w Wilnie, obok trumny ustawiono urnę z sercem Marszałka Józefa Piłsudskiego, na płycie grobowej zamykającej kryptę wyryto napis: ,,Matka i Serce Syna".
[8] Ludwika Hołownina - ciotka Bronisława Piłsudskiego, w swym wileńskim mieszkaniu urządzała przyjęcia i bale; w jej salonie bywali młodzi Piłsudscy, a także m.in. Helena Baniewiczowa z córkami Zofią i Marią oraz siostrzenicą Zenoną Piotrowską. Spotkania towarzyskie poświęcano też literaturze polskiej. Józef Piłsudski m.in. czytał Pana Tadeusza  A. Mickiewicza.
[9] O sprawie tej w Dzienniku B. Piłsudskiego (zapiska z 3 III 1885) czytamy: „Zosia trochę pobrząkała na usilne moje prośby. Matka tymczasem wyniosła się swoim zwyczajem i zasnęła. Ja wiedząc, że ona zawsze wyłazi ze swego pokoju, skoro tylko my grać przestaniemy, zacząłem prosić Marynię. Ta na koniec musiała się zgodzić i grała, a ja z Zosią koło pieca gruchaliśmy jak gołąbki [...]. Marynia przez len czas grała".
[10] Tu urywa się fragment nie ukończonego listu i nie wysłanego do Petersburga.

2
Kraków, 16 IV 1907

Droga Marynio,

już kilka miesięcy jak jestem w kraju polskim, jednak niezupełnie się jeszcze czuję u siebie. Już nieraz postanawiałem pojechać do zupełnie rodzinnego miejsca, lecz ostatecznie po namyśle i radach innych odkładam do czasu, gdy się uciszy cokolwiek. Te plany moje powstrzymywały mię od napisania wam listu. Tak mi się chciało zobaczyć się, ale wolałem zrobić to bez uprzedzenia, by urządzić powitanie znienacka. Zapewno że mię byście nie poznały. Jeżeli tylko wjadę do granic rosyjskich, to zapewno zasiądę w Petersburgu, dokąd mię wzywają, mógłbym mieć zajęcie przy Akademii Nauk 
[1], Tam najlepiej było by mi opracować i wydać materiały etnologiczne, którem zebrał. Ale jeszcze los na to mi nie pozwala, muszę trochę się potułać i po Europie.

Co to teraz w waszej rodzinie się dzieje? Czy mama zdrowa? Gdzie Zosia, jak się czuje? Zenia czy nie wyszła za mąż? Leon i Julek  [2] co robią?

A brat Zeni [3] zapewno już pułkownikiem, jeżeli nie porzucił tę przeklętą służbę. A ty Marynio zapewne się zmieniłaś, już nie pozwoliłabyś siebie traktować, jak kiedyś za niedouczonego podlotka, z kr[n]ąbrnym charakterem.
Napisałem raz list, przepełniony wspomnieniami z tych drogich dla mnie czasów, które na zawsze zostaną złotemi, najlepszemi w mem życiu. Ale nie dokończyłem go i nie posyłam*.

Od czasu jak dałyście mi telegram na święta Bożego Narodzenia w 1903/[190]4 r. nie miałem o was wiadomości. Trochę mi opowiadał prof. Morozewicz
[5], który tutaj jest w Krakowie i u którego mieszkałem po przyjeździe cały miesiąc. A też słyszałem coś niecoś i od Cioci Stefki, która przyjeżdżała, by zobaczyć swego siostrzana. Wyobraźcie [sobie] chcą mię siostry i ciotki ożenić i odebrać mi złotą wolność, zaprząc do jarzma rodzinnego. Lękają się o zaniknięcie rodu Piłsudskich. Jestem w wielkim kłopocie, bo właśnie życie teraz mi i jednemu jaśniej się uśmiecha. A i do zapaleń miłosnych człek już mniej zdolny. W sercu ognia mniej. Czar wiosny życia ulotnił się i nazad go nie wrócisz. Wszak mam czterdziestą! No póki co to wojuję i skutecznie. A więc wiwat wolny semper stan!

Objechałem Japonię i Amerykę. Po życiu w dzikich lasach i górach Sachalinu, wśród jednostajnego tła pierwotnych stosunków moich miłych tubylców, ogrom nowych wrażeń i tempo życia kulturalnego męczyły mię i męczą w większej ilości używane. Klimat też niezupełnie mi służy. Ta zmienność atmosfery wpływała, że miałem tu już cztery razy influencę. Ale pal ją sześć.

Na lato wybieram się do Zakopanego. Czy nie moglibyśmy się spotkać. Wszak zapewno wyjeżdżacie z dusznego Pitra choć na parę miesięcy.

RedaktorkaNowego Słowa"
[6], kobiecego pisma w Krakowie jeździ po Król[estwie] Polsk[im], propagując związek dążący do równouprawnienia kobiet. Chciała pojechać i do Petersb[urga] i tam mieć odczyt dla kobiet polskich. Czy to by jej się udało. Czy mogłaby powrócić koszta podróży i przeżycia w Pitrze. Jeżeli możesz, to wskaż do kogo się udać. W „Nowym Słowie" jest i mój artykuł o japońskich kobietach [7], z którymi się zaznajomiłem. Wypiszcie i propagujcie to pismo — będziemy wdzięczni (adres ul. Szujskiego 7, „Nowe Słowo").

Na ten raz przerwę, bo nie wiem, czy zechcecie mi odpowiedzieć. Serdecznie ściska was wszystkich wasz stary braciszek Broniś.

Czy był dr Podlewski
[8], z którym się poznałem w Japonii?


2    Data: ,,Kraków. Topolowa 16". W lewym górnym rogu listu: „16/IV 1907 r."

[1] B. Piłsudski po nielegalnym opuszczeniu Syberii w 1905 r. już nigdy nie przekroczył granic rosyjskiego imperium, nie był w Petersburgu, nie odwiedził też rodzinnej Litwy; w okresie represji po rewolucji 1905 r. obawiał się ponownego zesłania na Sybir.
[2] Julian i Leon Baniewiczowie  w 1886 r. z matką Helena Baniewiczowa i siostrami, Marią i Zofią, wyjechali z Wilna do Petersburga, gdzie mieszkali jeszcze przed l wojną światową. Julian był żonaty; informacje S. Pawłowskiego jakoby jeden z braci w 1948 r. zmarł w Milanówku nie zostały potwierdzone. W tym miejscu uprzejmie dziękuję Pani Zofii Żuławskiej za przeprowadzenie gruntownej kwerendy archiwalnej dotyczącej rodziny Baniewiczów.
[3] Zapewne Bohdan Piotrowski,  oficer armii rosyjskiej, w 1907 r., kiedy był w garnizonie w Omsku „wychodził do dymisji". Drugi z braci Zenony, Roman Piotrowski, był wówczas zatrudniony w konsulacie rosyjskim w Mediolanie, korespondował z Marią Żarnowską.
[4] Zob. list 1.
[5] Józef Marian Morozewicz  (1865-1941) — mineralog i petrograf; po zakończeniu wyprawy na Wyspy Komandorskie w 1903 r. zatrzymał się na Sachalinie, gdzie poznał B. Piłsudskiego i zajął się przewiezieniem jego kolekcji etnograficznej. W 1904 r. powołany na stanowisko profesora mineralogii Uniwersytetu Jagiellońskiego, od 1918 r. członek czynny PAU. Po powrocie Piłsudskiego z  Sachalinu,  znajomość obu  uczonych została odnowiona. Ożeniony z Walentyną z Kraszewskich, miał córkę Zofię, zamężną Różycką.
[6] ,,Nowe Słowo'', dwutygodnik społeczno-literacki, redakcja: Kraków, ul. Józefa Szujskiego 7, od 1907 r. przy ul. Szewskiej 21. Pismo założyła i redagowała Maria z Prus-Głowackich Wiśniewska (pseud. Maria Turzyma, ur. ok. 1850-1922), pisarka okresu Młodej Polski, walczyła o równouprawnienie kobiet. W Zakopanem (ul. Krupówki 78) prowadziła Pensjonat Dietetyczny „Hygea", w którym na przełomie 1907/1908 r. mieszkali Józef i Bronisław Piłsudscy. M. Wiśniewska, uczestniczka walk o niepodległość, była odznaczona Krzyżem Virtuti Militari; zm. 21 sierpnia 1922 r. we Lwowie.
[7]    B. Piłsudski, Kobiety Wschodu. Japonka [w:] „Nowe Słowo", R. VI: 1907, nry 7, 9-12.
[8]  Bliższych danych nie udało się ustalić. Może to Kazimierz Poraj Podlewski, lekarz specjalista chorób skórnych i wenerycznych, w 1913 r. mieszkał we Lwowie przy ul. Zimorowicza 5.
3

[Kraków], 22 X-24 X [1907]

Moja ty droga Maryńciu,

unosi cię chyży pociąg coraz bliżej do twych drogich kochających istot, a ja tylko myślą podążam za tobą czując się coraz dalej od Ciebie, ale nie od twego serca. Do niego też ślę te słowa swego sprawozdania, które ci obiecałem zdawać szczerze i akuratnie.

Przejechałem się wygodnie w II klasie dzięki tobie. Nie mogłem jednak czytać i książeczki przywiozłem nietknięte. Nieposłuszna myśl rwała się w inną stronę, nie chciała znać ani Eskimosów, ani Murzynów, gdy los pozbawił mię mej małej. Drżałem o ciebie, czy dobrze przejedziesz najprzykrzejsze miejsca. Powodu nie było, zdaje się, ale czemuś zjawiały się wątpliwości.

Do Landych
[1] była pierwsza moja wizyta po przyjeździe do Krakowa. Malinowskich nie było, potem się dowiedziałem, że oni byli u mnie. Opowiedzieli mi Landowie dziwną ich historię. Rodzice ich rozstali się już dawno i córka wychowywała się przy matce (akuszerce), syn przy ojcu w Warszawie. Brat kocha bardzo siostrę, ale jest zasmucony jej kierunkiem, a głównie jej lekkomyślnością. Ona prawie co miesiąc ma nowych narzeczonych. Ja przypisuję to zupełnie wpiywom Wschodniej Syberii, gdzie na l kobietę zawsze 5-8 mężczyzn przypadało i już w 6-7 letniej dziewczynce rozwijano istotę drugiej pici. Okropna gmatwanina wychodzi u tego młodego przyrodnika. On nie wie formalnie jak wybrnąć. Rodzice jego chcą go koniecznie rozłączyć z żoną (nieślubną) i dlatego dają mu środki, jeżeli pojedzie za granicę, siostrę bez niego też nie puszczają, a tymczasem żona niezdrowa i go wzywa nazad; a tam nie ma co robić, jeść.

Byłem u Morozewicza. Rzeczywiście okazało się, że ani żony, ani córki jego nie ma. Zapraszał mię przenieść się do niego, ale ja się nie zgodziłem. Grubość, lubowanie się sobą tak mię od niego odstręczają. Rad nawet byłem, że żona nie spieszy jechać, może zaczyna go bojkotować i choroba jej krewnej może jest zmyśloną. Bardzo jednak prosił, by przyjść do nich, gdy wrócisz. Wyrażał niezadowolenie, że nie napisałem adresu swego i nie mógł przyjść nas odwiedzić.

Wieczór od 8½ spędziłem w [sali] jadalnej pensjonatu. Kilku z młodzieży rozpytywało się o Japonię i zbyt się zapaliłem opowiadając, bo wyszedłem stamtąd tylko o 11-ej. Nie miałem męstwa wypowiedzieć, że się wynoszę jutro, bo stara tak uprzejma; dała mi mleka czy śmietanki do herbaty, prawi komplementy, dowodzi, że im będzie smutno, gdy ja wyjadę itp.

Samotny, pusty pokój czekał mię po kolacji. Wieczór zimny powiększał jeszcze poczucie osamotnienia, którego już więcej pięciu miesięcy nie zaznałem. Ale i ty moja miła źle spędzasz tę pierwszą noc po rozstaniu. Jeżeli nie śpisz w tej chwili, to przyjm mój długi, szczery całus.

10/23. Wczoraj napisałem list do Mamy, a dziś go wrzuciłem. Wyszedł krótszy niż oczekiwałem, bo już byłem bardzo zmęczony.


W gazetach dzisiejszych przeczytałem o zderzeniu się pociągów na kolei iwangorodzkiej [dęblińskiej] i przelękłem się na razie, wnet się jednak przekonałem, że to nieszczęście stało się do twego przejazdu; mogło to wszakże wstrzymać cię trochę w drodze i wpłynąć na opóźnienie.

Poślę ci ten list wprost do Pitra, bo w Wilnie byś go nie otrzymała już.

Przyjechali Ziukowie
[2] i z nimi spędziłem wieczór. Nawet zgrzeszyłem, bo wypiliśmy po dwa kieliszki wina. Ziuk wygląda dobrze, ale Marysia bardzo źle. Chce zwrócić się do lekarzy.

Cały dzień miałem rozerwany, bo chodziłem to w sprawie Płoskich [3], to dla sprzedaży biletów na koncert. Wyobraź sobie, że w kawiarni, dokąd zabrnąłem dla widzenia się z niektórymi facetami, mię zrysowano. Zauważyłem, siedząc koło stolika z kilku znajomymi, że ktoś na mnie patrzy, bo zwykle czuję jakiś niepokój wówczas. I rzeczywiście odnalazłem jegomościa niejakiego, który uporczywie na mnie spoglądał. Lecz zamiast zaprzestać tego, gdym już ja zaczął przypatrywać się jemu, on prędko podnosił oczy i znów je spuszczał, tak że mi się wydal nienormalnym. Tylko gdy zwróciłem uwagę swego sąsiada on mi objaśnił, że ten pan zajęty jest zrysowaniem. Podskoczył mój znajomy do niego i zobaczył w ręku mały kajecik ze szkicem. Zrobiliśmy hałas (nieduży wprawdzie) i ci wynieśli się szybko, oglądając się na nas z niedobrze mówiącymi minami. Co to jest, trudno powiedzieć. Kelner upewniał nas, że to doktor jakiś ze swym synem malarzem; ale możliwie, że są to złe dusze austriackie, albo nawet sąsiedniego kraju. Landy się śmiał z tego i powiada, że będziesz miała przyjemność oglądać mię wkrótce w jakimkolwiek humorystycznym piśmie, w jakiejś niezwykłej pozie i otoczeniu. Pal ich licho. Tak nie cierpię te kawiarnie i po jednym razie tak się wpakować.

11/24. Moje przenosiny wywołały popłoch. Pani Jakubowska [4] wyra[ża]ła żal, nagadała tysiące kompiementów i mnie, a tobie zdaje się jeszcze więcej. Zaprasza usilnie, by zajeżdżać do niej. Młodzież niby zażalona, bo czuła się niby tak dobrze z nami.

Malutka ty moja. Czy dobrze sobą [się] opiekujesz? Tutaj raptownie zjawił się chłód i coraz to zimniej. Żebyś tylko się nie przeziębiła. Otrzymałem odkrytkę twą i ucieszyłem się tak, iż gotów byłbym całować wszystkich..., ale nikogo odpowiedniego nie było pod ręką.

Smuci mię, że wahasz się co do Wilna. Czyżbyś go musiała ominąć?

Dzisiaj cały ranek biegałem w sprawach swoich i Płoskiego. Coraz więcej ciągnie mię do Lwowa, bo tam łatwiej o miejsce. Były dwa i bardzo sympatyczne: jedno w redakcji pisma poświeconego emigracji. Piszę dziś list redaktorowi, robiąc ofertę, jeżeli nie co do siebie, to dla Płoskiego.

Panna Malinowska [5] staje się moją pupilka; obiecuje mi poznać się w Paryżu ze wschodnimi ludami i być moją korespondentką w sprawach mię interesujących. Ciotka jej chodzi do konserwatorium w Krakowie. Chce się dowiedzieć szczegółów dla ciebie, mała.

Przerwała się u ciebie teraz myśl galicyjska i wracasz zapewno z ochotą do starego trybu życia i myśli petersburskich.

Bardzo możliwie, że otrzymam zamówienie napisać niedługi popularny opis geograficzno-etnograficzny (o Gilakach i Ajnosach), więc koniecznie trzeba by dowiedzieć się i w Pitrze u wydawców, czy nie dadzą mi zamówienia takiego samego [6]. Trzeba tylko umawiać się więcej detalicznie. Z wydawcami czy sama, czy przez kogo pewnego będziesz musiała pomówić i w innej sprawie, o której ci nic nie mówiłem przed odjazdem, ale o tym w drugim liście. Teraz się spieszę posłać choć tę 2 ćwiartki.

Panna Wanda Chrząstowska [7] pisała Jadwidze, żeby się dowiedziała o adres Jasia [8], chce mu napisać. Dopytują się o fotografie obiecane.

Zaraz po powrocie do Zakopanego przejeżdżamy do Turzymy. Marysia grozi, że oczekuje mię praca układania i przenosin. W Zakopanem rozpoczęły się też mrozy.

Czy starczy ci moja droga monety? Staraj się jak najprędzej wydobyć coś za rękopisy i póki co nie posyłaj.

Uściskam cię mała moja, zielone oczki twoje załzawione stoją stale przede mną. Pierwszej nocy śniłem cię, ale tak krótko. Było to jedna twoja główka spuszczająca się z góry. Widziałem ją jasno jak żywą. Zbliżyłaś się do mnie, złożyłaś całus, ja się obudziłem, a ty znikłaś! Ach czemu tak prędko?

Twój dręczyciel Broniś. Twoich wszystkich uściskam.

3 Data: „9-22/X". W lewym górnym rogu podany nr listu: „I" oraz uwagi: „listy numeruj, będę pewniejszy, że nie tracą się". W prawym górnym rogu: „Po otrzymaniu tego listu adresuj do Zakopanego; adres tymczasem stary". Jest to pierwszy list Piłsudskiego do Żarnowskiej pisany po jej wyjeździe z Zakopanego do Petersburga.

[1] Aleksander Robert  Landy (1881-1969) — lekarz pediatra, działacz społeczny; relegowany z Uniwersytetu Warszawskiego (1905), studia ukończył w Krakowie, gdzie 25 I 1908 uzyskał dyplom doktora nauk lekarskich; wkrótce wyjechał do Moskwy, gdzie pracował w szpitalach dziecięcych; w grudniu 1921 r. wrócił do Polski; był żonaty z Romaną Golde.
[2]  Józef Piłsudski (1867-1935) — pierwszy Marszałek Polski i jego pierwsza żona Maria Kazimiera z Koplewskich  Piłsudska  l° v Juszkiewiczowa (1866-1921), w publikowanej korespondencji Bronisław swego brata Józefa stale nazywa zdrobniale Ziukiem, a bratową — Marysią.
[3] Edmund W. Płoski   (1859-1942) - prawnik, Sybirak, na zesłaniu (16 lat katorgi) towarzyszyła mu poślubiona w 1883 r. Maria Zofia z   Onufrowiczów   (1862-1922); na Sachalinie B. Piłsudski zaprzyjaźnił się z Płoskimi, którzy po powrocie z Syberii również zamieszkali w Krakowie.
[4] Zapewne Florentyna Jakubowska — właścicielka pensjonatu przy ul. Lenartowicza 2 (narożnik ul. Siemiradzkiego), gdzie jesienią 1907 r. mieszkał Piłsudski z Żarnowską przed jej wyjazdem do Petersburga.
[5]  Bliższych danych nie udało się ustalić.
[6] Książka poświęcona tubylcom Sachalinu nie została napisana, choć Piłsudski w swej korespondencji wciąż powracał do tej sprawy. W liście pisanym 10 XII 1907 do Futabatei Shimei czytamy: ,,w najbliższym czasie zajmę się wspomnieniami. Jest na to popyt [...]. Byleby tylko znaleźć wydawcę".
[7] Wanda z Chrząstowskich Gudowiczowa, Gudavićius-Gudas (zm. po 1964) — żona lekarza, prof. uniwersytetu kowieńskjego (1935-1941) Pranasa  Gudowicza,   Gudavićiusa   (1876-1956), pochodziła z rodziny ziemiańskiej spod Telsz. Ukończyła gimnazjum w Kownie, studiowała historię na uniwersytecie w Petersburgu i w paryskiej Sorbonie; od r. 1907 była nauczycielką historii w progimnazjum (1907-1909), a następnie w gimnazjum (1909-1915) w Telszach, które założyli związani z ruchem litewskim  Stanisław Narutowicz i jego żona spokrewniona z Piłsudskimi, kierująca szkołą Joanna (Hanna) z Billewiczów. W 1944 r. oboje Gudowiczowie wyemigrowali na Zachód, ostatnie lata życia spędzili w Stanach Zjednoczonych, zob. L. Mitkiewicz, Litwinka o Ziuku [w:] „Wiadomości", Londyn 11 X 1964, nr 41.
[8] Jan Żarnowski (l890-1950) — syn Jana Nepomucena Żamowskiego i jego pierwszej żony Marii z Baniewiczów, historyk sztuki, konserwator w petersburskim Ermitażu, pracownik Biblioteki Polskiej w Paryżu związanej z PAU. Latem 1907 r. odwiedził matkę bawiącą z B. Piłsudskim w Karlsbadzie. Pochowany podobnie jak Piłsudski na cmentarzu polskim w podparyskim Montmorency.

4
[Kraków], 27 X 1907

Marusia moja droga,


dwa dni ci nie pisałem, będąc ciągle w wichrze dla siebie niezwykłego życia. Dziś postanawiam przebyć już dzień ostatni w Krakowie i jutro koniecznie jadę do Zakopanego, bo już obszedłem wszystkich, zrobiłem to, co nakreślałem i tak już się zamęczyłem z tym ciągłym obcowaniem z ludźmi, że chcę się uspokoić w ciszy zakopiańskiej, gdzie tak łatwo być po kilka godzin sam na sam lub na łonie pociągającej ku sobie dusze marzycielskie przyrody.

Ty malutka przeciwnie, rozkoszujesz się teraz miłym towarzystwem swoich i znajomych i czujesz się chyba coraz lepiej pod wpływem atmosfery stolicznego życia. Ciesz się Marusia, uciesz i ich, naszych drogich zapracowanych i zapewno do ciebie stęsknionych.

Opowiem ci o swoich peregrynacjach
[1] i spotkaniach. Tego dnia, gdy wysłałem ci list, byłem dość długo u Wasilewskiego [2], literata, którego ty  widziałaś w Zakopanem. Żonę jego, wielką sympatie Ziuka, znałem już, a u nich byłem po raz pierwszy. Przesiedziałem dłużej, niż zamierzałem, bo tak się przyjemnie czułem w ich towarzystwie. Dużo też praktycznych rzeczy dowiedziałem się, które się przydać mogą. On już dawno pisze i żyje tylko z zarobku literackiego. Pisuje i po rosyjsku. Bezwarunkowo otrzymuje on tam więcej, lecz stosunki cięższe, trzeba koniecznie mieć kogoś, kto chodziłby, dobijał się osobiście o zamówienia, wydobył pieniądze itd. Robi mu to siostra jego. Na listy nie odpowiadają zwykle i mało można dopiąć jedną korespondencją.

