Oczywiście, Frank Herbert!
I dzieło, które cały czas nie daj mi spokoju i wraca,
czy to w postaci książki, filmu, muzyki... "Diuna" napisano
o tej książce tyle, ze ja juz się nie odważę - powiem tylko jedno: żadna
inna nie zafascynowała mnie AŻ tak.
Oczywiście nie tylko mnie: istnieje np: bardzo sympatyczny serwis po polsku - ARCHIWA BENE GESSERIT, Usul's Page, The World of Dune i w końcu grupa USNET'owa: alt.fan.dune
Sa też fragmenty "Diuny", które uwiodły mnie w strone poezji w ogóle - dobrej w szczególności!
"... Wciąż widzę nad plażą ogniska słony dym
I cienie pod sosnami -
Skamieniałe -
Mewy śpią na grzędzie ziemi,
Biel na zieleni...
Wiatr idzie przez rzędy drzew
Cienie kołysze.
Wzbijają się mewy,
Mkną
I krzycza w niebiosach.
A ja wiatr słyszę
Plażą wiejący z ukosa
I przybój,
I widzę, ze nasz ogień
Spopielił morszczyn."
Winnice, gaje,
rajskie dziewoje,
i szklanica przede mną się kiwa.
Dlaczego o bojach baję
i górach startych na pył?
Dlaczego czuję łzy?
Nastaje niebo
i wszystko daje,
wystarczy wyciagnąć dłonie.
Czemu zasadzki sie boję
i jadu w trawionym szkle?
Czemu czuję swe dni!
Miłość wabi
w nagie ramiona
na chwile upojnej rozkoszy.
Dlaczego wspominam blizny
i smak przelanej krwi?
I czemu straszą mnie sny?
Wiatr wymiótł ziemię precz
I wymiótł niebo precz
I ludzi też!
Kim jest ten wiatr?
Wodę dumne drzewa piją
Zamiast ludzi, co nie żyja.
Poznałem swiatów za wiele,
Ludzi za wiele,
Wichur za wiele,
Za wiele drzewa.
Ona dosiada czerwia przestrzeni!
Ona prowadzi przez sztormy
Do kraju łagodnych bryz.
Choć śpimy w jaskini węża
Ona strzeże uśpionych dusz.
Stroniąc od żaru pustyni
Ukrywa nas w chłodnej grocie.
Blask jej białych zębów
Wiedzie nas poprzez noc.
Bujne warkocze
Unosza nas w gore, w niebiosa!
Słodki aromat, woń kwiecia
Otacza nas, gdy jest z nami...
Ona ucisza sztormy
Spojrzeniem zabija wrogów
I karze niewiernych.
Z iglic Tuono
Gdzie świt uderza
I tryska źrodło
Widzisz jej cień.
W jaskrawej spiekocie lata
Karmi nas chlebem i mlekiem -
Chłodnym, o woni ziół.
Spojrzeniem rozprasza wrogów
I karze dręczycieli
Przenika wsze tajemnice.
To Alia... Alia... Alia...
Bez gorzkich dymów, pogrzebnych stosów dla Muad'Diba,
Bez bicia czołem, wielkich misteriów, co uwolnia myśli
Z zawistnych cieni.
Niebianski błazen,
Złoty przechodzień, co żyje wiecznie
Na skraju jawy.
Spuść tylko gardę, a cię dopadnie!
Szkarłatny pokój i biel monarsza
Pną się w nasz wszechświat pajęcza nicią wyroczni
Aż na brzeg zapatrzenia - tam!
Z gaszczu gwiazd!
Bezoki prorok, tajemny zwiastun żałobnych wieści,
Ofiara wizji, głos, który nigdy nie umilknie.
Szej-huldzie, on czeka na ciebie na plaży,
gdzie snują sie pary i łączą, pierś w pierś,
W rozkosznym znużeniu miłosnym.
On dalej kroczy otchłanna jamą Czasu,
Druzgocząc w sobie głupca z własnych snów.
W powabnej postaci natury
Zawiera się pieknę jądro całości
Przez niektórych zwane - zmarnieniem.
Dzięki tej miłej obecności
Życie zyskuje swe dopełnienie.
Łzy płyna w milczeniu,
Wodą duszy będąc jedynie,
I wiodą nowe życie
Ku bólowi istnienia.
Oderwane od tego widzenia
Śmierć własnie pełnym czyni.
Tęsknisz za morzem na Kaladanie
Atrydko, gdzie trwało wasze panowanie,
Wciąż, nieprzerwanie,
Lecz wygnańcy żyją w obcych krajach!
Twierdzisz - to gorzcy, okrutni ludzie,
Sprzedają sny o Szej-huludzie
Za nędzne jadło.
Lecz wygnańcy żyją w obcych krajach!
Sprawiasz, ze Diuna staje sie słaba.
Że czerw przejść już tędy nie ma prawa.
Sięgasz swych celów,
Jak wygnaniec żyjesz w obcym kraju!
Alio! Zowią cię: Koan-Dziewczę,
Tym duchem nie widzianym jeszcze
Dopóki...
U wzgorza stóp, gdzie lis chyżo bieży,
Gdzie cętkowany blask słońca sie swieży,
Tam mój kochanek spoczywa.
U wzgorza stóp, w kopru ostępach
Mój ukochany śpi w snu odmętach,
Skrywa się w grobie
U wzgórza stóp.
Ściany przeszłości nie-do-odwołania
Przed odchłanią mnie kryje przenijania
I wszystka woda w niej ginie!
a gry strumienia
Drąża z kamienia
Pod grzmiącą nawala jaskinie.