Więc widzisz moja droga, że ty masz duże zadanie i bez twej pomocy nic wyjść by nie mogło. Po rękopisy trzeba koniecznie chodzić po kilku dniach, bo bywa, że po kilku miesiącach zaledwie wracają z odmowną odpowiedzią. Przy zamówieniach zawsze prawie dają zadatek.

No ale dość ci o tej prozie życiowej słyszeć, gotowaś odrzucić list na stronę, tym bardziej jeżeliś tylko co po śpiewaniu jakiej arii, unoszącej daleko od ciężkich warunków naszego życia.

Wolę więc ci opowiedzieć o moich wywiadach co do szkół śpiewu.

Pani Wasilewska słyszała o lwowskim konserwatorium dużo dobrego, ale to rzeczy ogólnikowe. Więcej cię zainteresuje taki fakt. Krewna panny Malinowskiej
[3] uczy się w Krakowie u Lalewicza [4] i Horbowskiego [5]. Jest to młoda lat 23-24 panna, ze ślicznym głosem, wysokim sopran[em] koloraturowym. Jeszcze w gimnazjum, które ukończyła w Eupatorii [6], marzyła o scenie i do niej się przygotowuje teraz. Kończy w tym roku i jedzie potem na czas jakiś do Mediolanu. Jak widać i Horbowski przygotowuje artystk[i]. Podoba ci się zapewno i to, że ta panna Certowicz tak się żenuje, że w gimnazjum zgadzała się śpiewać spoza parawanów, nie śpiewa nigdy przy krewnych i stara się nawet o tym nie mówić, rzadko bardzo się zdarza, że wypowie swą myśl wymarzoną. Ona uczyła się w Odessie, ale po pogromach razem z prof. swoim Lalewiczem ona i drugie uczenice przeniosły się do Krakowa. Możliwa rzecz, że poznam ją dziś na koncercie na rzecz emigrantów i dowiem się nowych szczegółów, bo panna Malin[owska] nie może dobrze rozpylać pomimo moje wskazówki.

Panna Wanda Chrz[ąstowska] pisała swej siostrze Jadwidze prosząc o adres Jasia, jeżelibym ja uważał i teraz, że jej listy mogą być korzystne dla niego. Pozostawiając ostateczną decyzję szanownej twej osóbce, jednak potwierdziłem swą uprzednią propozycje i prośbę. Oczekują obie panny [na] fotografie obiecane przez twego synalka.

Wieczorem tegoż dnia byli u Płoskich Ziukowie. Wspominaliśmy ciebie, robiliśmy przypuszczenia co do twego pobytu w Wilnie. Czyżbyś go minęła? Jak moja pieszczotka twój kaszel? Jak ukończyło się twe niezdrowie? W jakim stanie stanęłaś przed [gronem] srogich krytyków —mamy, sióstr i braci. Napisz mi otwarcie, bo bardzo się niepokoję, że będą napadali, iż mało się poprawiłaś, a w tym i moja duża wina. Nie wiem, czy uwierzą, że nadal będę więcej dbał o ciebie i śledził, byś szanowała swe zdrowie. Może mi tylko schlebiałaś czasem dowodząc, żeś się poprawiła przy mnie, a nawet z niektórych stron dzięki mnie.

Ogromnie zasmuciła rnię Ziukowa. Ona tak źle wyglądała po przyjeździe 1 rzeczywiście silnie chora. Chodziła już do jednego doktora i ten jej wskazał poważną operację. U niej jest jakiś nowotwór na macicy i przy pomocy cięcia cesarskiego mają jej wyrżnąć go. Jednak potem już na pewno nie będzie mogła być matką. To ostatnie ją ogromnie smuci, bo mieć dzieci było od dawna jej najsilniejszym marzeniem. Pisywała mi czasem o tym, gdy jeszcze się znaliśmy.
Nowotwór taki czasem sam usycha i znika, ale u kobiet w wieku dojrzalszym, a u niej jest obawa, że może zbyt się rozróść. Sama jeszcze nie wie, co ma robić. Bo główna jej chęć, to stać się płodną i uszczęśliwić Ziuka potomkiem.

Moja ty mała Marynko, gdybyś ty zwróciła należytą uwagę na tę stronę twego zdrowia, nim nie będzie późno... Na wpół obiecałaś, że poradzisz się, a może nawet się poleczysz, o ile będzie wygodnym tam u swoich.

Zapewno trochę się niecierpliwisz mojem grzędzeniem [zrzędzeniem] i nie tego oczekiwałaś od moich listów. Wybacz jak to robisz nieraz, dzięki swej wyrozumiałości i czytaj dalej bez marszczenia czoła, na którym składam ci braterski pocałunek.

Byłem drugiego dnia u Szymańskiego7. Przyjemny i przyjazny dla mnie człowiek. A biedny syn jego to rzeczywiście jakiś W7suszony cień, słabe echo swego trochę zdziwaczonego ojca. Zastałem ich za herbatą na wpół ubranych. Oprócz samowaru i bułek na stole stał duży garnek kapusty. Spożywali ją jarosze zamiast masła i sera. Wydobyłem u Szym[ańskiego] jego nowelki w tłómacz[eniu] [!] niemieckim dla Japończyków. Dowiedziałem się, że Szymańscy mają sporo środków. Żyją bardzo nie skąpo, zajmują 4 pokoje i tracą duże środki na zbieranie biblioteki pedagogicznej. Mają już więcej 2000 tomów, z tych dużo rzadkich i drogich dzieł. Jednak co do poparcia Płoskiego i znalezienia mu zajęcia, to mało wskórałem: obietnicę, że się z tym i owym pomówi. Ja i sam też mam widoki otrzymać jaką stalszą pracę przy redakcji, bibliotece
lub muzeum, ale wprost o tym nie mówię, gdyby znalazło się coś dla Płoskiego, to byśmy mogli wykombinować, dla którego byłoby to odpowiedniejszym.

W tej sprawie zaszedłem do jednej panny Okołowiczówny, brat
[8] której ma duże stosunki we Lwowie i niedawno poszukiwał kogokolwiek dla pomocy w nowym wydawnictwie „Polski Przegląd Emigracyjny". Zadurzyła mi głowę ta panna, bo trochę narwana i nie wiem, czy szczerze, ale przejęła się propagandą moją o zbliżeniu się do Wschodu i rwie się teraz do Japonii. Prosi o rekomendację i wskazówki. Wybiera się pojechać do Japonii na parę lat. Obiecuje, że dołoży starań, by moje projekty się urzeczywistniały.

Wizyty te w końcu miasta i obie dość długie rozbiły mi dzień i przeszkodziły mi zjeść obiad. Poszedłem już wprost do Landych, dla ułożenia rzeczy. One mnie ogromnie krępują. Dużo bym zabrał z sobą nawet na miesiąc, ale tak się nie chce ciągać tam i na powrót. Rzeczywiście nieokreśloność dalszego pobytu nawet w ciągu zimy bardzo daje się we znaki i krępuje. Wolałbym nawet zostać na czas twej nieobecności w Krakowie, bo tu bym mógł z walkami przyjść do ładu. Nie dostałem dotychczas fonografu i zapewno znowu się odłoży to na czas nieokreślony.

Moja pięknotka, jakżeż tam podobał się twój kapelusz? Czy otrzymujesz nagonki, że zaniedbałaś estetykę co do swej osoby?! A może rozumieją, że i ta przyjemność bujnie się rozrasta, gdy są porninione inne strony wielce złożonego i niełatwego życia inteligentnej jednostki w nasze krytyczne czasy? Chce się mi wierzyć, że są wyrozumiałymi, jak i to moja droga, że ty nie bardzo na mnie w tym kierunku wygadujesz. Na pewnej przestrzeni, z daleka, może prędzej się przekonasz, że nie jestem stretyczałym[!] lub zdziczałym człowiekiem, lecz tylko spokojnie godzącym się z koniecznością dławiąca człowieka nie bogatego.

Dzień wczorajszy znowu przeszedł w wizytach. Limanowskiego
[9] złowiłem na koniec w „Naprzodzie". Mocno żałował staruszek, że cię nie poznał, bardzo serdeczny i dobrze tym razem wyglądał (Szymańscy prosili ci przesłać ukłony). Ogromnie się cieszył, że ty Litwinka. Gdybyśmy zamieszkali we Lwowie, zajechał by do nas, bo musi poszperać w tamecznych bibliotekach i przebyć tam jaki tydzień.

Poznałem trochę bliżej Heryngów
[10]. Wykłady jego idą, ale w „polskich Atenach" jak on mówi mało jest szczerych Ateńczyków. Po ukończeniu swych lekcji marzy pojechać do Zakopanego, o ile będzie trwała dobra pogoda. A ta nam stale dopisuje. Znowu ciepło, a niebo jasne, błękitne; noce ciche, księżycowe.

Wczoraj wieczorem był u nas twoja sympatia Kon
[11], siedziała i moja pupilka panna Malinowska, a potem była i Ziukowa. Odprowadzałem ją do domu, lecz zmusiła mnie zajść do kawiarni na herbatę, do „Secessji" [12].

Gdy wracałem do domu było już w pół do 12-ej. Kraków spał snem zacnych ludzi, niczym niezaniepokojonych. Na rynku zawsze ślicznie wyglądającym w jasna noc spotkałem kilkaset maszerujących ze śpiewem „Marszu Dąbrowskiego" akademików
[13]. Ugrupowali się przed pomnikiem Mickiewicza i tutaj z głowami odkrytymi śliczny chór głosów mieszanych prześpiewai „Boże, coś Polskę". Stanąłem pod filarami Sukiennic i przysłuchiwałem się tak błogo mnie usposabiającej scenie.
Miłość dla ojczyzny, połączona stale z tym szczerym głębokim smutkiem (a nie z arogancją, z zarozumiałością i nienawiścią dia wszystkiego, co obce), ma dla mnie zawsze ogromny urok. Uczucie takie podnosi człowieka, może wzbudzić dla niego uszanowanie. Była to młodzież studencka narodowo-demokratyczna, która wracała z wiecu w uniwersytecie. Nie wierzyło się, by wszyscy ci tak silnie bolejący za swój kraj szarpany poszli ślepo w ślady za menerami [przywódcy stronnictwa politycznego] politykanów narodowo-demokratycznych.

Marysio maleńka, dzieweczko wątła, jak też przenosisz chłody? Czy nie marzniesz w nocy? Długo nie mogłem zasnąć, myśląc o tobie, a nogi tymczasem musiałem ogrzewać, by choć cokolwiek przybliżyć je do temperatury reszty ciała.

Wybierałem się już dziś pojechać do Zakopanego, ale chciałem pójść na zebranie ludowe, zwołane przez Guciuka Wróbl[ewskiego] [14] i innych w sprawie prostytucji. Jest to pierwsze zebranie zwołane w tej sprawie w Galicji. Dotychczas p[r]uderia, fałszywa cnota nie pozwalała władzie[!] dać podobne zezwolenie.

Gorące były debata. Ślicznie mówił Dr Bobrowski [15], socjalista, zapatrujący się trochę głębiej niż Guciuk na tę kwestię. Ostatni nie tyczy się podwalin tej choroby społecznej — wadliwego ustroju społecznego. Jednak jako człowiek oddany swej pracy wierzy, że podniesieniem charakterów, obyczajowości możemy złagodzić nasze rany społeczne. Jeżeli będą szczegółowsze sprawozdania, to ci poślę, lub zostawię do twego przyjazdu.

Wszak nastąpi on, Maryniu? Jednak nie krępuj się maleńka, gdybyś dla jakichś powodów uznała za potrzebne do mnie nie wracać. Pamiętasz raz w Karlsbadzie, całą noc przepłakałem i przesmuciłem się walcząc sam z sobą na myśl, że to szczęście, które mi dałaś, kiedykolwiek sama odbierzesz. Przemogłem siebie i wówczas jeszcze postanowiłem, że muszę znieść cios jak najspokojniej. Masz swobodę wyboru..., ale tymczasem, nim mi nie zawyrokowałaś, uściskam cię tak jak kocham ciepło,

silnie i długo; całuję twe piękne, choć duże usteczka. Twój Broniś.


Mamie całuję rączki, Zosię, Zenię, Jasia, Juluka, Leona uściskam.

   Data: ,,14/27 października 1907 r.". W lewym górnym rogu podany nr listu: „II".

[1]   W autografie: perygrinacjach.
[2]  Leon   Wasilewski   (1870-1936) — pisarz, historyk, polityk  związany  z Józefem Piłsudskim, jeden z twórców i członek PPS, redaktor „Przedświtu".
[3] Bliższych danych dotyczących Malinowskiej i jej krewnej Certowicz, uczennicy krakowskiego konserwatorium, nie udało się ustalić.
[4] Jerzy Lalewicz (1875-1951) — pianista, kompozytor, pedagog, w 1. 1902-1905 profesor wyższego kursu gry fortepianowej w Odessie, od r. 1905-1912 w Konserwatorium Towarzystwa Muzycznego w Krakowie, gdzie wykształcił 28 pianistów i pianistek; po wyjeździe w 1921 r. do Buenos Aires był profesorem gry fortepianowej w Conservatorio National.
[5] Mieczysław Horbowski — profesor konserwatorium muzycznego w Krakowie; w autografie tu i niżej mylnie: Chrobowski.
[6] Uzdrowisko w obwodzie krymskim, nad Morzem Czarnym, starożytna osada Scytów, w XV w. rezydencja chanów krymskich, w 1783 r. przyłączone do Rosji.
[7] Adam Szymański (1852--1916) — pisarz, redaktor, Sybirak, od 1903 r. prowadził w Krakowie działalność pedagogiczną. Syn Adama, Jan Szymański (1881-1953), odziedziczoną po ojcu książnicę pedagogiczną przewiózł do Warszawy i połączył z własną biblioteką. Bogaty księgozbiór już po powstaniu warszawskim został spalony przez Niemców.
[8] Józef Jan Okołowicz (1876-1923) —publicysta, działacz społeczny, redaktor czasopisma ,,Polski Przegląd Emigracyjny" (Lwów); jego siostra to zapewne Stanisława  Okołowiczówna (l 870-1923) — nauczycielka, od 1906 r. związana z radykalnym ruchem oświatowym Krakowa, prowadziła prywatną szkołę początkową; współpracowała z H. Radlińską.
[9] Bolesław Limanowski (1835-1935) — uczestnik powstania styczniowego, historyk, publicysta, działacz socjalistyczno - niepodległościowy, blisko związany z Józefem i Bronisławem Piłsudskimi.
[10] Zygmunt Samuel  Heryng  (1854-1931) — ekonomista, publicysta, Sybirak, działacz PPS-Frakcji Rewolucyjnej w Galicji; jesienią 1907 r. miał w Krakowie odczyty o socjalizmie naukowym.
[11] Feliks Kon (1864-1941) — publicysta, wydawca, Sybirak; w 1907 r. miał w Krakowie odczyty, od 1917 r. przebywał w Rosji bolszewickiej.
[12]  Kawiarnia „Secesja" w Krakowie otwarta została z końcem XIX w. w narożnej kamienicy przy ul. Wiślnej i św. Anny, po śmierci J. Skotnickiego (1906) jej właścicielem był Fryderyk Bański. Obecnie Powszechny Dom Towarowy.
[13] Zapewne jedna z wielu patriotycznych manifestacji młodzieży narodowodemokratycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego, związanej z utworzoną w 1905 r. organizacją studencką „Zjednoczenie"; jej prezesem honorowym był prof. Kazimierz Morawski.
[14]  Augustyn Wróblewski - lekarz, propagował idee odrodzenia moralnego w Polsce, walki z alkoholizmem i prostytucją; w czasie pobytu w Krakowie wydawał pisma: „Czystość", dwutygodnik (1907-1908) oraz miesięczniki „Przyszłość" i „Przyszłość dla ludu". W liście B. Piłsudskiego -    pisanym z Krakowa (21 XI 1906) do japońskiego przyjaciela Futabatei Shimei czytamy: „Jeden mój siary kolega, dr Wróblewski, walczy z pijaństwem i niemoralnością. Organizuje spotkania, towarzystwa pomocy moralnej itp. Bardzo jest zainteresowany takim samym  ruchem w Japonii.  Czy nie mógłby Pan poprosić, żeby odpowiednie towarzystwa przysłały tutaj swoje wydania sprawozdania o działalności", zob. M. CiesielskaBronisław Piłsudski i Futabatei Shimei w świetle korespondencji [...], Stęszew 1994, s. 120.
[15] Emil  Bobrowski  (1876-1938) lekarz krakowski, członek PPS, płk WP, od 1930 senator RP.

5
Zakopane, 29 X 1907
Miła Maryś,

dziękuję ci droga moja za twój list z Warszawy. Zaraz po przyjeździe pobiegłem do karczmy, a potem na pocztę i tam otrzymałem pierwszy twój dłuższy list. Wyobrażałem cię, maleńka ty dzieweczko, chodzącą po dużym mieście smutną, samotną, „nie kochaną"... Odczuwałem za ciebie przykrość położenia podobnego, ale jednocześnie uczucie zadowolenia przebiegło wstydliwie przez mą świadomość. I samaś temu winna, boś wyznała w liście, że wówczas lepiej i cieplej wspomniałaś o mnie. Ja zawsze do głębi duszy się cieszę, gdy widzę, czuję lub słyszę twe zeznanie, że ze mną tobie dobrze. Już ci mówiłem raz, pamiętasz w ciemnym lesie jodłowym, do któregośmy zboczyli z ulicy Zamoyskiego późnym wieczorem, że ciężko mi czuć, stale znosić jedynie poświęcenie twoje dla mnie. A świadomość, że ja znękany życiem, nadłamany człowiek jeszcze jestem zdolny dać odrobinę szczęścia mej ukochanej mię podnosi, wzmacnia chęć do pracy, do walki z przeszkodami życiowymi, daje boską, rzewną, lecz krzepiącą ducha rozkosz.

Teraz nie możesz się skarżyć na samotność. A i przywiązania, hołdu dowodów odbierasz co chwila bez miary. Czy w takich chwilach przyjdzie ci na myśl twój Broniś? Czy miłość jego dla ciebie nie wyda ci się zbyt szarą, mało efektowna i niezadowalniajacą?

Wybacz Marynko, że cię zarażam swym ciężkim dzisiejszym usposobieniem. Rozumiem, że to chwilowy, przemijający stan. Zamiast tylko się cieszyć, jednocześnie wlewam i truciznę wątpliwości. Jest to wyraz smutku, tak często, jak wiesz dobrze, mnie nawiedzającego bez przyczyny, który po raz pierwszy od twego odjazdu tak silnie dławi me myśli i serce.

Od wczorajszego wieczoru, gdy się wniosłem do pustego, zimnego mieszkania [1] naszego, jestem zupełnie jeden. Grzałem się długo pod dwiema kołdrami twojemi i nie mogąc zasnąć, czytałem Zycha smutne opowiadanie Rozdziobią nas kruki i wrony [2]. Oprócz pustki, tak przykrej w mieszkaniu, gdzie się pamięta inne weselsze życie z drogimi osobami, cięży jeszcze szalony bezład, chłód i wilgoć, przenikające przez nieszczelne okna z zewnątrz. Dla dopełnienia i pogoda się zmieniła. Kropi jesienny deszczyk. Stalowe, ciemne chmury opuściły się na szczyty gór, wiatr posyła czasami z daleka smętne wycia.

Gaździna zgotowała mi na śniadanie jaja i dała mleka, bo Zosi już nie ma. Nie chce się mi iść na obiad i w ogóle nie ciągnie mię do ludzi. Z konieczności pójdę tylko do Maryniutki [3]. Ona ma się dobrze. Stale się poprawia. Pani Gawlikowa, którą wczoraj wieczór spotkałem na ulicy, i która z daleka mi zakrzyczała „Pan Broniś", ogromnie zadowolniona z przebiegu choroby i stanu duchowego Maryniutki. Zgodziła się, by jej zrobiono jeszcze jedną operację, byle tylko jeszcze prędzej wyzdrowieć. Wczoraj załatwiłem wszystkie interesa po przyjeździe do Zakop[anego], a więc byłem u Sirków [4] i Kuczewskich [5]. Rozpytywali o Ciebie i prosili przesłać ukłony.

Twoje halki i szlafroki wiszą na miejscu, wzdychają, kiedy ich pani raczy być dla nich łaskawą i wdzieje te szaty na swą wiotką kibić.

Kaszel przeszedł mi zupełnie w Krakowie i sądzę, że go i tutaj nie nabędę, bo będę się wystrzegał, to ci obiecuję, moja królowa. Ale i od siebie proszę cię, ma mało[!], byś zwróciła uwagę na swe dolegliwości i dalej piła karlsbadską sól; a może tę wodę Vichy. co to pani Boraczewskiej [6] tak pomogła i była wskazaną przez prof. Pareńskiego [7] znakomitość na całą Polskę.

Od jutra już zacznę wyczekiwać od Ciebie listów z Petersb[urga] i gazet. Bardzo mię interesuje, jak Cię spotkali twoi, Jaś, znajomi. Czy wszyscy wiedzą o zmianie twego położenia? Czy nie będziesz się czuła trochę niezręcznie? Jakie będą twe wizyty u tych wszystkich, z którymi będziesz musiała widzieć się dla moich interesów. Nadawałem ci ich moc, czy nie będą zbyt cię nużyły? A jednak Maryńciu trzeba będzie tobie wciągać się do takich misji. Sądzę, że dłuższy czas przejdzie, nim możliwie będzie mi samemu z tym się załatwiać. Wczoraj otrzymałem bardzo niepocieszający list ze Wschodu. Bardzo nie radzą mi wjeżdżać [do Rosji]. Donosy tam panują. Ludzie najpodlejsi tym się zajmujący są wszechsilni, zmuszają nawet administrację do bezprawnych aktów, bo mają stosunki z Petersburgiem i duch czarno-secinny
[8] bierze górę. Niedawno lekarza [9], który w czasie wolnościowym napisał artykuł o manifeście 17 października, a teraz wrócił do Władywost[oku], pozbawiono praw i zesłano na 5 lat do Jakutki. A jednak prokuratoria cywilna nie znalazła żadnej winy, ale donosiciele pisali do Pitra i stamtąd przyszło rozporządzenie oddać lekarza sądowi wojennemu, który go zasądził. Nic lepszego i mnie nie obiecują. Dziwne, że dotychczas nie odpowiadają mi w sprawie paszportu.

Co to za projekta układałaś w Warszawie? Bardzo mię interesuje to? Wszak od tego będzie zależało miejsce naszego pobytu?
Pannę Certowicz, tę która się uczy w konserwatorium krakowskim poznałem na koncercie na rzecz emigrantów. Jest to możliwie twoja rywalka. Młoda, bardzo się żenująca, mało i nie bardzo chętnie opowiadała, że Marso [10] jest do niczego, że u niego kilka miesięcy się uczyła, ale porzuciła go, bo psuje głos. A Horbowskim zadowolniona. Przechodzi z nim sama opery, ale jedna. Oper zaś nie przygotowują całą klasą.

O Lwowie nic nie wie. Napisz mi Marysiu, czy pisać do pani Krauzowej [11], czy Lwów w twoich projektach jest zupełnie wykluczonym? Co do mnie, to jednakże największy dotychczas mam do niego pociąg. Tam sądzą wszyscy i dla mnie najłatwiej o jaka posadę czy przy redakcji, czy przy Muzeum, czy w bibliotekach. Jednakże to niech nie przesądza twojego wyboru, który jest daleko ważniejszym. Bo mi i w Krakowie w stokroć razy lepiej niż na Sachalinie, a z tobą mój duchu opiekuńczy wszędzie będzie mi dobrze.

W Wilnie ciebie mocno czekali, pisali o tym Maryniutce. Jak byliby zasmuceni, gdybyś ominęła Wilenko. W takim razie napisz im droga moja list, choć króciutki, objaśniający przyczynę. Jednak więcej chce mi się wierzyć, żeś się widziała z moimi, którzy na pewno cię kochać będą nie tylko z powodu mnie, ale i dla ciebie samej. Nie sądź moja ty stoliczno różyczko [!], że ciebie cenić są zdolni tylko Rosjanie [12]. Takie przeświadczenie u ciebie czasem przebijało. Masz już i tutaj szczerych zwolenników, a gdybyś więcej i bliżej ludzi poznała, to bądź pewna, iż ilość przyjaciół i poza ponurym Pitrem urosłaby znacznie.

Zdążaj Masio do opery i napisz mi z kim byłaś, co słyszałaś. Kiedy pierwszy raz zaśpiewałaś? I co takiego wybrałaś? Tam na pewno prędzej cię zmuszono, niż tutaj, niż ja na to byłem zdolny, do wydobycia ślicznych dźwięków z twej piersi, która wszak sama tak mocno potrzebuje wdychania fal harmonijnych, unoszących nas w świat marzeń, dalekich nieuchwytnych ideałów...

Nie chce się nic robić. Chłodno. Ręce marzną i będziesz się dziwiła moim krzywym literom. Marutko, bądź wesoła i zdrowa, ściskam cię lekko (bo od mocnych objęć zawsze ci bolą kosteczki), ale całuję mocno główkę, ręce i łabędzie piersi.

Twój Broniś!

Pisz mi jak najwięcej szczegółów twego życia.

Wszystkich twoich uściskam. Mamie rączki całuję. Czekam listów i rozporządzeń mej królewny.
Adresuj do Turzymy, bo zapewno się przeniosę w tych dniach.

5    Data: „Zakopane 16/29 października 1907". W lewym górnym rogu podany nr listu: ,,III".

[1]  Z końcem października 1907 r., po wyjeździe z Krakowa do Zakopanego, Bronisław Piłsudski na kilka tygodni  zatrzymał się w niewielkim domu Daniela Gąsienicy (Droga do Poronina, od 1927 r. ul. Jana Kasprowicza 32), gdzie wcześniej mieszkał z Żarnowską i z Ziukami (Marią i Józefem Piłsudskimi).
[2] Opowiadanie S. Żeromskiego (pseud. M. Zych); natomiast „krótki artykulik" Zycha pt. Sen o szpadzie (wyd. Kraków 1906 r.), przełożony na język rosyjski przez M. Żarnowską, w liście z 8 III  1908  Piłsudski przesłał do Futabatei Shimei „ze specjalną prośbą [...], żeby przetłumaczył go na język japoński"; zob. M. Ciesielska, op. cii., s. 275.
[3] Maria z Łada-Zabłockich Piłsudska (zm.5 IV 1911) — żona adwokata Jana Piłsudskiego, młodszego brata Bronisława i Józefa, w gronie rodzinnym zwana Maryniutka;  niemal dwa lala (1907-1908) mieszkała w Zakopanem, gdzie leczył ją Jan Gawlik, chirurg, dyrektor zakopiańskiego szpitala (1900-1912); pochowana na cmentarzu Rossa w Wilnie.
[4]  Wacław Sieroszewski,  pseud. W. Sirko (1858-1945) — powieściopisarz, etnograf, Sybirak, od 1899 r. ożeniony ze Stefanią Mianowską. Badacz Ajnów na Hokkaido wspólnie z B. Piłsudskim, autor jego biografii, a także bliski współpracownik i biograf Józefa Piłsudskiego.
[5] Antoni Kuczewski (1870-1941)—ur. w pow. Świeciany, działacz społeczny, w latach 1906-1912 lekarz naczelny Domu Zdrowia Pomocy Bratniej (Pomoc Bratnia) w Zakopanem (ul. Sienkiewicza 8), gdzie latem 1907 r. - po powrocie z Karlsbadu - B. Piłsudski i M. Żarnowska spędzili kilka miesięcy. Kuczewski i jego żona Józefa z Antoniewiczów (1875-1948) zmarli w Zakopanem i zostali pochowani na nowym cmentarzu.
[6] Właściwie Stanisława Buraczewska — rodem z Litwy, znajoma B. Piłsudskiego.
[7] Stanisław  Pareński  (1843-1913) — uczestnik powstania styczniowego, lekarz internista, prof. UJ, prymariusz szpitala św. Łazarza w Krakowie.
[8] Czarnosecińcy - skrajne ugrupowania prawicowe,  organizowali  w Rosji  pogromy żydowskie, krwawo tłumili demonstracje robotnicze i ruchy chłopskie; „Czarną sotnią" zwano różne organizacje policyjne utworzone do walki z rewolucją 1905 r.
[9] Zapewne doktor  Szeboidajew  — w swym artykule pisał o Manifeście Październikowym  (17 X 1905).  w którym car  Mikołaj II  zapowiadał nadanie mieszkańcom  Rosji konstytucyjnych swobód.
[10] Juliusz Marso profesor szkoły operowej w konserwatorium w Krakowie; 29 IV 1907 r. jego uczniowie, z udziałem Chóru Akademickiego, urządzili przedstawienie Halki Moniuszki, 19 V 1913 w Teatrze Miejskim wystawili operę Gounoda Faust.
[11] Maria Katarzyna z Goldsteynów Kelles-Krauzowa (1873-1943) — pianistka (uczennica T. Leszetyckiego), pedagog, działaczka PPS, żona Kazimierza Kelles-Krauza, pochowana na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.
[12] Maria Żarnowska była od wielu lat silnie związana z rosyjskim środowiskiem „stolicznego" Petersburga, polskie życie kulturalne i towarzyskie nie budziło jej większego zainteresowania, najczęściej współpracowała z polskimi i rosyjskimi organizacjami lewicowymi.
 


6
 
Zakopane, 29 X-31 X [1907]
Moja milutka niewiasto,

odesłałem ci dzisiaj list, ale chcę ci jeszcze raz przed snem napisać słów parę. Dowiedziałem się od Maryniutki, żeś zajeżdżała do Wilna
[1] i przebyła tam dwa dni. Tak się tym ucieszyłem, żem od razu stał się weselszym. Myśli szybszym tempem poleciały daleko przez przestrzeń nas dzielącą do Ciebie i chciało się tak cię uścisnąć, tak cię pokręcić w koło siebie, ponosić na rękach, ucałować, aż byś zakrzyczała z radości i strachu. Zuch ty rozumna dzieweczko! Wypełniłaś wszystko, co zamierzałaś i zapewno teraz z większą jeszcze przyjemnością rozprawiasz w ciepłym pokoiku, otoczona przez swych najbliższych. Ot cię zapewno rozrywają. Powiedz mi prawdę, kto więcej mówi, czy ty i oni wszyscy słuchają, lub ty ich rozpytujesz, a oni ci zdają relację, co było w twej nieobecności. A Jaśkowi [2] zapewno uszy trochę po macierzyńsku potargasz, że tak w ostatnie czasy się rozlenił i nie pisywał. Gdyby to nie tylko w bajkach udawało się ludziom latać na dywanach, to bym teraz na pewno zleciał nad zadymioną potworną siedzibą biurokratów i odnalazł waszą Konną ulicę. Przez komin bym się spuścił aż do waszego pokoju i słuchałbym przytajony, a potem w nocy tylko tobie jednej odkryłbym się na krótką chwilkę. Marusia daj mi buziaka! i pozwól trochę popracować.

30/X.  Wyczekiwałem  listu,   ale  bez skutku.  Zaczynam  się niepokoić o ciebie, chociaż rozum każe mi czekać do jutra. Wyliczam dla pewności na palcach, na który dzień musiałby przyjść list i przypuszczam, że tylko nazajutrz po przyjeździe mogłabyś napisać.

Co za przykre te pełne niepewności czekanie bez możności [by] zapobiec, pomóc lub oddziałać na przyspieszenie!

Turzyma napędza, bym się przenosił: pokój na drugim piętrze przygotowany. Czysty i dość jasny, tylko już bardzo niewielutki. Dobrze mi i tu tymczasem. Szczególniej we dnie, gdy słonko świeci, pokoik nasz taki miły, przypomina mi tyle chwil błogich. Twoja kanapka tylko pusta, opuszczona...

Wczoraj z Maryniutką grałem w karty i ogromnie ją zgrałem. Śmiała się i upewniała, że Janek ją więcej wspomina niż ty mnie. Nie chciało się wierzyć, a jednak wszak i to możliwe. Dziś u niej omal nie zasnąłem, tak mi nudno zrobiło  się,  gdy  zaczęła  z  doktorową [Gawlikową]  porównywać kuchnię i potrawy galicyjskie z litewskimi.


Dzisiaj czytałem i napisałem kilka listów, które już od niepamiętnych czasów odkładałem jako niezbyt przyjemne, bo z prośbami w kwestiach materialnych — do Landych i do Ameryki — o kupienie wałków, rzeczy ajnoskich, fotografii i zebranych materiałów; a także do Lwowa do redaktora „[Polskiego] Przeglądu Emigracyjnego".

W sprawie popularnych opisów o życiu tubylców Sachalinu (Gilaków i Ajnosów), to trzeba najlepiej zwrócić się przez Juwaczowa [3] lub wprost do wydawnictw odpowiednich, bo nie wiem, czy kto inny pomoże. Stern[berg] [4] zawsze jest przeciwny popularyzacji, a i stosunków takich nie ma. A ta praca na ten raz wydaje zaś się najłatwiejszą do wykonania. Nawet bardzo się skłaniam do rozpoczęcia [pisania] nawet bez zamówienia z Warszawy i z Petersb[urga], i powstrzymuje mię myśl, że szkoda będzie napróżnej pracy. Teraz ruch wydawniczy osłabł i może rzecz leżeć latami, a wkładać w takim razie pracę i przykro i niemożliwie.

Turzyma ma cały pak nut do śpiewu, ale w Krakowie. Ponieważ jej córki zupełnie nie śpiewają, to chcę ją prosić, by wypisała. Może znajdą się tam opery tobie potrzebne.

Maryniu droga, zimno mi i tęskno; nie mogę ci wyliczyć tych wszystkich pieszczot, które w myślach ci posyłałem za dzisiejszy dzień dużo, dużo; gdyby nawet po drodze „ostygły", jak ty mówisz, to jednakże muszą ci sprawić przyjemność.
Dobrej nocy kochanko! Gdzie mała ty sypiasz? Jakie masz sny?

31(X). Najdroższa Maryniu, czy ty odczuwasz, jak mi smutno. Znowu listu, na który już na pewno prawie rozliczałem nie ma. Tak się czułem przygnębionym i opuszczonym, że nie byłem zdolny pisać lub czytać. Ze strachem odpędzałem świdrującą mózg i serce ciężką myśl, co bym robił, gdybym znowu musiał wrócić do samotnego życia. Dokąd iść, co robić, po co? Za kilka miesięcy naszego współżycia ty dałaś mi tyle szczęścia, serce czuło się tak pełnym, przyszłość jasną, teraźniejszość przyjemną, pociągającą, a o tym ciężkim, co się przeżyło, prawie się nie pamiętało. Zaczynało się życie na nowo, i jakie silne oparcie dawałaś mi ty swoją przyjaźnią, chęcią zrozumienia mię, swymi pieszczotami, swym uściskiem, dotąd mi nieznanymi, kobiety szczerze kochającej. Kruchy, niestały budynek, który starałem się sam z gruzów swej rozdwojonej duszy ulepić przy twojej pomocy, już się wznosił pewniej, gruntowniej i wyżej. Stale już rozliczałem na dwoje, nie sądząc zupełnie, że potem sam jeden będę takim bezwładnym...

Marysiu mała, jeżeli tylko ty możesz, to odezwij się, nie męcz mię, droga, milczeniem. Nie możesz zdobyć się na dłuższy list, to choć odkrytkę mi przyślij, bym wiedział, żeś zdrowa, z kilku wyrazów mógł już robić wnioski o twym usposobieniu, o twych zajęciach i planach.

Nie będę cię więcej męczył swymi żalami, chociaż dziś na nic innego nie jestem zdatny. Gdzieś się podziały cierpliwość, obiecany spokój, męstwo zniesienia ciężkich prób.

Kończę, bo pociąg zaraz odchodzi. Całuję cię gorąco i jak litości błagam o liścik, o kilka ciepłych słów.

Twój Broniś.

Będziesz się śmiała i powiesz, żem jeszcze „sześcioklasista".
Uściskam wszystkich naszych. Mamie rączki całuje. Maryniu chciałbym tak krzyknąć, ażbyś tam usłyszała i mię pocieszyła.

6    Data: ,,Zakopane. Krupówki  „Hygea".  16-29/X-J8/31 października". W lewym górnym rogu podany nr listu: „IV".

[1]  Maria Żarnowska po wyjeździe z Krakowa (22 X 1907) do Petersburga zatrzymała się w Wilnie, gdzie m. in. odwiedziła Adama i Jana Piłsudskich, Zofię z Piłsudskich Kadenacową, Stefanię Lipmanówne oraz Ludmiłę z Chomiczów Koplewską, teściową Józefa Piłsudskiego. Wilno opuściła 26 października.
[2]  Zob. przypis 8 do listu 3.
[3]  Iwan Pawłowicz Juwaczow   (Juwaczew),   pseud. I. P. Miroliubow (1860-1936) — oficer floty czarnomorskiej, skazany na karę śmierci, zamienioną na 15 lal kalorgi. Latem 1887 z dużą partią więźniów, m.in. z B. Piłsudskim, wywieziony na Sachalin; początkowo obaj katorżnicy mieszkali razem we wsi Rykowskoje i pracowali w miejscowej stacji meteorologicznej. Po 1897 r. mieszkał z żoną w Petersburgu, uczestnik geograficznych ekspedycji, autor kilku publikacji.
[4]  Lew   Jakowlewicz   Szternberg   (1861-1927) — rosyjski antropolog i etnolog, zesłaniec, na Sachalinie  poznał i zachęcił B.  Piłsudskiego  (1891) do zajęcia się badaniami etnograficznymi. Od 1899 związany z Petersburgiem, pracował w Muzeum Antropologii i Etnografii Akademii Nauk, był sekretarzem Komitetu do spraw Badań Azji Środkowej i Wschodniej. Listy Piłsudskiego do Szternberga ogłosił drukiem W. M.  Łatyszew,  zob. B. Piłsudski, ,.Dorogoj Lew Jakowlewicz..." Pisma L. J. Szternberga 1893-1917, Jużno-Sachalińsk, 1996.


7

[Zakopane], 2 XI-3 XI [1907]
Droga Marysiu,

niepewność tak mię przygniotła, że nic nie mogę robić, nawet z trudnością będę pisał. Latałem dwa dni na spotkanie listonosza, zachodziłem do Turzymy, Maryniutki, ciągle się dowiadując o listy; sądziłem, że mogły być tam adresowane. Cały rój przypuszczeń jedno drugiego boleśniejsze opanował moją duszę i wyzbyć się ze strachu o ciebie nie mogę. Dałem telegram i za chwilę oczekuję jakiejkolwiek odpowiedzi...

3/XI. Moja ty droga Marysieńko, list twój wreście [!] doszedł mię i jestem jeżeli nie na siódmym niebie, to bardzo blisko od niego. A wszak tak się udręczyłem, może bez należytego powodu. Nastraszyłem was telegramem. A sam to prawie wariowałem. Spałem wszystkie nocy źle, a ostatnią to formalnie prześladowały mię okropne sny. A gdy się budziłem, to wypływały jakieś straszne złowrogie upiory, które twierdziły mi, że z tobą źle. I wszystko wydawało mi się tak możliwym, prawie pewnikiem. Moja ty lubo, a jednak przeczucie mię nie myliło, że tobie coś dolega, że masz powody do cierpienia, że czarne duchy starają się jeśli cię nie porwać, to odurzyć ciemną mgłą, zaćmić jasne oczki, tak mile niedawno się śmiejące i cieszące twego uniżonego ministra, tracącego głowę bez swej królowy [!].

Nie poddawaj się Marynko ciężkim myślom, wnieś tam u swoich o ile tylko można spokój, pociechę. Wyobraź sobie, że cię całuję serdecznie w usteczka, potem w twą małą łapkę i nabierz powagi, bo będziemy rozprawiali o kwestii poważniejszej.

Tak więc otrzymałaś list od męża [1]. Wiesz, że nieraz chciałem ci zaproponować napisać od nas obydwóch [!] zupełnie otwarcie, ale ponieważ ty tak zawsze byłaś daleką od chęci legalizowania naszego związku, że nie chciałem robić jakiegoś nacisku, jak i w innych kwestiach. Wszak to twoja słaba strona, bojaźń podlegania naciskowi, chociażby i najmilszemu. Chciałem być tylko doradcą, przyjacielem, ale nie władcą, panem, a ta droga przeze mnie wskazywana mogłaby ci się wydać właśnie chęcią do jak najprędszego opanowania, stania się dla ciebie nowym tyranem.

Mniejsza jednak z tym. Stało się już i stało się inaczej. Sądzę, że łatwo było do przewidzenia, że mąż twój się dowie, przede wszystkim od Jasia
[2]. Sama też sądziłaś, że on zechce skorzystać z pozycji swobodnego człowieka i zawiązać nowy stosunek, i dla niego bezwarunkowo jest potrzebna legalizacja jego.

Co do sposobu, w jaki chcesz odpowiedzieć mężowi i co będziesz z tą sprawą robiła, to sądzę, że chociaż i sama dość znajdziesz w zapasie taktu i rozsądku, jednak radziłbym pomówić z jakim prawnikiem, człowiekiem prawym; mogłabyś jemu poruczyć prowadzić całą sprawę, bo zdaje się ona nie [jest]  tak prosta i nie załatwia się prędko.  A stale samej prowadzić korespondencję chyba nie będziesz znajdowała wielkiej przyjemności. Oprócz tego w tej sprawie są dwie strony: cywilno-materialna i kościelno-prawna.

Wszystko to ci wyjaśnią.

Moja ty złota, droga Marysiu. Nie powinnaś się martwić i poddawać się strachom stroskanej, kochającej cię mamy o czekającą cię przyszłość! Czyż my jedni żyjemy z pracy i czy już zupełnie jest życie pracowite nie do zniesienia. Co prawda, ty jesteś bardzo wypieszczona swymi uprzednimi laty, jesteś co gorzej jeszcze słabą i niezbyt zdrową, lecz już dowiodłaś, że najcięższe warunki pracy nie przygniatały cię w ciągu więcej roku. Czyżby już tylko jedno zło czyhało na nas w dalszej naszej drodze. Moja mała dzieweczko, a i ja wszak jeszcze jestem do czegokolwiek zdatnym. Gdy będzie potrzeba, to zrzucę pychę z serca i wezmę się za jakąkolwiek pracę, byle tylko móc istnieć nam we dwoje. Nie będzie to łatwym, nie dlatego, bym nie umiał pracować. Byłem zdolny od rana aż do późnej nocy przepędzać za pracą szeregi lat, teraz się zepsułem. Z tym damy rady. Trochę gorzej, że ogólne warunki mało sprzyjają łatwemu odnalezieniu chlebodajnego warsztatu pracy. Tu nie Wschód i nie Rosja, gdzie większe gaże i większa potrzeba ludzi nawet nie dość kwalifikowanych. Lecz przy większej energii w poszukiwaniach, przy wykorzystaniu wszelkich możliwych stosunków da się na pewno dotrzeć do celu.

W tej kwestii będziemy jeszcze gawędzili i coś radzili dalej. Czekam jakiej odpowiedzi ze Lwowa. Ale ważne jest dla mnie, co mogę wybrać, czy chcesz próbować postąpić na scenę lub koniecznie się uczyć. Może by poszukiwać kogo, kto by pożyczył określenie na dokończenie twego kształcenia się
[3]. Czasem marzę o Japonii, ale lękam się, że to zbyt daleko od naszych i byłoby ciężko i im i sobie samym. Ale na wszelki wypadek pisałem swemu przyjacielowi, zapytując, czy moglibyśmy oboje znaleźć zarobek [4].

Ty porozumiewaj [się] ze swoimi znajomymi, czy nie można by mieć stamtąd zarobek, to byłoby najlepiej, trzeba by pomówić o tym. Ziniaka
[5] też w tym kierunku posuń.

Jesteś mała niezdrową, zapewno droga i raptowna zmiana klimatu też wpłynęły. Jednak staraj się poprawiać. Nie poddawaj się nastrojowi i rób to, co byś robiła i tutaj: a więc jedz wszystko i więcej, pij wodę karlsbadzką. Napisałem Ziniakowi, by dał ci 25 rs, które on mi został dłużny od lata. To tymczasem. A potem, to staraj się otrzymać [pieniądze] za rękopisy. I otrzymać zamówienie koniecznie z zadatkiem i nawiązać stosunki nadal z redakcjami i wydawcami. Tak się to tylko robi. Trzeba użyć protekcji. Możesz śmiało mówić, że człowiek potrzebuje i basta. Przyjaciele zaś powinni podtrzymać. Ziniak kiedyś też miał mi pomóc w tej kwestii przez panią Ładyżeńską
[6].

Piszę o jednych kwestiach tak prozaicznych, a już zbliża się godzina odejścia pociągu. List zaś musi odejść, dziś koniecznie.

Jak mnie ucieszyłaś, Marynko ty moja, leciałem jak bomba po wydostaniu listu, na który polowałem na ulicy półtory [!] godziny.

Już potem pomówię z tobą, o tym niesprawiedliwym nazwaniu się — zawadą dla mnie. Ach ty dziecko! Czyż ty nie widziałaś żem ożył przy tobie? A samo kochanie moja droga, czyż to nie życie?! A więc dla czegóż istnieć? Gdzież większy sens naszego borykania się na świecie niż ta właśnie wspólnota dusz i serc, miłowanie się i zapomnienie o nieubłaganym koniecznym końcu...

Nie Marysiu, nie obwiniaj siebie. Nie widziałaś ty, co ja robię i czym jestem, gdy bywam jeden i dla tego sobie wmawiasz. Ja ci mówiłem już, że produkcyjność mej pracy przy tobie jest daleko większa. A o aktywności, której nabyłem przy tobie, nawet Ziukowa dziś mówiła.

Smutno mi, że w domu u was przygnębienie. Chcę jeszcze pisać mamie. Ale rad jestem, że wiem o tobie, iżeś swobodna, nie chora. A teraz całuję cię droga szczerze cię kochający Broniś.

Twoich uściskam.

A Ciocia [7] i Zula [8] tobą zachwyceni. Ciocia słów odpowied[nich] nie znajduje, by Ciebie opisać, i jak cię kocha. Zula pisze oprócz tego, że zachwyciła się dźwiękiem twego głosu. Pisz mi choć niewiele, ale o wielu rzeczach.

7    Data: ,,20/X st. stylu-2/XI n. stylu". W lewym górnym rogu podany nr listu: „V".
 
[1] Maria Baniewiczówna, w dwa lata po zesłaniu Piłsudskiego na Sachalin, w 1889 r. poślubiła Jana N. Żarnowskiego; po opuszczeniu męża (1906), mieszkała z matką i siostrą Zofią (Petersburg, ul. Konna 5). Romans z Pilsudskim zmusił jej męża do uregulowania sprawy. W liście z 27 X 1907 mecenas Zygmunt Rymowicz pisał do Żarnowskiej: ,,P[an] Jan prosił mnie o zobaczenie się z Panią i omówienie pewnych ważnych kwesii dotyczących stosunków Państwa".
[2] Jan Żarnowski po rozejściu się rodziców mieszkał z ojcem w Petersburgu; na przełomie czerwca i lipca 1907 r. bawił w Karlsbadzie, gdzie w tym czasie razem z Piłsudskim przebywała jego matka.
[3] Zdanie niejasno sformułowane. Jak się wydaje, rzecz dotyczy projektu, aby Piłsudscy udzielili pożyczki, potrzebnej na kształcenie artystyczne Żarnowskiej. W związku z jej kategorycznym sprzeciwem, Bronisław zarzucił niefortunne pomysły.
[4] Myśląc o tej egzotycznej wyprawie zapewniał przyjaznego mu Futabatei Shimei, że pragnie odwiedzić Japonie", a żona lteż chce „zobaczyć kraj, o którym jej wiele opowiadam, ona dobrze śpiewa [...]. Gdybyśmy przyjechali do Japonii, to czy ona mogłaby mieć lekcje śpiewu lub wystąpić z kilkoma koncertami?" (5 X 1907). W innym liście czytamy: „Otworzyłbym kursy języka polskiego [...]. Moja żona śpiewa, uczyła się w konserwatorium i chętnie pojechałaby ze mną na Wschód [...] jeśli mogłaby znaleźć tam zajęcie" (6 Xl 1907), zob. M.   Ciesielska, op. cit., s. 204, 226.
[5] Zob. przypis 1 do listu 1. Kazimierz Piłsudski, młodszy brat Bronisława i Józefa w gronie rodzinnym zwany był zdrobniale: Ziniak.
[6] Osoby o tym nazwisku nie udało się bliżej określić.
[7] Zob. przypis 3 do listu 1.
[8] Zofia z Piłsudskich Kadenacowa (1865-1935) — od 1884 żona lekarza Bolesława Kadenacego, w gronie rodzinnym zwana Zulą, szczególnie blisko związana z braćmi Bronisławem i Józefem; zmarła 3 II w szpitalu Mokotowskim w Warszawie, pochowana 8 II na cmentarzu na Rossie w Wilnie; w pogrzebie uczestniczył ciężko chory Marszałek, zmarły 12 V 1935.

8

Zakopane, 4 XI [1907]

Najlepsza moja, najśliczniejsza ptaszynko,

znowu mam od ciebie list, i taki miły. Sądziłem, żeś wśród swoich kłopotów i smutków zapomniałaś o dniu mych urodzin, o które ostatnie czasy często się dopytywałaś. Ale i tak wczoraj była pierwsza od ciebie wiadomość i nią właśnie sprawiłaś mi największą radość, podarunek dla dnia, do którego zawsze przywiązuję mało wagi. Twoje uściski i całusy jeszcze i teraz po godzinnej przerwie — i nie zważając na mróz silny na dworze i prawie nie mniejszy w mym pokoiku — słodko mię pieką usta, grzeją całe ciało, do serca wlewają błogą radość i spokój. A dziś jeszcze tak się czułem samotnym. Źle śpię, obudziłem się b[ardzo] rano i jeszcze myślałem wciąż o twym frazesie, że jesteś dla mnie „miłą, kochaną, ale zawadą". Czyż droga moja ty nie czujesz, jak dużo ty wniosłaś do mego życia? Wszyscy to widzą ze strony, ja o całą przepaść czuję się oddalonym od tego okropnego pustkowia, które zostało za mną, w przeszłości, tym okropnym, niszczącym ciężarem, ciągle nawet nieświadomie i teraz działającym tylko ujemnie.

Co do towarzyskości, to też ty nie rozpatrzyłaś tego pytania ze wszystkich stron. Ja z usposobienia byłem, a może i jestem, bardzo towarzyski.

Tylko tego, jak i potrzebnego dla mnie ciepła miłości kobiecej, miałem tak mało. Życie łamało jedno, nie dało ujścia wrodzonym popędom, zdolnościom, a narzucało co innego niezgodnego ani z naturą, ani z dążeniami. Rozwinęło tylko bardziej jeszcze marzycielstwo, tak niepraktyczne, niedogodne, a tym bardziej w dobie teraźniejszej.

Dla mnie, nieraz ci mówiłem, jest potrzebne bardzo długie, wytrwałe wysiadywanie w domu, a zawsze kąt swój mi był obrzydły, zawsze rwałem się precz z niego, szukałem zapomnienia, a było to możliwsze gdzie indziej, a nie w czterech ścianach, chłodnych i jeszcze smutniejszych niż moja dusza. Przy tobie stało się przeobrażenie w tym względzie. Ja byłem zadowolniony, gdy z tobą czytałem, gdyśmy jeden drugiemu wynurzaliśmy [się] przykuwała mnie twoja obecność, dodawała energii od czasu do czasu darowana pieszczota.

Dużo warunków się składa też, że ja przy tobie mało byłem towarzyski. Przede wszystkim ja jeszcze dotychczas czuję się dziko, niepewnie, ocieram się, nawet się lękam. Cały świat zupełnie odmienny kręci się przed mymi oczami. A wszystko, co zapadło za lat 20 do mojej mózgownicy — tak mało tutaj interesuje, jest dźwiękiem pustym dla otaczających mię. Potrzebuję też bardzo serdecznej atmosfery, by się rozruszać, by znaleźć łatwość wynurzania się. Byłem poczuł oschłość, suchość, nawet czyjeś zafrasowanie, ciężar wewnętrzny, [wówczas] jak podwoje [wynurzenia] moje się zamykają, i jedynie co mógłbym odczuć mego bliźniego, wejść w jego położenie.

Chwila, w której wróciłem do kraju, najmniej stosowna się okazała, nadzwyczaj ciężka [1]. Widzę i czuję tę bezradność, rozpacz u jednych, chaos pojęć u innych, przygnębienie, strach i najohydniejsze uczucia i czyny pod ich wpływem u reszty. Jak znaleźć i kędy tę łączność z otoczeniem, które dla mnie zawsze było potrzebne, jak dla ptaka powietrze, a dla ryby — woda?

Prowadzić rozmowy dla rozmów już miałem ich dość od czasu przyjazdu mego. Czułem, że za mało pracuję, że tutaj trzeba wkładać ogrom nieprzerwanej pracy i zawsze starałem się zająć, gdy tylko ty się czułaś nieźle, miałaś czas zapełniony w towarzystwie. A gdy byliśmy razem, to wiesz, że ja zawsze gotów drugiemu ustąpić pierwszą skrzypkę, i kilka razy nawet przypominałem twoje zdanie, że Polak nie lubi, by jego żona przy nim wyskakiwała naprzód, więc tym bardziej myślałem, że dobrze, gdy ty więcej mówisz i ja cię nie krępuję [2].


 8    Data: „Zakopane. Krupówki „Hygea" 22/X 4/Xl". W lewym górnym rogu podany nr listu: „VI".

[1]  Bronisław  Piłsudski  był  wówczas  w trudnej  sytuacji,  starania o pracę we Lwowie, m.in. w Muzeum im. Dzieduszyckich, w redakcji „Polskiego Przeglądu Emigracyjnego", podobnie jak w Krakowie — zawiodły, Galicja była wówczas przepełniona uciekinierami z zaboru rosyjskiego. Zofia Maria z   Onufrowiczów   Płoska   19 VI 1908 pisała do Bronisława: ,,Do Krakowa z Królestwa strumień ludzki płynie bez przerwy. Nędza!", zob. Bibl. Nauk. PAU
i PAN, rkps 4646, t. 3, k. 19.
[2]  Brak dalszej, końcowej części listu.

9

Zakopane, 4 XI-5 XI [1907]

Moja droga, Marynio,

nie mogę położyć się spać, by z tobą jeszcze raz dziś nie pogawędzić. I tak połowę chyba, nawet mniej, mogę ci napisać z tego, co rwie się z duszy i głowy, i żąda podzielenia się z moją najmilszą towarzyszką.

Jeżeli będziesz miała [dość] czasu, to sama, albo przez kogokolwiek dowiedz się w Towarzystwie Geograficznym, czy nie mogliby oddać mój medal srebrny przysądzony mi jeszcze w roku 1903. Ostatecznie może z czasem się przydać, by go założyć gdzie. Chyba nigdzie go nie wysyłano, bo ja go nie otrzymałem [1].

Czy zostawiłaś Szt[ernbergowi] opis święta niedźwiedziego] [2]. Zapewno on sam mi napisze swoje zdanie. Jednak nie dawaj zbytnio zależeć się. Idzie mi bardzo, by ważniejsze opisowe części przetłumaczyć na francuski i posiać do Ameryki jak najprędzej. Nie wiem, czy tam to jest możliwe, bo gdy nie będzie pieniędzy zbytecznych, to nie będzie czym płacić i trzeba będzie posłać po rosyjsku, a tam przetłumaczą na angielski. Ze wszystkimi książkami też się na pewno powstrzymasz.

Już późno tylko wieczorem poczułem się lepiej, a to głowa silnie mi bolała. Ty nic nie piszesz jak twoje zdrowie i zdaje mi się, że nie jesteś szczerą. O mamie też zamilczałaś w ostatnim liście. Czyżby już się uspokoiła? Maryniu miła bądź dziecko moje ze mną otwartą. Dziś zdawało mi się, gdym czuł się osłabionym, że mi więcej się podoba być twym opiekunem, starać się, by tobie było dobrze, dogadzać tobie i już z tego jednego być zadowolnionym. Nieraz wstyd mię ogarnia, że ty słaba istoto więcej dla mnie robisz, ciągle na moją korzyść coś ustępujesz, i że w pełni ja tobie nie mogę się wywząjemnić. W ogóle tym niezmiernie silnie się różni moje teraźniejsze położenie od długiego okresu życia, przepędzonego w najcięższych warunkach. Tam ja byłem opiekunem wielu bardzo ludzi. Czułem zawsze pewien obowiązek, odpowiedzialność, a teraz czy nie wszystko się dzieje odwrotnie. To silnie mię przygniata, dla tego może ja mało jestem towarzyski, co ty zauważyłaś. Ale mała moja, poczekaj, warunki się zmienią...

Dziś, chociaż ci napisałem dużo w kwestii ważnej i będę czeka) na odpowiedź, jednak snuję jeszcze jeden niezwykły projekt. Ogromnie mi przykro jednak, gdybym musiał zarzucić swoje opracowanie, a przeciwnie uważałbym, że trzeba by było posuwać i kończyć je jak najprędzej w ciągu najbliższych kilku lat i dlatego dużo bym dal, gdybym mógł, nie zajmując się niczym innym, oddać się prędszemu ukończeniu. Ale dlatego trzeba mieć zabezpieczony byt. Podano mi myśl, by urządzić stypendium specjalne na to konto i wyzyskać stosunki litewskie, przeważnie nawet krewniaków lub starych przyjaciół. Ma się rozumieć, sam ja tej inicjatywy podawać nie będę, ale jeżeli kto się tym zajmie, to nie będę się sprzeciwiał. W tych dniach to się wyjaśni, czy rozpoczną się w tym kierunku starania mych przyjaciół. Nie wiem, czy Szt[ernberg] może mi wydobyć coś podobnego z Ameryki lub chociażby w Petersb[urgu], Napiszę mu. On ma się rozumieć mię będzie gderał, że ja się rozrzucam, bo to była moja stara wada, na którą on już zwracał uwagę. Miałem nadzieję, że przy tobie systematycznej osóbce, wszystko się zmieni.

Moja Maryniu luba, ty z rozmysłem czy bezwiednie zamilczasz o sobie, o twoich projektach i o nowych krokach w razie zmiany materialnej pozycji, co najprawdopodobniej nastąpi. To mię męczy, żeś tak zamknięta, nie chcesz szczerze pomówić z twym najbliższym, tak cię kochającym człowiekiem. Czyż myślisz Marynko, żem zdolny tylko cię kochać, gdy masz się dobrze, że nie czuję się tak silnie z tobą połączonym, by uważać [że to] wszystko, co się ciebie tyczy, [jest] naszą wspólną rzeczą?! Maryś droga, rozmiękcz się, daj swobodę swym myślom i uczuciom, już jeżeli nie na radę, to tak, dla mej wiadomości podziel się nimi z twoim może i nie zawsze zaradnym, ale tak cię głęboko kochającym Bronisiem.

5/XI. Listu od Ciebie nie było. Sądzę, że teraz przykre masz dnie, a ja ci dodałem [zmartwienia] swym telegramem i jutro chyba tylko dojdzie list napisany po otrzymaniu twego pierwszego.

Cały ogrom mej dziecinności w życiu praktycznym dzisiaj mi się przedstawił. Zawsze prawda tak było, ale jaka różnica w tym, co mnie teraz spotyka. Rzeczywiście ja sam siebie też nie poznaję. Wszystko idzie na opak. Tam [na Sachalinie] w najcięższych chwilach ubiegano się o mnie, byłem poszukiwany jako nauczyciel, jako człowiek mogący to lub owo zrobić, byłem doradcą, pocieszycielem setek ludzi, a tutaj... Czyżby i mię spotkać musiał los wielu z powstańców, którzy nacierpiawszy się biedy w najdroższej ojczyźnie, do której się rwali, o której marzyli długimi laty, wracali nazad do tułaczej ziemi, lepszej niż kraj rodzinny? A ja w taki czas dziwny jeszcze trafiłem, gdy nie ma komu pomyśleć o rozbitkach, gdy współczucie zupełnie się wycofało z obiegu. Nastąpił okres krwiożerczej walki, podczas której nikt już nie liczy się ze słabszymi lub zmęczonymi jednostkami.

Marutko! Czy nie straszy cię przyszłość? Dziś i ja jestem taki niepewny. Źle być zbyt nastrojowym, a jeszcze gorzej wybitym z kolein życia. A jednak nie chciałbym być tym trzeźwo praktycznym człowiekiem, dobrze i łatwo się urządzającym na świecie nawet w najpodlejszych warunkach.

Koniecznie poznaj Poddubskiego [3], a też Juwaczowa. Mnie zawsze przyjemni ci starzy moi znajomi, którzy znali mię innym; będziesz mogła i ty przez nich poznać te stronice mego życia, o których mi samemu ciężej mówić niż im, tylko świadkom.
Bardzo mię interesuje jak znalazłaś Jasia [4]? Czy nie ma w nim zmiany? Czemu nie pisał? Czy nie gniewać się zaczął na mnie?

Poślę ci droga ten list, niechbyś częściej miała na teraz jedyny dowód mojego dla ciebie przywiązania.

Uściskam cię, całuję ci nóżki, które z daleka to i niezbyt czyste nie będą razić mych ust, rączki, szyję twoją dumną, usteczka i oczki twe zielone. Twoje dziecko Broniś.

Zimno w pokoju mi danym. Lękam się, że Turzyma weźmie ze mnie zbyt drogo, nie taniej [niż] 5 koron dziennie.
Mamę mocno przepraszam, że ja jestem przyczyną jej zmartwienia... i całuję jej rączki.
Jak wyglądasz? Czy się poprawiasz? Kogo słuchasz? Czy śpiewasz? Czy dużo koło ciebie uprzednich adoratorów? Czy opowiadałaś o Karlsbadzie? O Japonce? O Walencie [5]. O Wiedniu? O „nie mogę"? Adres Sikorsk[iego] [6] przyślij, bo listu twego znaleźć nie mogę. A Heryng czeka.

9    Data:  „Zakopane.  4/XJ.   5 XI.  22-23  paźdz.  st.  st.".  W lewym  górnym rogu  podany nr lislu: „VII".

[
1]
Bronisław Piłsudski decyzją Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w Petersburgu został nagrodzony srebrnym medalem za całokształt działalności naukowej na Dalekim Wschodzie.
[2] Jesienią 1907 r. Żarnowska przywiozła do Petersburga m.in. pracę Piłsudskiego o święcie niedźwiedzim u Ajnów na Sachalinie, jednak Szternberg uznał ją za mało naukową; uzupełnienia i korespondencja w tej sprawie trwały siedem lat, ostatecznie zamieszczona została w piśmie Żiwaja Starina" 1914, z. 1-2. s. 67-162.
[3] Leonid Wasilewicz  Poddubskij - starszy lekarz okręgowego szpitala w Aleksandrowsku na Sachalinie oraz kierownik zarządzający stacjami meteorologicznymi w 1. 1892-1899, bliski znajomy Piłsudskiego.
[4] Jan Żarnowski      syn Jana Nepomucena i Marii z Baniewiczów, zob. przyp. 7 do listu 3.
[5] J. Walenia   -   osoba zapewne spokrewniona z Piłsudskimi, w liście (23 VI 1907) przesłanym B. Piłsudskiemu ze Lwowa do Karlsbadu, „Drogiemu Wujaszkowi" życzyła „pomyślności z powodu ożenku".
[6] Nie wiadomo o kogo chodzi; być może był to znajomy Herynga, mieszkający w Petersburgu.

10
[Zakopane], 5 XI-6 XI [1907]
Droga Maryś,

choć na kilka chwil przed snem muszę z tobą porozmawiać. Kiedy tak długo nie było listu i tak się niepokoiłem, zrobiłem to, co mi radziłaś lub kazałaś nawet. Na noc wziąłem do siebie twoją bluzkę nocną i leżała ona zamiast ciebie, moje małe dziecko, tak blisko do serca, jak w piękne dnie naszych pierwszych miesięcy, ty lgnęłaś do niego i ja nawzajem.

Co do propozycji Sztern[berga] [1]. to ja poruczam tobie i jemu razem wyjaśnić [je] ostatecznie. Gdybyś ty uważała dla siebie najlepszym, gdyby też on zapewnił stałą gażę - zarobek, możliwy do istnienia, to ja się zgadzam. Bo ja ci prawdę mówię, że koniecznie wśród swoich ja nie mam pociągu żyć, a ty jak nieraz mawiałaś też. Najbliżsi swoi byliby na Litwie, a i tutaj wówczas, gdyby się człowiek nie dwoił, nie chciał ostatecznie ukończyć pracy, raz już rozpoczętej. Ale nie zapominaj droga moja o sobie, o swych chęciach, planach. To dla mnie tak samo ważne, jak i moje własne. Ja chcę pokochać to, co ciebie przejmuje, chciałbym byś we mnie widziała zawsze swego towarzysza opiekuna, nie tylko kochającego człowieka i wdzięcznego ci za twą miłość, za twe matczyne troski o rozbitka...

6/Xl. Droga mała dzieweczko, rzeczywiście mi szkoda ciebie, że w tych ciężkich, zupełnie nowych dla ciebie przejściach jesteś zupełnie sama, a przynajmniej nie ma przy tobie tego, który we wszystkim, co zaszło jest głównym winowajcą. Ale, bądź mężna! Wszystko minie, a i takie powikłania i czasowe przesilenia tym bardziej. Byliśmy nierozważni, jak dzieci patrzaliśmy na to, co nas oczekuje; w rozkoszy uroczej zapomnieliśmy, że rzadko się zdarza idylla bez końca. Nie sielankowe teraz czasy, i ludzie. Może za to mamy więcej energii, by rzucić się do walki z tym, co się spotkało, i nie dać się zdruzgotać ani poniżyć.

Marynio, dziś jeszcze więcej niż uprzednio jestem spokojny, przychodzę do normy, bo bezwarunkowo uprzedni szereg dni czułem się źle; i marzłem i naniepokoiłem się i niedosypiałem. A trzeba mieć organizm przygotowany do rzetelnej i długiej pracy. Marynio, nie gryź się, nie upadaj na duchu, nie poddawaj się zniechęceniu i jakimś majaczeniom ciężkim. Po co tak tragicznie patrzeć na rzeczy, które się dzieją z milionami nie wybranych losem ludzi. Przeżyjemy i taki okres w życiu i będziemy kiedyś tylko wspominali, jak o rzeczy nawet miłej, o tym, co, mam nadzieję, jeszcze więcej nas zbliży i da nowe, drogie uczucia, jeden dla drugiego.

Dbaj o swoje zdrowie, drwij sobie z takich okoliczności i słuchaj, co będę ci znowu przedstawiał.

Od ciebie Maryniu wszystko zależy. Ty wiesz sama, że jeżeli do ostatniej chwili nie wiemy, co będzie dalej w szczegółach, to nie tylko dzięki mojej niepewności, czy mógłbym wjechać, ile jeszcze więcej niejasnym twym chęciom, które ty tak rzadko mi wypowiadałaś. Sądzę, że teraz rzecz stoi tak, iż ja muszę pozostać za granicą - gdziekolwiek. Od ciebie zależy reszta. Ja bez wątpienia marzę i życzę tego bardzo, byś ty żyła przy mnie. Dla mnie to ogrom[n]ie silny bodziec do życia, w pracy byś ty mi nie przeszkadzała, bo wszak umiałem już przy tobie pracować, a teraz ty byś sama mię popychała do tego, bo rozumiesz jaśniej, że dużo czasu musi uchodzić w życiu przeciętnego niebogatego człowieka na tę prozę. Idzie teraz, co byś ty mogła robić, i czy koniecznie musiałabyś pracować tylko dla chleba, a nie w tym, co znajdujesz największe zadowolenie. Gdyby tylko się udało umieścić artykuły, to ja bym jeszcze pewniej i więcej bym pisał. Zginąć, to nigdy nie zginiemy, nie w pustyni mieszkamy i zbyt dużo mamy przyjaciół. Więc dla mnie miejsce byłoby wówczas nieważne i mógł bym mieszkać, gdzie chcąc. Nawet w głębokiej wsi, byle tylko taniej można było przeżyć i więcej czasu mieć na pracę. Nie przesądzam i Finland[ii], jeżeli Szt[ernberg] upewni, że to łatwiej mi umożliwi zarobek i wskaże skąd, i jaki on będzie. On zaś pisał takie ogólniki, takie napomknienia, że z tym się liczyć na serio ja nie mogę. Prosiłem go, by z tobą tę kwestię wyjaśnił należycie i przy rozmowie o tym bądź ścisłą w wyrachowaniach kwestii materialnej. Jeżeli się wyjaśni, że artykułów umieścić nie można, że zamówień na opis popularny o tubylcach Sachalinu [2] nie będzie (o czym nie zapomnij się dobić od wydawców odpowiedzi) i otrzymać zadatku nie można będzie, to ja muszę szukać stałego miejsca najprawdopodobniej we Lwowie, bo tam najłatwiej niby znaleźć posadę.

A ty droga moja, musisz wreszcie mi wyjaśnić szczegółowo, jak patrzysz na sytuację. Mówisz o konieczności dla siebie zarobku. Na czym się zatrzymywałaś myślą, zupełnie zamilczasz. Bądź o czas pobytu twego w Pitrze spokojna. Wydostaniemy [pieniądze], byś nie czuła się tam ciężarem. Od Ziniaka otrzymasz 25 rs., które on miał mi tutaj odesłać. Może co otrzymasz za artykuły, więc zostaw je u siebie. Wreszcie są jeszcze na taka chwilową biedę środki. Za ten czas, co będziesz w Pitrze, trzeba więc wyjaśnić tę twoją stronę, bo bez tego, Marysiu, niemożebne jest nadal ciągnąć.

I dla mnie koniecznie już gdzieś się stałej urządzić. Ile to czasu się marnuje na przejazdy, rozpakowywanie, układanie. Pisać cokolwiek, siedząc jak na popasie - niemożliwe. To nie tylko już moje złe przyzwyczajenie. Ale to wszyscy pracujący umysłowo tego potrzebują. Nie spiesz się, nie gorączkuj się. Ja na próżno ci dałem w jednym z uprzednich listów taki termin krótki. Będzie dość czasu. Tylko wiedzmy, że teraz już jedną gawędą skończyć nie można. Teraz twój pobyt potrzebny i dla ciebie samej, bo w każdym razie i twoi się nacieszą, i ty choć mało o tyrn piszesz, ale na pewno napawasz się zadowoleniem, widząc co dzień mamę, Zosię, Zenię, Juluka, Leona, a może i przyjaciół.

Co do Jasia
[3], to i mię to martwi, tylko ja mam możność rozumowania. Wiem, że dziecko się może zmieniać i poddawać, ale wierzę, że u niego grunt przez ciebie dany zostanie trwałym. Musisz postarać się, by ktokolwiek z porządnych ludzi mógł do niego się zbliżyć i przeciwdziałać temu, co wnosi w jego duszę otoczenie jego domu. Tym sposobem ty wypełnisz swój obowiązek matki. Najmujemy nauczycieli, wychowawców, znaczy się, kochając nawet tak, jak to robią przeciętne rodziny, wierzymy, że inni wypełnią to lepiej, niż my sami. Cieszy nas zaś rezultat, że dziecko wyrosło na człowieka szlachetnego.

A osobiste stosunki ludzi dwóch pokoleń, jak rodzice i dzieci, zawsze łatwo się luźnią, pozostawiają ogrom dzielącej ich przestrzeni. Zbliżają się o tyle, o ile u jednych są powiązane życiem materialnym i uczuciowym, u drugich, daleko rzadziej, życiem duchowym, szerszą pracą społeczną. Nad tym moja droga ty pomyśl i urządź nieznacznie dla niego. Czasem to bardzo trudne, ale możliwe. Gdyby on chodził do takich ludzi, to mogłabyś mieć od nich stałe doniesienia o jego rozwoju, przyzwyczajeniach, dążnościach. Trzeba odnaleźć taką rodzinę, która by się opiekowała jego duszą, o ile się da. Tym się zajmij, moja mała. To może i niezwykła droga, ale prawidłowa. Przyjdzie zaś czas, gdy i on ciebie oceni lub pozbędzie się zawisłości.

Rozpatruję całą sytuację z punktu zapatrywania twojego, że od razu przerywa się pomoc materialna, którą miałaś. Nie mogę tylko wykombinować tego, że ty zupełnie zrywając z mężem, nie otrzymujesz ani grosza. Prawo mówi inaczej, nie mówiąc o poczuciu sprawiedliwości. Jaką drogą może ona być zadość uczyniona, to rzecz inna i dlatego radziłem ci zwrócić się do prawnika, ale porządnego, bo ja się lękam, że twój krewniak Groński [4] — to nicpoń i z takimi to niebezpiecznie, bo przesadzają.

Marynko muszę przerwać i zanieść na kolej list. Jakbym to ja chciał byś mi o sobie jak najwięcej opowiedziała. Zawsze czuję niedopowiadanie; z takim trudem wynurzasz się, okienka twej duszy osobistej tak szczelnie zamknięte. Poświęć mi więcej niż pół godzinki, które odrywasz na napisanie liściku do mnie i tylko w moich sprawach. Co prawda, one są i twoimi, ja ci za to tak jestem wdzięczny. Ale ty sama nie możesz ukryć, że tym się nie kończy twoje zainteresowanie życiem i związek z nim inne ma jeszcze nici ode mnie tak starannie ukrywane.

Marysiu, gołąbko, bądź ze mną jak z twym szczerym przyjacielem. A na pożegnanie, tak cię ściskam, byś choć jeden siniaczek miała na swym delikatnym ramieniu.

Pisz droga, uściśnij twoich.

Twój Broniś.
Zajdź do Juwaczowa, on może wskazać wydawców. Powiedz, że moje położ[enie] złe.


10    Data: „5/XI-6/Xl". W lewym górnym rogu podany nr listu: „VIII".

[1] L. J. Szternberg zachęcał B. Pilsudskiego do osiedlenia się i podjęcia pracy w Finlandii, jednak Bronisław odrzucił te propozycje, jako mało konkretne „ogólniki".
[2] W korespondencji Piłsudskiego spotykamy liczne wzmianki o planowanej pracy poświęconej tubylcom Sachalinu, zapowiadane wspomnienia nie zostały - niestety - napisane. Interesujące uwagi dotyczące tej sprawy, z podanym tekstem konspektu pracy zob. A. Kuczyński, O nienapisanej książce Bronisława Piłsudskiego, „Lud" 1994, 1. 77, s. 191-198.
[3] Z młodym Żarnowskim jego ojciec miał poważne kłopoty. List w tej sprawie J. N. Żarnowskiego do M. Żarnowskiej (Petersburg, 8 VIII 1906) zob. Aneks, s. 409-410.
[4]  Adwokata nazwiskiem Groński nie udało się bliżej określić.


11
[Zakopane], 6 XI-7 XI [1907]
Mała, śliczna Marynio,

dziś przed snem, podczas którego mam nadzieję, że cię zobaczę, napiszę ci trochę o tym, co widzę i słyszę bez mojej pani.


U Turzymy dotychczas niedużo osób. Jakiś pół wariata siedzi w swym pokoju i nigdy się nie pokazuje. Za obiadowym stolikiem zasiadają Lack [1], Marysia [2], ja i sama gospodyni [3]. Dziś przyjechała mała córka, przypominająca trzęsący się liścik osiny lub innego drzewa. Lack jest to niby krytyk artystyczny, znawca jakich nie bywało i artykuły jego niby będą odszukiwane z czasem (wszystko to podaję w ocenie zachwyconej i aż nadto to ujawniającej p. Turzymy), ale tymczasem nieoceniony i jak wszyscy prorocy nie mając[y] posłuchu u swoich. Smaruje niby po 24 dużych stronic nowego zapewne utworu, a za obiadami i kolacjami jest milczący, czasami tylko siląc się na jakieś koncepta. Marysia jest zawsze sobą i ciągle rozprawia, nie tracąc humoru i łatwości obracania języka. O Ziuku to ma się rozumieć powstrzymam się, żeby nie być stronniczym.

Zakład przyprowadza się do porządku, co my pierwsi uczuwamy to dość dobitnie, bo jesteśmy wszyscy wysmarowani farbami.

Przyjeżdżał to literat Bukowiński
[4], mający wydawać nowe pismo w Warszawie pod tytułem „Sfinks". Był ucieszony propozycją drukowania artykułów mego przyjaciela Hasiegawy [5] i będzie go nawet reklamował — naprzód jako współpracownika swego. Zobaczymy, co wyjdzie z tego. W tygodniku tym mają uczestniczyć Daniłow[ski] [6], Żeromski [7], Kasprowicz [8], Witkiew[icz] [9], Sierosz[ewski] [10], Markowska [11] i inni. Poznałem niedawno Orkana [12], ale nie mogę ci określić go bliżej. Z Paryża przyjechał mój znajomy, brat Fiuta, przyrodnik [13]. Ma mieć w sobotę odczyt w sali czytelni.

Doktorowa [Gawlikowa] była solenizantką niedawno. Maryniutka wyprosiła u mnie, bym napisał jej wiersze. Oto musiałem wysilić się, ale wyobraź sobie nie wiedziałem, że mogę być wierszokletą, gdy tego potrzeba. Napeckałem jakieś 2 czterowiersza i dałem do wyboru. Była zachwycona i Maryniutka, a potem i sama Gawlikowa, gdy otrzymała. Chociaż Maryniutka udaje, że sama wykombinowała, jednak zapewno się domyślają i wątpię, by zaimponowała Mar[yniutka] swojej rywalce. Wszak ciągle się sprzeczają i rywalizują rozumem, wdziękami itp. Zostałem za to na imieniny doktorowej [zaproszony i] tak uraczony tortami, owocami, że aż mdło mi się potem zrobiło.

A ja się ostrzygłem trochę, Marynio, i nie wytrzymałem, chcąc z powodu twego odjazdu zapuścić żałobną fryzurę. Dokuczały mi włosy na szyi.

Zimno, ale śniegu nie ma. Jednak pokój opala się należycie.

Spotkałem raz Łopaconkę. Dobrze wygląda. Muszę ją odwiedzić.

„Kariera Janka" w felietonach „Naprzodu" jest pisana bardzo nieudolnie. Opisane są stosunki studenckie Petersburga z lat 1895-1897. Pseudonim autora jeszcze nie odkryty.

Z Marysią byłem u Turskich
[14]; poznałem wreszcie sławne Pelcię i Melcię. Mną operował sam pan. A Marysię wszak przegadały te dwie babulki przy pomocy jeszcze swej matki. Trzepiotały wszystkie razem, że aż w uszach ból uczułem. A Marysia wychodząc skarżyła się, że ma ból głowy, bo nie dały jej mówić. On zajmujący, bo zna stosunki czasów ubiegłych, z emigracji starej. Nie znalazłem, by plątał fakty tak, jak mi powiadano.

Nie pisałem ci, że Bekowa
[15] umarła. W wilię dni zadusznych przygotowała na mogile męża lampeczki, upiększyła grób, ukończyła właśnie śliczny krzyż z nadpisem rzewnym i tak pasującym do jej męża: „Jednemu z tych, co czynem marzyć chcieli" — i upadła zemdlona. Uderzyła ją apopleksja. Tego samego dnia już jej nie było. Zostały dwie córki. Ona była rodzoną siostrą Prószyńskiego [16] (Promyk), który silnie chory leży teraz w Zakopanem.

Gdy mieszkałem u gazdów — ten biedak Jasiek [17], co to biedny przecierpiał z naszego powodu, najwięcej mi usługiwał. Zawsze czynny, chętny, mile spotykający. Tak mi szkoda, że nie mam czasu i możności bliżej się zetknąć z ludem, z dzieciakami. Jest sens i chęć do tego, gdy się żyje stałej w jednym miejscu i można okazać wpływ więcej systematyczny.

Poukładałem twe halki i resztki ubioru myśląc, kiedyż to ty sama rozwiniesz? Marynio, czy dłużej chcesz zabawić? Czy będziesz [się] spieszyła? Co postanowisz robić nadal? Mam nadzieję, że na wszystkie uprzednie listy ty mi odpowiesz już zupełnie poważnie i szczegółowo.

Miałem znowu miły list od mego przyjaciela Japończyka — literata. Pisze mi z zachwytem o swym synku
[18], który się urodził przy mnie w miesiącu „Konia" i otrzymał ode mnie podarunek, jak się należy według obyczajów japońskich. Szczerze mi życzy, bym i ja miał takiego małego człowieczka, i dodaje japońskim przysłowiem: „kochający ojciec zawsze głupi".

Mała moja, całuję cię mocno. Jak się czujesz, Marynio pisz mi więcej o sobie. Stojąc na kolanach przed tobą, proszę cię zrób to, nie zapomnij.

7/Xl. Dziś były dwie gazety tylko, widocznie  pisane ręką Jasia [Żarnowskiego]. O ile mi to było przyjemnym, bo wywnioskowałem, że znaczy się on dla ciebie jest zupełnie dobry, jeżeli nie ma i do mnie pretensji. Lecz za to nawet charakteru twego [pisma] nie widziałem i smutno mi było. Ziniak mocno mię zasmucił
[19]. Po pierwsze wyjaśnił, że wracać teraz nim Manifest jaki nie skasuje mi przypisywanych nowych win — niemożliwe. Ale po wtóre pisze mi, że nie może do ciebie chodzić z powodu mamy i ma to być postanowienie ostateczne. Widocznie zrobiła mu impertynencję i biedny zapewno za mnie musiał odpokutować. Martwi mnie to bardzo, bo widoczna, że ty łagodzisz tylko stosunek mamy do mnie, nazywając go słabą urazą. Napisz mi otwarcie.

Niepokoję się o swoje artykuły, lękam się, że zabrakują i będziesz miała kłopot. Ale wszak mogą przerabiać i zmieniać. Głównie sądzę — szwankuje nie[w]prawność literacka. Gdyby dodatnio się rozstrzygnęła kwestia z artykułami i otrzymałbym pewną dość znaczną sumę, to wówczas wolałbym osiąść w cichszym miejscu i znowu zająć się smarowaniem. Tematów jest jeszcze moc i faktów niemało, ale trzeba spokoju, pewności siebie i silniejszych  bodźców.  Dziś np.,  układając rzeczy,  rozmawialiśmy z gospodynią.  Oddałaby  wszystkie  3  pokoje  za  100  guldenów na  całą  zimę (tj. za 7 mies[ięcy]). To bardzo niedrogo. Ziukowa dałaby brakujące naczynie i jakoś  by się żyło,  oszczędnie. Jeszcze taniej można by  urządzić się u Bajów
[20]. Żona do niego przyjechała. Mają domek o 3 pokoje. Jeden mogliby oddać. Myślę tylko, czy ty miałabyś zajęcie i zadowolenie jakie byś chciała i którego ja dla ciebie bardzo pragnę. W Zakopanem jest też towarzystwo. Można od czasu do czasu jeździć do Krakowa. A przyroda i teraz śliczna. Powietrze cudowne. I zapewno, że zdrowiej, niż gdziekolwiek bądź, jeżeli nawet chorzy tutaj się poprawiają. Jest to wiec też jeden z projektów. Musisz jednak w każdym z przedstawionych przeze mnie i sama dołączyć swoje zapatrywania i swoje plany i wywnioskować, co stanowczo może być odrzuconym, a co możliwe itp.

Marysiu droga, nie daj się zajeść tym obrzydliwym materialnym wężom naszego życia, które nas obiegły. Przetrwamy je i wszystko pójdzie potem gładziej. Któż może przewidzieć dzień jutrzejszy? W każdym danym wypadku bądźmy sobą i nie zapomnijmy, że życie ma jeszcze tyle stron pociągających, że my jeszcze nie ta milionowa szara masa nieszczęsna - nie mająca ani małej nadziei na jasną, pogodną, lekką przyszłość przynajmniej w kilku pokoleniach.

Uściskam cię mocno, czekam listów, bo zaczniesz teraz mi odpowiadać, wszak prawda, dziecko me dobre, jedyne. Nie gryź się, szanuj zdrowie — energia własna, pomoc ludzka wyprowadzi nas na dobrą spokojniejszą drogę.

Twój kochający i czekający Cię
Broniś.

Twoich ściskam. Mamie całuję rączki.

Posyłam jutro jeden artykuł, który jeszcze nie przepisany, ale dla poznajomienia się. To odpowiedzi dla „Woprosow Sibiri". Tam mój kolega uniwersyt[ecki] redaguje — Gołowaczow [21]. Czy nie odnajdziesz ty Bierezina N[ikołąja] wydawcę popularnych książek, to też mój kolega szkolny i uniwers[ytecki]. On by możliwie pomógł w zamówieniu na popularne książki, tyczące się Wschodu. Co z fotografiami robisz. Je koniecznie trzeba by przykleić gdzie. Mam jeszcze sporo ich. Całuję jeszcze raz. Czekam listów!

Ziukowa Cię całuje. Sirkowie kłani[ają].

11    Data: „6/XI 7/XI". W lewym górnym rogu podany nr listu: „IX".

[1] Stanisław Lack (1876-1909)-krytyk literacki, współpracownik krakowskiego „Życia", przyjaciel Stanisława Wyspiańskiego, zmarł na gruźlicę; w autografie: Lak.
[2]  Zob. przyp. 2 do listu 3.
[3] Maria z Prus-Głowackich Wiśniewska, pseud. Maria Turzyma, wspomniana niżej jej córka mieszkała w Krakowie; bliższe dane dotyczące Turzymy zob. przyp. 6 do listu 2.
[4] Władysław   Bukowiński   (1871-1927) - poeta, krytyk literacki i teatralny, publicysta; w założonym i redagowanym przez siebie warszawskim miesięczniku iiteracko-artystycznym Sfinks" (1908-1913) zamieścił artykuł B. Piłsudskiego Na niedźwiedzim święcie u Ajnów z wyspy Sachalin (t. 7-8: 1909).
[5] Futabatei Shimei, właśc. Hasegawa Tatsunosuke (1864-1909) - wybitny pisarz japoński, tłumacz literatury rosyjskiej; zaprzyjaźniony z nim Piłsudski nazywał go najczęściej Hasiegawa.
[6] Gustaw Daniłowski (1872-1927) - powieściopisarz, poeta, publicysta, działacz PPS blisko związany z Józefem Piłsudskim.
[7] Stefan Żeromski, pseud. Maurycy Zych (1864-1925) - prozaik, dramaturg, publicysta; darzył uznaniem B. Piisudskiego, z którym spotykał się w Zakopanem i w Paryżu (1909). Latem 1910 obaj zwiedzali wystawę angielsko-japońską, gdzie byli też Ajnowie. Zdaniem pisarza „Pan Bronisław był ojcem, dobrodziejem i sędzią Ajnosów" obecnych na wystawie.
[8] Jan Kasprowicz (1860-1926) - poeta, krytyk, tłumacz.
[9] Stanisław Witkiewicz (1851-1915) - prozaik, krytyk artystyczny, malarz; korespondujący z pisarzem Józef i Bronisław Piłsudscy tytułowali listy: „Kochany Wujaszku".
[10]  Zob. przyp. 4 do listu 5.
[11]  Maria Markowska (1878-1939) - poetka okresu Młodej Polski, żona gen. WP Henryka Minkiewicza.
[12]  Władysław Orkan,  właśc. Franciszek Smreczyński  (1875-1930) - poeta, powieściopisarz, dramaturg, publicysta.
[13]  Romuald Kazimierz Minkiewicz (l878-1944} — biolog, literat, publicysta, popula
ryzator wiedzy przyrodniczej (kursy oświatowe w Zakopanem i Krakowie 1905-1908), zamordowany 24 sierpnia przez Niemców w Warszawie. Brat Romualda Henryk Minkiewicz, pseud. Fiut (1880-1940) — dowódca 3 pp Legionów Polskich, gen. dyw. WP zamordowany w 1940 r. przez Rosjan w Katyniu.
[14] Kasper Michał  Turski   (1874-1925) — emigrant, konspirator, walczył w legionie polskim z Prusakami pod dowództwem Garibaldiego w wojnie francusko-pruskiej, z końcem XIX w. zerwał z ruchem rosyjskim i wstąpił do PPS.
[15] Zenona z Prószyńskich Bekowa (ok. 1859-31 X 1907) - żona Dionizego Beka (1865-25 IV 1907), publicysty, działacza społecznego, redaktora „Przeglądu Zakopiańskiego", oboje pochowani na Peksowym Brzysku w Zakopanem.
[16] Konrad Prószyński, pseud. Kazimierz Promyk (1851-1908) — działacz oświatowy, publicysta, księgarz, redaktor „Gazety Świątecznej" (1881-1908); w ostatnich latach życia leczył się m.in. w Zakopanem, zm. 8 VII 1908 w Warszawie.
[17] Zapewne Jan   Gąsienica,   syn Daniela Gąsienicy, u którego mieszkali Bronisław i Józef Piłsudscy.
[18] Z drugiego małżeństwa, które Futabatei Shimei zawarł w 1904 r., miał dwóch synów.
[19] Kazimierz Piłsudski (Ziniak) informował, że całkowicie  zerwał kontakty  z  matką M. Żarnowskiej, Heleną Baniewiczową; nadmieniał ponadto, iż w Petersburgu znana jest antyrosyjska działalność Bronisława w Japonii.  „O portrecie Twoim w gazecie, która wychodziła w Japonii, tutaj wiedzą i [o] rozmowach z żołnierzami też, o sprawie z Matwiejewem też".
[20] Bolesław Antoni Jędrzejowski, pseud. Baj  (1867-1914) - działacz polityczny, współredaktor „Przedświtu", założył wydawnictwo Spółka Nakładowa „Książka", które w 1905 r. przeniósł ze Lwowa do Krakowa. B.  Piłsudski w tym wydawnictwie zamierzał ogłosić swe sachalińskie wspomnienia, które jednak nigdy się nie ukazały.
[21] Nie udało się ustalić bliższych danych dotyczących redaktora Gołowaczowa, jak i wspomnianego niżej wydawcy Nikołaja Bierezina.

12
[Zakopane], 8 XI -10 XI [1907]
Dobrej nocy, Marysieńko!

ale przedtem daj smacznego buziaka. Dziwnie, ty żadnych o mnie snów nie masz, a ja miewam o tobie. Wczoraj był nawet przykry, bo ty nie chciałaś jechać do mnie. Co prawda, że figury twojej nie widziałem, przynajmniej nie mogłem sobie jej uprzytomnić, gdym się obudził. A zawczoraj to miałem sen erotyczny, ale dobrze nie mogę powiedzieć, czy ty w nim figurowałaś.

Zmartwiłem ciebie swymi listami i tym niepokojem, którego opanować nie umiem. Potem tylko rozumuje, że byłem niecierpliwy, że dałem się unieść i przesadziłem. Ale łatwość w traceniu równowagi — jest to właśnie objaw neurastenii. Praca i to systematyczna jest dla tej obrzydliwej choroby bardzo korzystną i jednym z ważniejszych lekarstw. Już bardzo późno, po pierwszej i czuje się zmęczonym, więc nie piszę ci o Finl[andii], o czym dłużej dziś myślałem.

Wyobraź sobie Turska (Pelcia czy Melcia nie wiem) śpiewała w Londynie, musiała zaprzestać, bo coś w gar[d]le się zrobiło, ale ma wystąpić tutaj z koncertem zimową porą na rzecz biedujących emigrantów. Pomówię z nią o jej śpiewie i tej kwestii. Ty już za nic nie będziesz mogła wywinąć się i zmuszą cię do ofiary dla wygnańców małej cząsteczki twego talentu. Gdy pojedziesz, to zabierz koniecznie tę suknię, w której występujesz, tj. wyst[ępow]ałaś w Pitrze.

Czytuje i ja po kilka razy twe listy. Zawsze żałuję, że tak rozmaszyście piszesz, bo inaczej musiałabyś nawet na jednej ćwiartce napisać więcej, niż na trzech teraz.

O sobie i swoich mało piszesz. Czy się leczysz? jak cię prosiłem. Czy pijesz karlsbadzką wodę? Czy jadasz mięso? Czy dostatecznie się wysypiasz? Cóż ty dałaś Julukowi
[1] i Leonowi, bo wszak zdaje się odłożyliśmy i nic nie kupiliśmy im. Czy starałaś się o książki, spis których dałem. Drogich nie trzeba kupować. Ale niektóre bardzo bym chciał mieć: Krasnowa [2], Panowa [3] i Komandirowka [4] na Sachalin z „Wojennych Sborników" za 1906 czy 1907 r. U Juwaczowa mogą być zapewne, albo u „bukinistów" (antykwariuszy). A cóż Jaś, przychodzi? Czy otrzymał „Trybunę" [5]? Jak chodzisz po mieście, czy nie marzniesz? Maryniutka powiedziała mi komplement, że dziś bardzo pięknie wyglądam. A ty mała dziecinko, czy przyszediaś [!] do dawnego stanu? i wypiękniałaś?

Jeżeli tak, to cię całuję w policzki (czy pucowate [pucułowate] jak u starej Maryni) i ze spuszczoną giową idę samotnie do łóżka.

9/XI dzień. Nie miałem dziś nic, co by było w twoich rękach, na co by patrzały twoje oczki. Ani listu, ani gazety! Odczytałem tylko twoje listy uprzednie. Maryniu, czy prawdę tylko mi piszesz, czy rzeczywiście masz pieniądze? Nie ukrywaj dziecko nic przede mną. Masz czasem chętkę zataić ode mnie nieprzyjemne rzeczy, ciebie się tyczące, a zarazem i mnie. Nie rób tego, moja mała. Ja zawsze wolę być przygotowanym do najgorszego i jednak nie poddać się, wybrnąć. Chociaż bezwarunkowo tak się chciałoby nieraz sielankowych prawie warunków życia. Ale cóż, kiedy w około takie szalone piekło, taki bezmiar goryczy, bólu, podłości, i świętej ofiarności, że o tym wszystkim zapomnieć niepodobna.

Listu dziś ci nie poślę. Jesteś spokojniejszą. Sądzę i w domu się trochę uspokoili, są weselsi i nie tak może potrzebujesz mojego słowa przyjacielskiego.

9 XI noc. Znowu idę spać, i tylko pomarzę, że przytulasz mnie do swego łona, i prosto a serdecznie mówisz „Broniś, mnie z tobą tak lekko, dobrze!". A jak mnie było wówczas błogo; anielskie rozczulenie, cicha spokojna radość rozchodziły się po całym mym ciele i duszy, i zdawało mi się, że to najszczęśliwsze chwile w mym życiu. Głębiej, lepiej odczuwałem całą moc szczęścia, niż gdy myśl o tym, że i mnie z tobą dobrze, narodziła się wprzódy u mnie. Czemu to tak — nie mogę objaśnić sobie. Pamiętasz, gdyś ty zmęczona położyłaś się na kanapce, a ja też położyłem obok głowę i myślałem nie ruszając się, udając, że i ja zasypiam. Podniosłem się i siadłem pisać, gdy już ty dobrze spałaś. A ty tak pięknie tym się cieszyłaś! A las koło ul. Sienkiewicza i nasze nocne spacery? Karslbadzkie kwiatki co ci co dzień nosiłem z lasku! A pierwszy dzień i noc w Krakowie?! Twoje wejście do mnie na Topolowej. Jaką mi się wydałaś wówczas drobną, głosik zupełnie dziecinny; chyba drżałaś. Marynko droga, moja siostrzyczko najmilsza, tyle cudownych, boskich dni tobie zawdzięczam. Jak pierwszy, delikatny, czyściutki śnieg pokrywa równym kobiercem sczerniałą, pomarzła glebę, tak twoja osóbka, twe pieszczoty, twa opieka i miłość zaćmiły mi uprzednie ciężkie lata i wrócić do nich byłoby boleśnie...

Nie posyłam ci dalszego ciągu listu.

Nie zdążyłem ci odesłać listu, pociąg odszedł. Byłem u Turskich. Żona jego ma głos kontralto. Opery ma Trubadura, Salome i inne, ale Fausta nie było. Będę szukał u kogo innego. Jeszcze tej zimy może wystąpi na scenie, jeżeli ją przyjmą. Napisała do dyrekcji propozycję i zaraz poprosili jej, by przyjechała i oni mogli poznać jej głos. Ona sądzi, że nie trudno postąpić na scenę, bo potrzebują śpiewaczek i chętnie biorą swoich. Za granicą przyjmują do konserwatorium] tylko do 23 lat. Ona jednak uczyła się prywatnie w Paryżu, tam to drogo kosztuje. W Polsce nie ma tych terminów wiekowych. Oczekuję dpowiedzi od Krauzowej
[6], której napisałem, nie nazywając ciebie, ale mówiąc, że to się tyczy bardzo bliskiej dla mnie osoby.

Słuchaj Maryniu, może niesłusznie, ale ja przeczuwam, że serce twe dla mnie obojętnieje, że i mnie prędko z tą samą lekkością zaliczysz do tych twoich znajomych nowych, którzy nie są dla ciebie dość czuli, którzy ciebie krepują i są tobie niepotrzebni w twym życiu. Gdybym to mógł przenieść się i rozmówić się z tobą tak szczerze, byś mi się wypowiedziała otwarcie i jasno to, co teraz tylko czuć się daje z twych króciutkich listów, zdawkowych słów, które mi dotychczas jednak posyłasz.

Np. o Finlandii teraz mi piszesz obszerniej, i widzę, że ja tylko mam tam zamieszkać, a ty byś się uczyła w Pitrze, lub otrzymała miejsce gdzieś w Rosji. Więc już teraz cię ciągnie do rozstania!... Znajomi nowi niby dla ciebie nieczuli, co nie jest prawdą. Jest to dowód twej niechęci własnej chyba. Pomyśl, że ty sama skryć chcesz od nich najgłębsze, najdroższe swe tajniki duchowe, swój talent, swoje plany i potem rzucasz na ludzi kamieniami, że mało się tobą interesują, że ciebie nie ocenili z tej chyba strony. Po cóż to robienie przed nimi tajemnicy, czemu nie być szczerą z nimi, może niejedną radę, a może i pomoc byś spotkała. Np. Marysia sama w tych dniach mi mówiła, czemu byś ty nie uczyła się śpiewu, jeżeli by się wyjaśniło, że już za późno iść drogą artystyczną, to zostałby w ręku fach nauczycielski śpiewu, dość popłatny. Musiałem przemilczeć dla twoich, nie wiem jak to nazwać, dziwacznych chęci.

Tam szukasz ludzi, którzy by ci pomogli, swobodnie mówisz o tym, a tutaj unikasz tej kwestii, dowodzisz, że jesteś niemą, że dawno te mrzonki wyrzuciłaś precz. Może ja jestem winny, że nie przymusiłem cię wyjaśnić twe chęci, projekta wcześniej, że nie umiałem cię prosić, byś śpiewała, że nawet podstępy, o których marzyłem, mi się nie udały, że sądziłem, iż ty więcej jesteś drażliwą na nacisk z zewnątrz, niż się okazuje.

Marynio droga, ty pogardzałaś nami jako profanami w śpiewie, ale nie sądź, byśmy byli nieczuli na piękno, by i tu nie było ludzi, dla których dźwięki piękne nie dawały rozkoszy, zapomnień o warunkach ciężkiego życia. Ja siebie nazywałem, że w gruncie ja jestem stworzony „dlia wdochnowienja, dlia zwukow sładkich i molitw" [7]. Inne jednak, nie tylko te jedne wyrosły w duszy potrzeby; poczucie solidarności z najbliższymi, przyjaciółmi, klasą społeczną wydziedziczoną, z narodem całym uciskanym i jarzmionym — woła tak silnie, stale, rozpaczliwie! Ale moja droga ja szanuję talenta w ogóle, a talent drogiej dla mnie osoby, jest już przeze mnie kochanym, chociażbym jak dotychczas nie korzystał sam z niego, a nawet odczuwał, że on był przyczyna twego w tym kierunku pogardliwego stosunku do mnie, powodem niejednego bólu mi sprawionego. Ale to przeszło. Marynio, ty chyba się przekonałaś, że ja tobie szczerze od pierwszych dni naszego współżycia mówiłem, że krepować twej indywidualności nie chcę, że chciałbym, byś swe zdolności rozwijała nie tylko dla swej przyjemności, ale dla rozkoszy, radości mogących cię podziwiać. Z tego powodu ja się smucę bardzo, że odczuć możesz żal o straconych 5 miesiącach czasu.

Decydujesz się na Lwów, ale znowu z rezygnacją, że musisz porzucić świetne plany, że znowu ja będę przyczyną twego smutku, twych nieziszczonych nadziei stać się artystką.

Ten sam Lwów i Kraków nawet wydawali się ci przed odjazdem możliwymi i nie widzę, czem się zmienili. Petersburg dla głosu jest najgorszym miastem. Dobrych profesorów zupełnie nie ma. Od razu na scenę ani tu, ani tam cię nie przyjmą. Jeżeli tylko tam będziesz szukała ludzi interesujących się takimi zdolnościami, to tylko tam ich odnajdziesz. Chcąc od wszystkich tutaj się ukryć — będziesz miała tutaj pustynię. Twoi starzy znajomi dobrzy dla ciebie, nie dlatego, że ich w jakimś szczęśliwym dniu spotkałaś, ale dla twoich i własnych ich właściwości, dzięki dłuższemu czasu obcowania. Czemu taki lęk masz do nowych ludzi, którzy niby Cię zawsze pociągają?

Marynio droga, ja kocham cię silnie, twoje istnienie bliskie stało się dla mnie potrzebnym, drogim, napełniającym nowymi siłami, twoje pieszczoty goją mi zranioną, wymęczoną uprzednim życiem duszę i dają mi więcej męstwa, więcej aktywności, o ile jeszcze jestem zdolny. Ja marzę i czekam z upragnieniem chwili, gdy się spotkamy i serdeczny nasz związek się utrwali, ale najdroższa dziecinko ja na wszystko się zgodzę, byle nie być obwinianym, iż cię gnębię, co może ci wmawiają, albo ty wierzysz, i dałaś mi wyraz w swym liście piątym, że wracasz do Lwowa ze smutkiem, że świetne twe plany są pogrzebane. Marysiu, zastanów się, szczerze mi odpisz. Ja chciałbym ci wszystko zrobić, co będzie w mej mocy, ułatwić, odszukać, prosić itp., opiekować się tobą, kochać, jeżeli to tobie potrzebne. Ale jeżeli uważasz, że to niedostateczne, jeżeli tylko tam może się rozwijać twój talent, jeżeli trudności większe tutaj dla ciebie się wydają nie do zwyciężenia..., rób Marynio, co ci podpowiada uczucie, nie żałuj mnie. Miłość moja nie ta, do której może się przyzwyczaiłaś. Istnienie nasze takie niepewne; możliwe, że dnie moje się skończą prędko. Nie chciałbym, by kto krakał potem, że ja tobie przyszłość zepsułem, byś ty do mnie potem żal odczuwała, że przeszkodziłem ci wejść na drogę, tobie mogącą dać najwięcej radości i zadowolenia.

Odpisz mi droga moja, dobra Marysieńko jak najprędzej, tylko szczerze, chociażby to miał być dla mnie wyrok gorzki i smutny. Całuję cię długo i ze smutkiem, ale z rezygnacją czekam twej odpowiedzi.

Twój Broniś.
Nic nie zmieniam, do otrzymania odpow[iedzi] zostaję tymczasem w Zakopanem.
Jak twoje zdrowie? Posyłam artykuł o stosunkach uczących się dwóch płci w Jap[onii]. Postaraj się, jeżeli masz czas umieścić go w jakiej redakcji.

 
10/XI. Marynko luba, znowu nic nie otrzymałem od Ciebie, ani gazety. Cóż znowu się dzieje. Uspokajam siebie, ale tak bym cię prosił, byś jeżeli nie piszesz, to choć gazetę poślij i ja będę pewny o ciebie. Cały ranek przepracowałem. Chcę co dzień nie wychodzić nigdzie do obiadu i pracować. Tak robiłem już kiedyś i to najlepiej się posuwa praca, bo od rana giowa jeszcze nie wsiąknęła innych wrażeń. I gdyby nawet wieczorem nie udało się nic zrobić, to za 3-4 godz[iny] coś się napecka. Mam nowe projekta, napiszę ci obszernie pogląd na nich. Sądzę, że gdybyś ty mogła otrzymać środki na kształcenie się i gdyby cię określił jaki znawca, że jeszcze masz głos świetny, czy dobry i że nie późno się uczyć, to ja sądzę, że najlepiej by pojechać do lepszych konserwatoriów. Turska mówi, że wszędzie uczą darmo, a gdy kto ma świetny głos, to można się dostać i do Reszkiego [8] darmo. Przynajmniej z największą korzyścią przejdzie czas, a gdybyś nie mogła nawet śpiewać potem, to będziesz miała markę dobrą jako nauczycielka, uczenica lepszych profesorów. Ja bym zaś pisał, a to wszędzie jest możliwym. Turski daje nadzieję, że francuski znajomy jego wydawca mógłby dać naprzód za wspomnienia, które bym ja mógł napisać. Do tego mię wielu nakłania i ja bym zgodził się, gdybym miał choć na zimę zapewniony byt i stałe na cały czas zamieszkanie. W niepewności o jutro nie idzie taka praca, która potrzebuje oderwania się jak największego od stosunków i myśli o przyszłości. Całuję Ciebie mocno moja najdroższa dziecinko.

Twój Broniś.
Uściśnij swoich. Czy otrzymały Zosia i Zenią moje kartki kiedyś posłane do Wilna.



12 Data: „8/XI-10/XI. Niedziela. (28 pażdz. st. sl.)". ,W lewym górnym rogu podany numer listu: „Xl". List nr „X" nie zachował się w zespole publikowanej korespondencji.
 
[1]  Julian i Leon Baniewiczowie — bracia Zofii Baniewiczówny i Marii Żarnowskiej, kuzyni Zenony Piotrowskiej, zob. przyp. 2 do listu 2.
[2] Andriej Nikolajewicz Krasnow (1862-1915) —botanik i geograf, prof. Uniwersytetu w Charkowie; uczestnik wielu ekspedycji, w tym również i na Sachalin (1892), o którym napisał kilka prac i artykułów.
[3]  Wiktor Ananiewicz Panow (1860-1920)—marynarz, dziennikarz, publicysta, redaktor gazety „Dalnij Wostok", radny rady miejskiej Wladywostoku (1898-1902).
[4]  Z polecenia Muzeum Antropologii i Etnografii Rosyjskiej Akademii Nauk i Rosyjskiego Komitetu do Badań Azji Środkowej i Wschodniej Piłsudski odbył wyprawę naukową na Sachalin. Wyniki badań przedstawił w obszernym sprawozdaniu: Otczot B. O. Pilsudskogo po komandirowkie k Ajnam i Orokam o. Sachalina w 1903-1905 godach, opublikowanym w: „Izwiestija Russkogo Komilieta dla Izuczenia Srednej i Wostocznoj Azji", 1907.
[5]  „Trybuna" —dwutygodnik, pismo socjalistyczne, wychodziło w Krakowie w 1. 1906-1907, redakcja mieściła się przy ul. Retoryka.
[6] Zob. przyp. 11 do lislu 5.
[7] Ros. -  „dla natchnienia, dla dźwięków słodkich i modlilw".
[8] W tym czasie działali Jan Mieczysław Reszke (1850-1925) i jego brat Edward Reszke (1853-1917), znakomici śpiewacy, którzy odnosili duże sukcesy na scenach operowych Europy i Ameryki.

13
[Zakopane], 10 XI-12 Xl [1907]
Droga, dobra Marynio,

jestem pewny, że jutro będę czytał to, co mi kilka dni temu o takiej może porze pisałaś. Napracowałem się, czuję się nawet zmęczonym, ale jeszcze na noc z tobą moja mała muszę porozmawiać.

Zajmuje mię bardzo, co odpisałaś ty byłemu mężowi. Nie dla jakiego nacisku na ciebie, ale pozwól mi szczerze wypowiedzieć swe zdanie. Ja sądzę, że rzeczywiście ty nie masz racji nosić jego nazwiska, raz już istnieją te dodatki do naszych imion. Jeżeli nie zechcesz uprawnić naszego stosunku, to w każdym razie formalnie z tamtym musisz wziąć rozbrat. Trzeba liczyć się i z cudzymi poglądami i odczuwaniem, o ile nasze postępki je wywołują, i o ile skutki ostatnich mogą być usunięte bez naszej szkody moralnej.


Możliwą jest rzeczą, że twój b[yły] mąż jest szczerze przejęty kwestią ulegalizowania twego położenia, ciesząc się, że przestaniesz figurować jako jego żona, co nie zawsze mogło mu sprawić przyjemność; jeżeli nie miał nadziei, że się poprawisz, przeprosisz lub i bez tego, będziesz wspaniałomyślnie przyjętą na panią jego domu. Dobrą rzeczą otrzymanie rozwodu będzie i dla samej Ciebie. Zniknie fałszywość położenia, zależność stała od kogoś, z którym się zerwało łączność duchową i serdeczną. Dla mnie przyjemniej to, bo będę odczuwał, że ty szczerze mię kochasz i nasz związek uważasz nie chwilowym, rozciągasz go w myśli na czas dłuższy. Nie będziesz się lękała z tej strony (pomijając możliwe przeszkody z powodu zdrowia i strach o nie) mieć jeszcze synka lub córeczkę, gdyby los nas nimi obdarzył. Gdybyś się zgodziła, Marysieńko, to ja zawsze jestem gotów wypełnić formalności i postawić cię poza możliwymi nieprzyjemnościami ze strony głupiego, lecz czasem bardzo dokuczliwego otoczenia. Nie myśl, że tym ci chcę powiedzieć zwykłe męskie słowa: zaszczycę cię swym nazwiskiem itd. Co do mnie, to nawet i szczycić się nie mam czym, bo „sachaliński obywatel", to niewiele doda pychy i zadowolenia jej. Niczym też więcej niż teraz nie mogłabyś być skrępowaną. Zawsze wszak będziesz miała zupełną możność porzucić swego Bronisia, jeżeli przestaniesz go kochać lub pokochasz kogo innego.

11/XI. Droga Marynio, już dwie godziny jak otrzymałem twój list piąty, i dotychczas jeszcze nie mogę się uspokoić. Skupić uwagę i odpowiedzieć ci jak najobszerniej i jaśniej, i jak najmniej wyrazić tej goryczy, która przeniknęła do najdalszych kątków mej duszy. Wybacz, jeżeli ci się wyda jakie zdanie zbyt gorzkim, może nawet mnie nazwiesz niesprawiedliwym, ale chcę być z tobą zupełnie szczerym i proszę Ciebie moja droga byś i ty zupełnie szczerze mi odpowiedziała. Chociaż piszesz, że zdecydowany jest Lwów, jednak ja cię proszę jeszcze raz się zastanowić nad tym głębiej i gdy i wówczas mi tak samo odpowiesz, będę liczył, że postanowienie jest stalsze i ostateczne, i rozpocznę w tym kierunku przygotowania.

Zbyt Ciebie kocham moja najmilsza dziecinko, by mieć do ciebie urazę i czuć się obrażonym dotkliwie, ale gdy sobie uprzytomnię twój stosunek do śpiewania twego przy mnie, taki ból ściska, że trudno mi tobie należycie wyrazić. Ty mnie kopnęłaś nogą, nie raz, a to stale tym zapatrywaniem się, czy tylko bezwiednym wyrażaniem swoich marzeń i chęci, swych nadziei i planów. Ja nie mówię już o tym, iż nigdy nie chciałaś przy mnie śpiewać, choć niewiele, dowodząc (można było przypuszczać), że nie jestem godny słuchać twych dźwięków, że jestem zbyt gruby i płytki, by ocenić tę przyjemność, ocenić należycie i ciebie. Ale o swych najgorętszych życzeniach mówiłaś tak niechętnie, unikałaś, ciągle powtarzałaś, że wszystko to skończone, i że inne drogi musisz obierać. Zbijałaś mię czasami z tropu, nie mogłem zrozumieć, gdzie prawda a gdzie umyślnie wmawianie, czułem tylko, że dużo w tobie nurtuje wewnątrz nie wypowiedzianego. Czasem było mi tak dobrze, że całe okresy nie byłem zdolny zaciekać się dalej, niż w tym, co się przeżywało na razie. Czasami zaś czekałem, że ty mnie poznasz bliżej, że przekonasz się, iż ja mogę i umiem odczuć piękno, że ja nie tylko chcę brać od kochanego człowieka, ale i najwięcej mu od siebie dawać. Nie wiem, co by było, gdyby nie to, że jakimś szczęśliwym wypadkiem przyszliśmy przed samym twym odjazdem do porozumienia w kwestii dla ciebie najdroższej, mianowicie twego dalszego artystycznego kształcenia się. Może ty byś teraz stamtąd, z daleka rzucała i na mnie pogardliwie i niechętnie obwinienia, jakie robisz swym nowym znajomym. Nie byli dla ciebie czuli, nie poznali się na tobie itd. To sądzę jest nieprawda. Przyczyna w samej tobie. A czyż ty byłaś z nimi tak zupełnie serdeczną i otwartą? Zachowałaś od nich z rozmysłem najpotężniejszą swą i najmilszą dla ciebie część duszy, ukryłaś przed nimi ten talent, który jednak chce się uzewnętrznić i za to, że go nie poznali, nie chwalili, nie podtrzymali - czujesz jakby urazę. Widocznie, że żyłaś z nimi jak z obcymi, z którymi z musu się siedzi podczas niedługiej jazdy koleją na jednej ławce.

Moja mała, czy zbyt dumna, czy zbyt skromna do dziwactwa dziewczynko! Ja rzeczywiście pod wielu względami straciłem lub nie nabyłem tam na Wschodzie inteligencji, artystycznie stoję nisko, lecz umiem szanować talenta; a talent kochanej osoby jest mi drogim potrójnłe. Nigdybym nie darował sobie, gdybym musiał przyznać, że ja go zgniotłem lub zniszczyłem. A jednak wszak długi czas ty uważałaś siebie za zrezygnowaną dla mnie porzucić to, co cię najwięcej nęciło, dla czego, wierzysz, masz jeszcze dosyć sił i zdolności ogrom cały. Teraz znowu z twoją rezygnacją co do Lwowa ty powtarzasz w mniejszym tylko stopniu to samo. Znowu wysuwa się pogląd, że mogąc i chcąc być artystka na większą skalę, ty bierzesz małą niezadowalniającą pracę w chórze, znowu dzięki mnie. I przy tym dodajesz, prawda w uprzednim liście, że jesteś dla mnie miłą kochaną, ale zawadą. A nieraz już się przekonałem, że gdy mi co wmawiasz, to może bezwiednie dochodzisz do tej drogi, bo sama to uczuwasz, ale jako wieloletnia niewolnica nie przyzwyczaiłaś się do prostej linii wypowiedzenia swoich myśli czy uczuć.

Widocznym teraz dla mnie, iż mię to właśnie nazywasz swą „miłą zawadą". Marysio, droga, zastanów się jak możesz najgłębiej, wszak powiedziałaś raz w swym liście pierwszym, że „jeszcze szczerzej" chciałabyś ze mną mówić, „ale jakoś nie wychodzi. Nie wiem czemu". Ja ci dopomogłem, podpowiedziałem ci dużo rzeczy i jeszcze podpowiem ci dalej. Miej wytrwałość dłużej się zatrzymać nad tą kwestią i śmiałość powiedzieć otwarcie, chociażby to było dla mnie bolesnym.

Namawiałaś mnie do Finland[ii], ale głównie dla mnie, a gdy już postanawiasz co innego, wyluszczasz jak to dla ciebie ważne było, jak o tym marzyłaś. Znowu nieszczerość w jednym czasie, a potem smutna rezygnacja z mego powodu. A jednak ja ostatecznie nic nie chcę rozstrzygać. Owszem co do Finlandii, to bardzo mię osobiście pociąga chęć trzymania się czegoś jednego, nadzieja szybszego ukończenia pracy o tubylcach Sach[alinu], a pod tym względ[em] bezwarunkowo pomoc Szt[ernberga] i Akademii jest mi bardzo korzystną. Pisałem tylko, że musiałbym wiedzieć na pewno, czy miałbym stały zarobek. Co do mnie, to zgodziłbym się usunąć od więcej znajomego otoczenia, od społeczeństwa, z którym wiele ma się łączności (ostatecznie solidarność taka bezwiednie daje ogromne zadowolenie, zaspokaja społeczne instynkta i potrzeby duszy), byle tylko wypełnić ciążący na mym sumieniu i umyśle obowiązek zakończenia pracy wieloletniej. Nie wiedziałem tylko, co byś ty robiła w Finl[andii]. Teraz ty mi jaśniej piszesz, że ty byś uczyła się w Pitrze, albo nawet w Rosji gdziekolwiek otrzymałabyś miejsce. Zimny chłód przechodzi mi po całym ciele, jak i wówczas, gdy przeczytałem ten straszny dla mnie wyrok. A wiec Finlandia byłaby etapem dla przygotowania mnie do... rozstania się. Marysio, nie znajduję słów, by mówić o tym spokojnie, ale nie krępuj się, docinaj dalej to, co już tak silnie nacisnęłaś. Tymczasem jednak, nim mi nie odpowiesz, nim nie wyspowiadasz się z tych uczuć, które zawsze zachowujesz przy sobie, nim me wątpliwości nie rozjaśnisz tak lub inaczej, piszę ci dalej.

Na małżeństwo patrzyłem ja i patrzę, że to związek ludzi nie tylko się kochających, lecz i pomagających jeden drugiemu w ciężkiej prawie zawsze pielgrzymce po ziemi, stwarzających też o ile od każdego z nich zależy warunki rozwoju drugiej jednostki (nie tyczą się tutaj dzieci), i z konieczności ustępstwami wzajemnymi utrzymujących równowagę i harmonię w osobistym życiu każdego członka. Ty Marysiu, jakby umyślnie mi podkreślasz, że ja nie tylko ci dopomóc nie mogę, ale stanowczo i stale przeszkadzam w rozwoju twej indywidualności. Zamilczam już o uprzednim okresie, w którym ty jakbyś wszystko dla mnie poświęcić chciała. Ale i teraz każesz mi trzymać w tajemnicy swe plany. Nikomu nie mogę powiedzieć, poradzić się z kim, odnaleźć tych interesujących się, na brak których ty narzekasz. Nie chcesz, by może i w trochę cięższych warunkach, ale otoczona mą miłością, opieką dążyć do dopięcia twego celu, ale od razu rezygnujesz, chcesz wrócić ze smutkiem, że nic świetniejszego poza chór nie dotrzesz. A więc znowu przede mną świadomość, że mam cię ukochaną, szczęście której społeczne muszę deptać. Czyż to konieczn[i]e potrzebne Marysiu? Czy ty szczerze mię kochasz? Czy ty inaczej nie możesz stawiać tego pytania, może i niełatwego, ale według mnie mającego nie to jedyne rozstrzygnięcie? Czy nie odczuwasz ty, jaki ból mi sprawiasz takim dramatyzowaniem, które tak nierówno na nas spada. Ty cierpiąca, a ja przyczyna twego smutku? Czy na pewno wiesz, że inaczej być nie może?

Staram się na twoje usprawiedliwienie wyciągnąć cały arsenał obronny, a jednak mi bardzo ciężko, gdy tak ma pozostać nadal. Byłaś kochaną, ale przez mężczyzn despotów, więc nie rozumiesz może innego usposobienia. Wyrosłaś i żyłaś zbyt mało samodzielnie reagując na otoczenie, i dziwny strach masz do nowych warunków, nowych ludzi, nie myśląc, że i ci twoi starzy znajomi kiedyś byli też nowymi. Że nie od roku, w którym się poznałaś z nimi zależy zażyłość, przyjaźń, ale od własnych ich i twoich właściwości, od czasu albo sprzyjających warunków. Nie myślisz, że talent, a tym bardziej takiego rodzaju jak twój, jednakowo może być ocenionym i w Rosji, i tutaj i w zupełnie nawet odmiennych warunkach. Ale straszno mi, może to bezwiedny wyraz, że tracisz dla mnie przywiązanie.

Ach odpowiedz mi prędzej, szczerze, zupełnie już tracę głowę.

Całuję Cię mocno twój Broniś.


13    Data: „10/X1-12/XI". W lewym górnym rogu podany nr listu: „XII".



14
[Zakopane, 13 X1 1907]
Droga Marynio,

już kilka dni przeszło bez żadnych od ciebie wiadomości. A miałaś mi napisać, jakie odpowiedzi były w redakcfjach]. Robi mi się smutno, przedstawia mi się, że ty jesteś niezdrowa. Może przeziębiłaś się, chodząc za dużo. Posyłam ci część przysłanych mi przez Szt[ernberga] pieniędzy i proszę cię najusilniej użyj na leczenie się, nabierz więcej sił. Pisałem ci dużo, może za wiele. Lękam się, że brakiem spokoju w niejednym z listów byłem ci przykrym. Wybacz mi, najdroższa, rzucając się we wszystkie strony, usilnie pracując, wynurzałem się ci może zbytecznie nawet z chwilowych uczuć i myśli. A w gruncie chciałbym ci tylko dodać odwagi do zwalczenia okoliczności, które my zbyt długo jak dzieci zapoznawaliśmy, albo bezwiednie odkładaliśmy na potem. Wszystko złe i ciężkie minie. Wejdziemy na inne tory życia. Mama za nas przestanie się niepokoić. Ludzie przestaną nami się gorszyć. A i swoje sumienie będziemy mieli czyste. Tak dobrze, pięknie, gdy życie osobiste jest pełne prawdy. Dotychczas z jednej strony ją uprawialiśmy i nie było źle nam, chociaż tyle ludzi mogło nas osądzać. Teraz nastąpi czas, że i druga strona życia będzie cięższa, ale zupełnie czysta. Droga Marysio, ja tylko nie chcę, byś dla mnie zarzuciła swoje nadzieje być tym, do czego ciebie ciągnie. A też najdroższa dbaj o swoje zdrowie.  Robię starania,  prawda zbyt późne, o  utrwalenie bytu materialnego. O możność dla ciebie uczenia się w ciągu roku.

Uściskam cię mocno, twoich całuję. Mamie całuję rączki. Chcę ciągle do niej napisać. Do Zosi i Zeni zacząłem.

Twój Broniś.

14    Data: „Zakopane, 13 Xl 07". Dala ustalona na podstawie stempla pocztowego. Kartka pocztowa bez daty i miejsca. Na odwrocie adres: „Marija Iwanowna Żarnowskaja, Konnaja ul. N. 5 kw. 4 Pieterburg. Rossya. Petersburg". W lewym górnym rogu podany inną ręką nr listu: „XIII".
W liście 16. pisze: „List [...] trzynasty odkryty, ale nie numerowany".



15
[Zakopane, ok. 14 X1 1907]
Droga Marysieńko,

dziś otrzymałem list od Mamy i zaraz jej odpisuje. Przeczytaj go najprzód, i oddaj tylko w takim razie, gdy będziesz sądziła, że nic Mamę nie obrazi i nie 
pogorszy jej stanu nerwowego. W przeciwnym razie napisz mi, co i jak jej odpowiedzieć. Martwi mię, że źle wyglądasz. Cóż to jest moja mała? A milczysz, i nic nie robisz. Czy nie mogłabyś mi wydostać i wcześniej przysłać książkę Krasnowa [1] o Sachalinie. Tam dużo o przyrodzie jego się mówi. Od dziś zasiadam za przygotowanie odczytu, obiecanego. Sądzę, że sam na tym też trochę zarobię. Gdy ukończę go, wyjadę z Zakopfanego], a tymczasem tu wciągnąłem się do pracy, lękam się zrywać i nie mogę nawet wziąć swych rzeczy. Biedna Ziukowa ma nieporozumienie z gaździną i ta rzeczy nasze zatrzymuje [2].

Czekam na jakieś wieści od Ciebie. Całuję tak długo, jak tobie to będzie przyjemnym.
Kochający Cię czułym sercem
Broniś.
Cóż Jaś? A nut Fausta [3] nie mogę dotychczas dostać.

15    Data: brak daty, miejsca i numeru. Data ustalona na podslawie treści listu.

[1] Zob. przyp. 2 do listu 12.
[2] Maria i Józef Piłsudscy mieszkali wówczas w domu Daniela Gąsienicy, Zakopane, Droga do Poronina (obecnie ul. Jana Kasprowicza 32). Jesienią 1907 r. mieszkał w tym domu Bronisław Piłsudski z M. Żarnowską.
[3] Chodzi o wspomnianą wcześniej operę Ch. Gounoda.


16
[Zakopane, ok. 15-16 XI 1907]
Moja Marynko najdroższa,

tylko co przyszedł wyczekiwany kilka dni twój list. Wybacz mi moja droga, że ja sprawiam ci przykrość czasami zbyt szerokim wynurzaniem się i wypowiadaniem nawet ulotnych na wszelki wypadek projektów lub raczej myśli o możliwości przeistmenia w najbliższy okres przynajmniej. Trzymaj się jednego, cośmy raz, jeszcze przed odjazdem uplanowali i postanowili. Ty będziesz się kształciła na śpiewaczkę! To jest cel, a drogi już trzeba wynaleźć najodpowiedniejsze i możliwe. Moja ty pieszczotko mała, cieszysz się, że cię uważam za człowieka. Wiedz Marynio, że nie inaczej sobie przedstawiam nasze pożycie jak tak, że ty w zupełności jesteś zadowoloną. Wolę być sam w położeniu zapomnianego, niż czuć, że wyzyskuję siły kochanej osoby, neguję jej duszę. Może brak mi przyzwyczajenia odpowiedniego, to co innego, ale do tego chcę dążyć, a mam tę zarozumiałość, że dla doścignięcia swego ideału jestem zdolny i mam chęci ku temu reformować siebie nawet w swym późnym wieku. Dla mnie wyrysowuje się w przyszłości, że ty jesteś sławną naszą (ale nie rosyjską) śpiewaczką [1], ja znanym badaczem ludów sachalińskich, a życie nasze jest wzorem dla młodzieży jako nowy lepszy typ małżeństwa, w którym jeden drugiego nie dręczy i nie przygniata. Marysio droga dążmy do tego! Czemu ty dziecinko tak łatwo i lekko chcesz zaraz ustąpić, wleźć do swej muszli jak ślimak i tam się dręczyć, że gubisz swoje dary dla miłości, dla mnie. Gdybyś inaczej, jaśniej swe zatajone marzenia mi uzewnętrzniła, to czyżbyśmy stracili tyle czasu. Czyż nie masz sama wiary, a potrzebni ci są twoi krewni, którzy ciebie podpychają przemocą. Marysiu, ja ci pisałem już pod wrażeniem podobnych słów twoich kilka dni temu może zbyt ostro, ale powtarzam ci — ja nie odstępuję od swoich słów. Jeżeli ja mam ciebie przygniatać i zabić rozwój twego talentu, to musisz albo mię zaraz rzucić, albo tak długo być z daleka, nim nie upewnisz siebie, że teraz już nic ci w naszym stosunku nie zaszkodzi.

A więc co do chóru ja patrzę na niego jako na ostateczność, którą trzeba by ominąć wszelkimi siłami. A myśleć jeszcze o uczeniu się chociażby rok. A tymczas[em] śpiewaj w domu, ucz się u kapelmistrza, ja sądzę, że polskie nuty, chyba w Lutni [2] czy gdzie indziej dostać łatwo. Chodź mniej z moimi interesami. To cię widocznie męczy. Ja odszukam kogo innego. Napisałem już Juwaczowowi, Poddubskiemu, Torgassowym [3]. Może kto z nich się podejmie tego samego. Nie wiem, czy byś chciała widzieć Poddubsk[iego]? Ja pisałem Ziniakowi, by dał adres twój. Ale lękam się, że Mama nie lubi takich ludzi, co cię u niej będą traktowali jako moją żonę. Sądzę, że dlatego ty i Juwaczowa unikasz, jako człowieka może kręcącego się w tym samym towarzystwie, co twój b[yły] mąż. Powiedz mi szczerze.

O „Byłom" myślałem i Turski napisał już do redaktora Burcewa [4]. Tam bezwarunkowo najłatwiej, ale za wspomnienia to trzeba zasiąść już ze spokojniejsza głową. A ja teraz spokoju użyć nie mogę, nim na czas dłuższy nie będziemy się czuli zapewnieni i z jasnym wyraźnym planem życiowym.

Ja nie rozpaczam, że niby nasi krewni nie tylko się nie zbliżają, ale oddalają. Tak źle jeszcze nie jest. A postaramy się dobrze sami, to i zniknie dość łatwo. Daj czasu, daj możności zetknięcia się, a i sama przyłóż szczerego udziału. Biernie zachowując się, jest się często na łasce różnych fal. Trzeba umieć iść i przeciwko nim, tworzyć w życiu osobistym to, co się wydaje pięknym, dobrym, do życzenia! Ucieszyłaś mnie naszym Jasiem. Widzisz, dobry chłopczyk. Z ochotą napiszę mu, gdy otrzymam list od niego. Uśmiechnij się Marysieńko do mnie miło, patrząc na Zachód, by doleciał twój obraz wdzięczny, poetyczny i spoczął w moich objęciach.


Uściskam Cię najmilsza moja, królewno, i błagam zwróć uwagę na swe zdrowie. Pójdź do kobiety lekarki i z nią wyjaśnij swój stan. Zdaje mi się zaniedbywany tobą.

Twój Broniś!
Twoich całuję serdecznie. Mamie rączki ucałuj. Posiałem dziś list jej.
Czyż twoja Aristowa [5] nie ma stosunków z wydawcami? Jest niejakiŻenskij Wiestnik", „Russkaja Szkoła", „Sowriemiennoje Obozrenie". Może osobnie coś wydać można. Jeżeli znajdzie się nakładca. Bierezin - Mikołaj.
Po co wysłałaś mi pieniądze. Ja chcę się obejść bez nich. Będę tutaj dobywał je tak lub inaczej. A może coś się zarobi za napisane rzeczy? Juwaczow może pomóc w tym względzie. Kiedyś mi obiecał.
Marynio ty o sobie mało piszesz i ja się smucę. Piszesz, że jesteś zajętą, ale czym? Jak spędzasz dzień przeciętny. Czemu milczysz o tym. Czy dużo śpiewasz w domu?


16    Data: list bez daty i miejsca. W lewym górnym rogu podany nr listu: „XV" z adnotacją autora: ,,a trzynasty był odkryty, ale nie numerow[any], a czternasty - Mamie, dziś wysłany z rana".

[1] Bronisław Piłsudski, żarliwy patriota polski wyraźnie dawał do zrozumienia Żarnowskiej, że swe ambicje artystyczne winna realizować w kręgu kultury polskiej, a nie w bliskim jej rosyjskim środowisku Petersburga.
[2] Polskie towarzystwo śpiewacze działające wówczas w Petersburgu.
[3] Osoby o tym nazwisku nie udało się bliżej określić.
[4] Władimir L. Burcew (1862-1942) - historyk związany z partią narodników, w 1900 r. założył w Londynie czasopismo „Byłoje" (Przeszłość, Minione), które wydawał później w Paryżu i Petersburgu. W 1887 r. Józef Piłsudski został osadzony w moskiewskim wiezieniu Butyrki, w celi, w której był W. L. Burcew.
[5] Bliższych danych nie udało się odnaleźć.


17
[Zakopane], 23 Xl-24 XI [1907]
Droga Marysio,

ty śpisz zapewno moje maleństwo, znużona bieganiem, wrzawą miasta, spotkaniami ze znajomymi i nasycona wrażeniami z kotłującego się co dzień u was życia rodzinnego. Mama cię nakarmiła więcej nawet niż chciałaś, pokazała ci jaki modny żurnal, robiła ci rady co do uszycia ciepłych majteczek i stanika; Aldona [1] dokuczała pytaniami: czemu, co to jest, dlaczego? Kota opowiadała o swoich zajściach w szkole. Zosia i Zenia zziębnięte, zgłodniałe, przyleciały z zajęć i podają wrażenia z rozmów koleżeńskich o Dumie [2] lub wyśmiewają jakiego franta spotkanego na ulicy. Ty wróciłaś z obchodu po redakcjach i udając wesołą minę skrywasz złość na jakiego grubiariskiego sekretarza i zniechęcenie, że już nic się nie dobijesz dla swego Bronisia. Za obiadem wrzawa, śmiech, zadowolenie. Wieczorem wbiega Jaś [Żarnowski] i dominuje nad całą gromadką; namawia pójść na występ Szalapina [3] i z tego powodu tysiące pochwał czułych sypia się na śpiewaka, że aż ucho mu zarzwiebiało[!] w tym czasie. Jaś naswawolił i wybiegł, a jego miejsce zajął Julek [4] zadyszany, bo długo nie może dziś posiedzieć. Za „cudzodomstwo" dostało [mu] się wczoraj od żony i dziś ma porę naznaczoną ściśle. Jednak ma czas naprawić lustro, które Aldonka skrzywiła i ptaka japońskiego zreparować, co oberwał sobie skrzydła. Leon [5] zjawia się ostatni, opowiada, że przeniesienie do Tomska nie nastąpi, i kpi sobie z tego, i całej swej kariery, dowodząc, że tyle tylko i jest w życiu radości, co człowiek już miał i użył, a te nadzieje i marzenia to los głupich.

Lecz oto dzwonek jeden i drugi — zjawiają się codzienni prawie goście przyjaciele, by spędzić wieczór w przyjemnym wesołym towarzystwie. Chusteczki, majteczki, koszule w rękach pań chociaż się trzymają jeszcze, ale szwy posuwają się coraz powolniej i wreszcie Marysia jest zmuszona śpiewać. Towarzystwo zamilkło; po krótkiej pauzie roznosi się po całym mieszkanku głos dźwięczny i silny — unosząc myśli każdego precz daleko od rzeczywistości w świat nieuchwytnych dążeń, niejasnych chęci. Zosia i Zenia swe robótki na chwilkę złożyły i przeżywają w ciągu kilku minut całe lata. Mama z pogodnym czołem patrzy na swą ulubioną córunię i tylko znowu zmarszczyła brwi, gdy przypomniała sobie tego niegodziwego Bronisia, co niepotrzebnie zupełnie pokochał Marysię. Elżbieta [6] nawet drzwi od kuchni na wpół otworzyła i oparta o ścianę wpatrzyła się w swą „panienkę". A ona dzieweczka już duża, wysmukła w szarej swej ..reformie" wpadła w zapał i śpiewała zapomniawszy o wszystkim i wszystkich, wyobrażając, że jest na scenie w roli Margarity, Tatiany lub innej bohaterki, ubrana w dziwne stroje i mając przed sobą tysiące słuchaczy, którzy czekają tylko przerwy, by zasypać ją oklaskami.

Wieczorek się skończył. Cicho w mieszkanku na Konnej; wydaje się tylko, że rozfalowane powietrze jeszcze drży, ciche odgłosy niedawnego śpiewu jeszcze się noszą w dalekich kątach. Rozmarzona główka Marysi układa się na dużej miękkiej poduszce. Kto odgadnie jej myśli dokądś się rwące, kto zrozumie, dlaczego serduszko ma przyspieszone bicie?

W tym samym czasie w innej krainie wśród gór wysokich śniegiem pobielonych na poddaszu drewnianego domu chodził samotnie po małym pokoiku ten, co oderwać swych myśli nie może od opisanego miejsca. Już północ dawno wybiła, a smutny samotnik ciągle czegoś czeka, napina stuch, oczy na wschód wpatrzone. Straszny głos szyderczy raptem się rozlega: „na próżno! pogódź się z losem! Czy zapomniałeś prorocze słowa własnej matki, tak cię kochającej „szczęście nie dla ciebie stworzone!"

24-go [Xl]. Marynka ma droga, pieszczotka miła, kilka słów twoich nawet nie słyszanych, lecz przesłanych przez daleką przestrzeń nas dzielącą, tak zupełnie mię odmieniły. Cały ranek chodziłem jak struty, wszystko mi wydawalo się tak złowrogim, straszącym, rozpaczliwym. W głowie były pustki, czułem, że jestem ostatnim głupcem na świecie, niezdarą, serce było jakby rozbite w kawałki, nikogo zdaje się już kochać nie było zdolne, wszyscy byli mi obcy, niechętni, jakby się sprzysiężali, by zrobić mi zło jakie, przykrość. Do ciebie jednej się rwałem całą istota swoją, ale strasznym chłodem od ciebie wiało. „Ty zawada dla mnie". „Ty jesteś za stary, i nie lubisz towarzystwa, którego mi potrzeba". „Nie możesz wjechać do Pitra, gdzie jedynie żyć można po ludzku". „Jesteś za mało estetyczny". „Nie umiesz dobrze pracować" itd.

No moja mała zapewno jeszcze długo by o tym mógłbym pisać, może cię bym i przekonał. A sądzę, że gdybyś zrozumiała, to byś i przebaczyła. Jednak ja nie tylko o to cię proszę. Nieraz ci mówiłem i szczerze proszę, byś nie bardzo cackała się ze mną, jak ze szkłem kruchym. Lubisz wszak eksperymenty i urabiaj ze mnie w kierunku dodatnim tylko (jestem tego pewny) człowieka pożytecznego dla społeczeństwa, przyjemnego dla ciebie i ludzi, z którymi ma się do czynienia. Tylko moja mało, rozumna kobietko, nie zrażaj się czasem nieudatnym zjawiskiem, przyjmuj w uwagę, że nie wszystko da się gruntownie zmienić — w wielu wypadkach bywa za późno, są jeszcze i głębokie przyczyny, że człowiek się starzeje, i mniej się giętkim robi. Aleja tylko będę rad, gdy mi dopomożesz do pracowania nad sobą. Wszak jesteś systematyczną, Maryneczko! A ja daleki jestem od zarozumiałości. Chęć zaś być lepszym mam szczerą.

Teraz Marynio moja kochana znowu przejdźmy do spraw, w których obaj mało zdolności przejawiamy.

Lepiej byłoby, gdybyśmy o nich pomówili ostatecznie przed twym odjazdem, lecz i ty masz charakter taki niezdecydowany. Teraz jednak zwlekać już nie można. A więc...

Wszyscy znający tutejsze stosunki uważają, że jedyne miejsce, gdziebym mógł znaleźć stałą robotę mniej więcej odpowiednią — byłby Lwów. Dlatego ja tak cię nakłaniałem do przeniesienia się tam. Co do Finlandii, to wszak dobre to dla mojej pracy naukowej, ale z niej żyć nie można. Szternberg z tym się nie liczy. Musisz mu otwarcie wyjaśnić nasze położenie materialne. A mi się zdaje, że na tymczasem trzeba zrezygnować z prędszego opracowania [materiałów], a wciągać się do jakiej pracy mającej więcej styczności z krajem, z ludźmi, o których się ociera. Sam Sztern[berg] tylko po latach 7 czy 8 napisał pierwsze artykuły naukowe, a miat daleko lepsze warunki i więcej był do tego przygotowanym. W Finlandii mieć zarobek chyba niemożebna, a też i dla ciebie byłoby tam bez wszelkiej korzyści. Co innego, gdyby Sztern[berg] mi wydobył od Amerykanów specjalną zapomogę dla opracowania i wydania materiałów, wówczas co innego, trzeba by temu zupełnie się oddać, i korzystać ze sposobności mieszkać w mieście, gdzie jest odpowiednia biblioteka i gdzie łatwo można by widywać się i z nim, jako moim kierownikiem. Ale tego wszak on nie obiecuje. A na teraz, to nie byłoby nawet za co przejechać do Finl[andii].
 
Teraz przede wszystkim zjawia się kwestia prostego bytu i chwytać się trzeba jak najprędzej i byle za co. Bo zaciągać dłużej już nie można. O wjeździe [do Rosji] nie ma co i mówić w danej chwili. Żyć z nadziei, że opłacą się zamierzone prace literackie też trudno, bo teraz ogromne zm[n]iejszenie się ruchu wydawniczego i wszyscy są powściągliwi i w Polsce i w Rosji. Trzeba rozliczać, że z tego rodzaju pracy można będzie mieć dochód dodatkowy. Tak się przedstawia realna rzeczywistość, gdy się do niej zaglądnie bez różowych okularów i zupełnie z bliska.

Więc droga Marynio czekam twej decyzji. Czy zgodzisz się ty na pewno zamieszkać we Lwowie? Czy znalazłabyś zadowolenie, gdybyś tam albo się uczyła, albo postąpiła na scenę? Bo chyba nie zmieniłaś swych projektów? Trzeba mi wiedzieć jak najprędzej, bo mam zamiar nie zwlekając jak tylko otrzymam pieniądze od Stern[berga] pojechać do Lwowa i rozpocząć kołatanie. Bo siedząc tylko na miejscu, ciągle podtrzymując stosunki można czegokolwiek się dobić — to jest ogólna rada dobrze mi życzących i ja sam to dobrze rozumiem. Lecz bez ostatecznego twego postanowienia nie będę robił tych kroków i czekać będę w Zakopanem. Chociaż tutaj mi źle. Pokój szalenie zimny i wysiedzieć w nim — to męka. Już się przeziębiłem nawet, ale chyba to prędko przejdzie, bo nie kaszlam zupełnie. Sądzę, że więcej z niepokoju o ciebie, teraz znowu mam zdwojoną energię. Oprócz tego lękam się, że Turzyma weźmie za drogo, bo karmi zbyt dobrze; pracować zaś w tutejszej temperaturze niemożebna. (To taki pokój z letniego mieszkania na poddaszu przerobiony.) Inne są dobre, tylko gości[e] chorzy mają w nich mieszkać.

Widzisz moja droga, jak ci szczerze wszystko wykładam. Cóż ty na to? Trzeba wreszcie decydować się, bo gdybyś ty była więcej stanowcza, to kwestię tę załatwilibyśmy wprzódy. Ja koniecznie chciałem i chcę teraz, by twoje słowa były ostatnie. Wszak jesteś moją panią i królową. I masz też swoje życzenia, plany, do których ja chętnie się zastosuję.

Na czwarty dzień otrzymasz list, dzień czy dwa masz do namysłu, a potem pisz, by mi jak najprędzej być we Lwowie i rozpocząć dobijanie się u ludzi o pracę. Chyba, że jeszcze co nowego, ale bardzo praktycznego i niezwłocznie się urzeczywistniającego mi wykombinujesz.

Zacznę pisać o kobietach jap
[ońskich] koniec, ale nieprawda jakoby nie można było pokazać i tego, co jest. Popróbuj wymówić się czymkolwiek. Gdybyś zobaczyła panią Baudouinową
[7] to mogłabyś rozpytać, czy by nie zgodziły się umieścić choćby w skróceniu w kobiec[ym] piśmie „Ster" tego, co było w „Now[ym] Słowie", a potem ciąg dalszy. Kłopotów co niemiara, ale trzeba się borykać. Jak to inni ludzie robią stale, a my ledwie rozpoczynamy. Mama zapewno się lęka o twoja przyszłość pełną takiego rodzaju goryczy. Ale to początki są trudne. Z czasem się urządzi człowiek pewniej i stałej. A i czasy się zmienią. Ja odnajdę jaki stalszy fach nauczyciela lub przy redakcji, przy muzeum itp. Moja droga Maryniu, nie ulegaj ciężkim myślom. Prawda, że te materialne kłopoty zaciemniają widoki życiowe, ale trzeba i wśród tych grubych powłok dajść [!] ujście marzeniom, poezji serca, dążącego do wolności i miłości.

Czy masz z kim tam się poradzić zupełnie otwarcie? Mała moja, jaka szkoda, że nie mogę być przy tobie. Chyba, że z tymi pytaniami ukończylibyśmy od razu. Nie przesądzam, ale się lękam, że u ciebie jeszcze nosi się plan możliwy znalezienia pracy w innym miejscu, niż dla mnie. Dla mnie byłoby bardzo i bardzo ciężko rozstać się z tobą na dłuższy czas. Tylko 5 miesięcy byłaś mym aniołem, siostrą, przyjaciółką i najdroższą, najbliższą kobietą — a nie mógłbym bez serdecznego bólu wrócić do samotnego życia, ograniczyć się tylko pisaniem listów. Ale Marynio, gdybyś uważała za nieuniknioną konieczność... rób, co znajdujesz dla siebie najlepszym. Tylko, czy nie ma możności połączyć nasze istnienia i nadal, chociażby i przy cięższych warunkach? Powiedz, co cię rozdrażnia, co cię nuży — i będę miał siebie na wodzy, by unikać lub ci to usunąć. Mała ty moja, swą drobną rączką dotknęłaś kolącej się nici losu wygnańca, czy zniesiesz ty ciężar go czekający? Światełko lepszej doli majaczy i na pewno dość prędko rozjaśni dusze zmęczone tysięcy nam podobnych, ale chwilowo musimy cierpieć z najlepszymi, najszlachetniejszymi ludźmi. Musio droga, zastanów się. i odpisz jak najprędzej.

Wiedziałem, że Ster[nbergowi] nie podoba się [8], ale idzie mi, byle tylko umieszczono i zapłacono, i nadal zamówiono. Pisałem ci, że chciałbym mieć zamówienie na ogólny opis Gilaków i Ajnosów, ale to pomimo Ster[nberga] działaj. On wąsko na to patrzy i zapomina, że ja nie mam „sztatnago okłada" [9].

Do oczu [kropli] nie wpuszczałem ani razu. Przepraszam mocno. Dziś zaczynam. Ziukowa cię uściska, piłuje mię, że za długo piszę. Uściskam twoich wszystkich. Napisz kiedy o nich obszerniej, albo nie, rób co możesz i zechcesz. Czy śpiewasz? Chcę odnaleźć tutaj nuty Fausta, przepisać ci twoje partie i przesłać. Czy dobrze? Droga Maryniu! Gdybym ci mógł swoją miłością dodać otuchy i chęci iść nawet i przeciw prądowi wody! Naprzód pracą! było to hasło pierwszego kółka młodych marzycieli moich najbliższych towarz[yszy]

twój Broniś.

17    Data: ,,23/10 XT". W lewym górnym rogu podany nr listu: ,,XXIII" oraz inną ręką adnotacja: „List nigdy nie wysiany".

[1] Aldona — młodsza córka Zofii Baniewiczównej, wspomniana niżej jej starsza córka „Kota" uczęszczała w tym czasie do szkoły w Petersburgu.
[2] Po rozwiązaniu II Dumy w połowie 1907 r. dekretem cara Mikołaja II, i zmianie prawa wyborczego, jesienią  1907 r.  została wybrana III  Duma, która przetrwała całą pięcioletnią kadencję.
[3] Fiodor Szalapin (1873-1938)   -    znakomity solista rosyjski, śpiewak scen operowych Petersburga i Moskwy.
[4] Julian Baniewicz — syn Heleny Baniewiczowej, był żonaty, pracował i mieszkał w Petersburgu, często odwiedzał matkę i siostry przy ul. Konnej 5.
[5] Leon Baniewicz — brat Juliana, Zofii i Marii Żarnowskiej.
[6] Służąca Baniewiczów w Petersburgu. W jednym z listów Żarnowska pisała: „Moja Elżbieta zawsze tak samo miła i rozumna".
[7] Romualda z Bagnickich Baudouinową de Courtenay (1857-1935) — żona prof. Jana Baudouin de Courlenay, historyczka, publicystka i działaczka społeczna związana blisko z kolonią polską w Petersburgu, wspierała pisma walczące o równouprawnienie kobiet, w lalach 1893-1900 mieszkała z mężem w Krakowie, gdzie poznała M. Wiśniewską (pseud. Maria Turzyma), redaktorkę krakowskiego pisma społeczno-literackiego „Nowe Słowo". W autografie nazwisko podane: „Buduenowa".
[8] Dotyczy pracy Piłsudskiego o niedźwiedzim święcie, która po gruntownej zmianie doczekała się druku w Petersburgu dopiero w 1914 r.
[9] Ros. -  tu w znaczeniu stałej pracy, pensji etatowej.

 
18
[Zakopane, XI/XII 1907]
Droga Marysio.

Znowu ci piszę, bo przypuszczam, że ty jeszcze się nie wybierasz: inaczej byś mię zawiadomiła za parę dni przed odjazdem. Widocznie, że sprawy twoje stoją jeszcze nieokreślenie. Byłem pewny, że dziś będzie list dalszy ciąg twego przerwanego, ale na próżne czekania... Ponieważ aż dziwisz się, gdy się niepokoję o ciebie nie otrzymując po 3-4 dni listu, i wmawiasz w siebie, żeby mi nie robić niepokoju w duszy, to chcesz najmniej przede mną być otwartą, co zapewno ci najłatwiej przychodzi, więc muszę udawać zupełnie spokojnego. Bez żartu jednak, Marynko, pisz droga choć parę słów wówczas, gdy nie masz możności napisać dłużej. Co prawda, jeżeli się wybierasz prędko, a tak chce się wierzyć, że już się spotykamy, to nie masz racji pisania [..J [1].

18    Data: brak daty i miejsca. W lewym górnym rogu podany nr listu: ,,33" oraz inną ręką adnotacja: ..List nie wysłany". Drobny, początkowy fragment listu.
[1] Brak zakończenia listu.



19
[Zakopane, XI/XII 1907]

[...] tę kwestie i udać się po radę, tym bardziej, że musisz wziąć u niego te posyłki, o któr[ych] mi pisał. A jednocześnie poproś u niego kilka kajetów moich z podaniami i bajkami ajnoskimi, przesłanymi w roku 1903. Prosiłem je dawno, ale mi nie oddał
[1].

Sądziłem, że można dotrzeć do jakiego wydawnictwa ilustrowanego, „Priroda i Liudi" [2] lub coś w rodzaju „Niwy", i tam umieszczać fotografie i artykułami i opisami, jakich by oni życzyli: forma, rozmiar itp. Dlatego też ci dałem fotografie niektóre, by można było coś pokazać i zatem mówić. Gdyby tam znalazło się takie pismo, to potem można byio łatwiej znaleźć i w Polsce, bo tutejsi braliby stamtąd gotowe klisze (już taniej) i moje artykuły.

Czy w tym kierunku co robiłaś, ale mi tylko nie pisałaś — nie wiem, chociaż ci przypominałem nieraz. Jeżeli zapomniałaś, to mało ci się uda chyba zrobić i co najważniejsza trzeba znaleźć stałego pośrednika do tego wszystkiego. Bo Marynio droga, gdy tylko pomyślę, że jeszcze długo ty tam będziesz bawić, to wyznam ci się szczerze tym mniej jestem spokojny o nasze osobiste szczęście, tym więcej tracę wiarę, że moja miłość jest dla ciebie w życiu potrzebną. Wybacz mi Marynio droga, że ci to mówię otwarcie, przyjm pod uwagę jedyne dotychczas mi znane linie wyryte w mym sercu przez kobiety, które kochałem, a które tak lekko ode mnie się odwracały, że teraz nie jestem pewny siebie, że mię mogą kochać długo i jednakowo.

Uściskam cię mocno, serdecznie tak silnie jak życzę cię widzieć, słyszeć, słuchać, pieścić i pracować razem z tobą

twój Broniś.
Twoich całuję, Mamie rączki, resztę w buzię.
Co do paska, to trudno wydostać; więc chyba z konieczności weźmiesz znowu tam.
Jeżeli będziesz wszystko otrzymywała pod prawnym nazwisk[iem], to paszport czasem jest użyteczny tutaj.
Marynio, nie gniewaj się droga za nic, ja Cię tak kocham, i tęsknię i tracę głowę już, gdy dużo myślę o tobie.
 

19    Data: brak daty i miejsca. U góry listu adnotacja ołówkowa pisana ręką nie ustalonej osoby: „ta część listu nigdy nie wysłana". Luźny, końcowy fragment listu, początkowa cześć korespondencji zaginiona.
[1] Szternberg - o którego chodzi — nie przekazał wówczas Żamowskiej „kajetów" z podaniami i bajkami Ajnów, będących własnością Bronisława Piłsudskiego. W korespondencji W. Kotwiczą znajduje się niezwykle interesująca notatka dotycząca tych materiałów. „W czerwcu 1934 r. prof. Szczerbacki nadesłał 7 kajetów, zawierających materiały zapisane w r. 1903 przez Bronisława Piłsudskiego u Ajnów sachalińskich. Sześć kajetów numerowanych (I-VI) zawierają 11 bajek (tekst ajnoski z tłumaczeniem między wierszami, czasem zaś jeszcze z osobnym tłumaczeniem bardziej zw[i]ęzłem). Bajki te dotychczas nie wydane. Jeden kajet zawiera trzy «priedanija», z których l i 3 wydano w zbiorku, ogłoszonym w Krakowie [w] r. 1912 pod numerami 2 i 6. Kajety te stanowią własność Muzeum Asiaticum w Leningradzie. W lipcu [1934] zostały odesłane z powrotem prof. Szczerbackiemu". Zob. AN PAN i PAU w Kr., sygn. K 111-19, j.a. 153 (sygnatura tymczasowa).
2    Czasopismo „Priroda i Liudi Dalnego Wostoka" wydawał Mikołaj P. Matwiejew, bliski znajomy Piłsudskiego. Petersburski tygodnik „Niwa" był pismem postępowym, bogato ilustrowanym.


ANEKS
[Petersburg] 8 VIII [1]906*

Piszę do Ciebie Marysiu w sprawie Jasia. Powtarzam raz jeszcze, rozstaliśmy się jako mąż i żona, ale nic nas nie może rozdzielić jako rodziców Jasia. I w jego sprawie i dla jego dobra musimy działać zgodnie. Rozstaliśmy się przecież przyjaźnie, bez gniewu i nienawiści, tak mi świadczył przynajmniej ten szczery, ostatni uścisk. Postępuję też względem Ciebie, jak mówiłem, zupełnie lojalnie i szczerze, i mam nadzieję, że Ty także w stosunkach do Jasia będziesz postępowała względem mnie. Zwracam się teraz do sprawy.

Otóż Jaś trwoży mnie bardzo i coraz więcej. Po pierwsze, że dotychczas on nie nabrał przyzwyczajenia do samoistnej pracy i coraz mniej ma do niej ochoty. Lękam się, że zupełnie przestanie się uczyć i szkoły nie skończy. Czytanie najkrańcowszych broszur politycznych i odezw bez krytyki zakręciło jemu zupełnie w głowie i zrobiło w niej zupełny chaos. Chaos ten panuje w jego umyśle, w nieporządku, który jego otacza i nieporządnej pracy. Ostrożny jestem z jego przekonaniami politycznymi, nie tykam ich zupełnie, ale staram się mu wpoić potrzebę nauki, pracy i porządku. Ale to mało skutkuje. Czy nie poczuwasz się do obowiązku dopomóc w tym. Nie prowadź przy nim dysput politycznych, zostaw jego pod tym względem samemu sobie, poniechaj go, jak ja to robię, bo to dla jego dobra, a zamiast tego pchaj jego do nauki i wytrwałej pracy, bo przecież on wtedy tylko pożytecznym będzie ludzkości, kiedy będzie miał dużo wiedzy i będzie mógł i chciał dla niej pracować, a jaki on sobie wybierze kierunek polityczny to jego rzecz.

To jest jedno. Drugi punkt, który mnie interesuje i niepokoi to jego samotność i brak odpowiedniego towarzystwa. Chcąc temu zapobiec, wziąłem go z sobą w Siestrowsku do Rubonów, gdzie paru studentów i młode panie zabrały [go] z sobą na jacht. Zdawałoby się, że to powinno byłoby mu zrobić przyjemność, ale gdzież tam, to tylko było powodem do przykrości, bo wszelkie nowe towarzystwo ciąży jemu.

Z okropną niechęcią pojechał też Jaś do Malhommów, dokąd nas bardzo serdecznie prosili. Oboje Malhommowie, chłopcy i panienki bardzo gorliwie nim się zajęły. Bardzo to miłe i dobrze wychowane dzieci, ale nasz [syn] został niewzruszonym kamiennym mrukiem. Dzisiaj wyjechałem do miasta na służbę, a jego zostawiłem, bo Malhommowie jego nie puścili i chcieli jego u siebie zostawić do 20-go. Tam jest duża kompania chłopców, jest zabawa w futbool w ogrodzie Danilewskich, konna jazda itd. Uprosiłem panią Malhomme, żeby puściła jego jutro, tj. we środę do miasta, niby dla koniecznego zajęcia, a właściwie mając na względzie, że Ty przyjedziesz. Otóż Jaś widocznie z trudem nałamuje siebie do kompanii. Tymczasem towarzystwo to jest ze wszech miar dla niego pożyteczne i nie tylko chłopców, ale i panien, które są bardzo miłe i wcale przystojne. Musiałem obiecać, że przyjedziemy w piątek wieczorem. Wpłyń na niego w tym kierunku, bo to także dla jego dobra.

Najwięcej mnie trwoży jakiś lekceważący, impertynencki ton, któren się zjawił u niego ostatnimi czasy. Daj Boże, aby to przeszło, bo już chyba ostateczne zło przyszło. Nie sądzę, aby to Ciebie ucieszyło. Nie wtem jak przyjmiesz ten list, lękam się, abyś swoim zwyczajem nie posądziła mnie o chęć prawienia Tobie morałów, tymczasem czułem się tylko w obowiązku zakomunikować Tobie o Jasiu i prosić o pomoc. Pokaż ten list Mamie, której ręce serdecznie całuję, a ręczę, że przyzna mi słuszność. Całuję Was.


Jan [Żarnowski]



JAN STASZEL

FROM THE UNKNOWN LETTBRS OF BRONISŁAW PIŁSUDSKI TO MARIA ZARNOWSKA

Summary

Involved in the conspiracy to assassinate tsar Alexander III (1887), Bronisław Piłsudski (1866-1918) was sent to Sakhalin for 15 years of hard labour. Sensitive and perspicuous observer, he became more and more interested in the native inhabitants of the island and took up ethnographical and folkloristic studies.

After his release in 1905 and return to Galicia in 1906, Piłsudski faced considerable difficulties in finding his place in Polish, European reality. Being a romantic dreamer, in the spring of 1907 he resumed his friendship with Maria Baniewicz, who soon after Bronisław's deporiation to Siberia, had married a wealthy man, Jan Żarnowski. The marriage had taken place in Saint Petersburg in 1889. In the summer of 1906 she left her husband and settled in the house of her mother, Helena Baniewicz. She came to Cracow in May 1907 and already at the beginning of June, together with Bronisław, was enjoying Carlsbad. In the middle of July they returned to Cracow and left for Zakopane, where they spent a couple of months. By the end of October Żarnowska came back to Saint Petersburg to settle important matters connected with her personal and family life.

The letters from those last months of 1907 constitute the content of the present edition. It encompasses 19 letters written by Bronisław Piłsudski to Maria Żarnowska. Unfortunately some of them are incomplete: initial or final paragraphs are missing. The collection also lacks several letters from the second half of November and from December 1907. Most of the letters published in this edition come from Zakopane, and only few from Cracow. Although the collection is not profuse, Piłsudski's private letters included in it are important sources for the study of his biography. They contain many unknown facts about his private life and plans concerning his scientific activity, for example the thread connected with an offer to "write a popular geographical and ethnographical description (about the Ainu and Gilak tribes)". This recollective book was to be printed in a Russian magazine "Byloye" owned by W. Burcew but was never published.

The letters of Bronisław Piłsudski, an exiIe who was made to spend 20 years far away from Poland, are sometimes written in rather poor Polish which in many places is contaminated with Russian idioms. They have been left unchanged together with an idiosyncratic style of the author. The spelling and punctuation have been modernised according to the principles of publishing instruction.

These valuable and so far unknown sources deserve being published as they reveal another piece of truth about a man of extraordinary righteousness and graciousness.
 


Konwersja OCR z oryginału za zezwoleniem Wydawcy: Rafał Charłampowicz
Korekta i formatowanie: Jurand B. Czermiński